A fale runą na włocławskie Zawiśle

Dariusz Knapik
Ten scenariusz przypomina katastroficzny film. Już w kwadrans po pęknięciu tamy ściana wody uderzy na włocławskie Zawiśle.
A fale runą na włocławskie Zawiśle

Do dziś nawet najlepsi specjaliści nie są w stanie przewidzieć wszystkich skutków katastrofy, która od lat grozi włocławskiej zaporze. Żywioł nie do końca daje się bowiem ująć w ramy scenariuszy, które od lat opracowuje się na wypadek awarii tamy. Jedno jest pewne: jeśli szybko nie podejmie się radykalnych kroków, Włocławkowi grozi tragedia, może nawet straszniejsza niż katastrofa w katowickiej hali.

Powód jest prosty. Kiedy budowano włocławską tamę, miała stanowić pierwszą z wielu zapór przyszłej kaskady dolnej Wisły. Została więc zaprojektowana jako część systemu, zakładano bowiem, że po 5 latach pod Ciechocinkiem ruszy budowa kolejnego stopnia wodnego. Tak się jednak nie stało i już blisko 40 lat włocławska tama samotnie opiera się Wiśle. W 1999 roku zabezpieczono ją budując wzdłuż rzeki specjalny próg podpiętrzający. Jest to jednak środek tymczasowy i mimo corocznych napraw, które pochłaniają miliony złotych, wystarczy jeszcze najwyżej na kilka lat.

A dołem Wisła płynie
Najgroźniejsza jest erozja dna rzeki poniżej zapory. Ponieważ nie powstał kolejny stopień wodny, na 10-kilometrowym odcinku dno obniżyło się w minionych latach aż o 3 metry. Z kolei powyżej tamy dno się podnosi, bo w Zalewie Włocławskim gromadzą się niesione przez rzekę osady. Specjaliści alarmują, że cały czas rośnie ciśnienie z jakim wody zalewu napierają na zaporę. Jeśli nic się nie będzie robić, w końcu tama się po prostu przewróci.

Na szczęście bezpośrednio przy tamie wyłożono dno rzeki betonowymi płytami, które na razie jeszcze chronią budowlę przed skutkami erozji. Ale w perspektywie grozi im zniszczenie przez osadzające się na zalewie zwały kry, które co roku trzeba zrzucać przez jaz. Jeszcze 40 lat temu głębokość rzeki wynosiła pod nim ok. 4,5 metra. Dziś z powodu ruchów dna wynosi ona w porywach do 2 metrów, a czasem nawet metr. To za mało, by zamortyzować uderzenia brył lodu.

Projektanci nie mogli też przewidzieć, że już w latach dziewięćdziesiątych kompletnie wysiądzie zainstalowany na tamie system odwadniający. Odprowadza on wodę, która nieustannie przesiąka przez zbudowaną głównie z piasku tzw. zaporę czołową. Ponieważ drastycznie obniżyło się dno rzeki, dreny po prostu nie spełniały już swojej roli. Trzeba było więc szybko zainstalować dodatkowe. Postępująca erozja spowodowała jednak, że i one w końcu zawiodły. W 2004 roku znów wybudowano kolejne. Wszystko to nie likwiduje jednak przyczyn lecz wyłącznie skutki choroby.
Tymczasem najbardziej zagrożona katastrofą jest właśnie prawa część stopnia, czyli zapora czołowa. Choć od strony zalewu chronią ją betonowe płyty, ale znajdujące się w nim miliony ton wody nieustannie szukają sobie ujścia. Cały czas istnieje groźba, że kiedyś w końcu wydrążą niewielki tunel, który po cichu zacznie podmywać zaporę. Aż pewnego dnia mały strumyczek raptownie przemieni się w rwącą rzekę.

Zamiast terrorystów łapią kłusowników
Lista zagrożeń na tym się jednak nie kończy. Czy przyszłoby komu do głowy, że tamę mogą zaatakować terroryści? A jednak odpowiedzialny za nią Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Warszawie traktuje tę możliwość na tyle poważnie, że postanowił wynająć renomowaną firmę ochroniarską. Od pewnego czasu przez całą dobę nad bezpieczeństwem zapory czuwa czwórka uzbrojonych w broń palną ochroniarzy. O tym wie jednak tylko mały krąg osób. Strażnicy nie rzucają się w oczy, obserwując tamę z ukrytych stanowisk.

Osobna firma, która pilnuje budynku i zaplecza RZGW, odpowiada także za obserwację zalewu. Cały stopień wodny monitoruje system kamer. Planuje się dalszą jego rozbudowę. Jest też strażnik w wewnętrznym porcie RZGW. W razie pojawienia się podejrzanych łodzi natychmiast zawiadamia się miejscowy posterunek policji wodnej, która non stop patroluje rejon tamy. Na razie jednak wszyscy podejrzani okazali się zwykłymi kłusownikami. Efekt jest taki, że od pewnego czasu zaczęli oni omijać okolice zapory.

Z równą czujnością służby RZGWpilnują ziemnej części zapory przed niewinnymi z pozoru nornicami, wydrami i norkami amerykańskimi, które w krótkim czasie potrafią wydrążyć sieć tuneli czy ukrytych pod wodą jam. Na razie nie stanowią one większego zagrożenia. Gorzej z bobrami, które w ostatnich latach niszczą systemy odwadniające na tzw. zaporze bocznej w Wistce. Na razie zwalcza się je burząc żeremia, zwierzęta cierpliwie jednak je odbudowują. W perspektywie grozi to, że zaczną kopać podwodne nory w samej zaporze.

Tsunami po włocławsku
A jeśli stanie się najgorsze i tama runie? Nakreślony przez specjalistów wirtualny obraz katastrofy może śnić się po nocach zwłaszcza mieszkańcom Zawiśla, najbardziej zagrożonej dzielnicy Włocławka. Czoło gigantycznej fali dotrze tu już po 15-16 minutach. Po 20 osiągnie rejon leżącej na lewym brzegu ulicy Korabnickiej. Trzy kwadranse później żywioł zaatakuje Nieszawę.

Rosnąca stale różnica poziomów rzeki powyżej i poniżej tamy osiągnęła już ponad 11 metrów. Zasoby wody w Zalewie Włocławskim, w zależności od stanu rzeki, wynoszą od 400 do 500 milionów metrów sześciennych. Nie do końca wiadomo, jaka będzie wysokość fali, ale mówi się nawet o 6 metrach. Na szczęście ten maksymalny pułap osiągnie ona nie od razu, ale w czasie od 2 do 2,5 godziny. A należy się też liczyć, że woda będzie niosła ze sobą wyrwane z tamy, nawet kilkutonowe bryły betonu.

Zróbmy wszystko, by nigdy nie doszło do tego koszmaru!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie