Przykład biznesu po polsku: choć kwiaciarnia nie istnieje od 2008 roku, jej właściciele do dziś są dręczeni przez komornika. Nie z własnej winy, tylko przez błąd sądu.

- Kwiaciarnia była zarejestrowana na moją żonę, Annę - opowiada Jerzy Korecki z Bydgoszczy. - Interes przestał się kręcić, więc w tej sytuacji najrozsądniej było ją zamknąć. Tak też postąpiliśmy w grudniu 2008 roku.

Tymczasem wszelka korespondencja nadal przychodziła na adres firmy, choć już formalnie nie istniała. Jej właścicielka nie miała o tym pojęcia.



Kto ma zapłacić za błąd urzędnika?

- Gdyby listy były wysyłane na adres domowy, żona wiedziałaby między innymi o wezwaniu do sądu - wspomina pan Jerzy.

Okazało się, że jeden z toruńskich akwizytorów, który współpracował z Korecką, gdy jeszcze prowadziła kwiaciarnię, dopuścił się nadużyć. Ich finał znalazł się w sądzie. Bydgoszczankę wezwano na sprawę jako świadka. Jednak nie wiedząc o tym, nie pojawiła się na niej. Sąd ukarał ją mandatem w wysokości 500 zł.

O grzywnie dowiedziała się przypadkiem od osoby, która wydzierżawiła lokal po kwiaciarni. Również ta informacja trafiła na adres byłej kwiaciarni! Koreccy wystąpili do sądu ze skargą i w efekcie mandat został anulowany. Tylko, że wcześniej sprawa do komornika, który teraz domaga się od pani Anny opłacenia kosztów w wysokości ponad 300 zł. - To nie jest wina żony, dlaczego ma płacić? Sąd powinien pokryć koszty - uważa Jerzy Korecki.

Sąd oficjalnie przyznaje się do błędu: - 14 czerwca poinformowaliśmy Annę Korecką o uchyleniu grzywny oraz przeprosiliśmy za zaistniałą sytuację - informuje Hanna Cackowska-Frank, prezes Sądu Rejonowego w Toruniu. - Zobowiązaliśmy przewodniczącą pierwszego wydziału cywilnego do wskazania osób odpowiedzialnych za błędne skierowanie zlecenia egzekucyjnego.

A oto wyjaśnienie dotyczące wynagrodzenia dla komornika: "Pani Annie Koreckiej służy prawo do wniesienia do właściwego sądu skargi na czynności komornicze. Prezes Sądu nie ma możliwości zmiany jego decyzji."

Komornik, który prowadzi sprawę Koreckiej, zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych, nie chce niczego komentować.



Interpretacja dowolna

- Jednak ten sam człowiek wysyła listy do dzierżawców lokalu po kwiaciarni, dla nas zupełnie obcych ludzi, których informuje, ile rzekomo jesteśmy mu winni. I jakoś nie przeszkadza mu w tym ustawa o ochronie danych osobowych! - denerwuje się pan Jerzy.

- W Polsce urzędnicy mają zdecydowanie za dużą swobodę i to rodzi patologie - komentuje Andrzej Sadowski, ekspert z Centrum im. Adama Smitha.

Czytaj też: Przedsiębiorca to niewolnik urzędów - twierdzi Andrzej Sadowski

Czytaj też:  Dzika radość. Komornicy zarobią mniej!

- Oczywiście państwo Koreccy będą skarżyć komornika. Ale czy to jest normalne, by w XXI wieku człowiek musiał udowadniać, że nie jest wielbłądem? Co Państwo o tym myślą?