Aleksander lubił gotować, pływać, biegać. Lubił...

    Aleksander lubił gotować, pływać, biegać. Lubił...

    Hanka Sowińska hanna.sowinska@pomorska.pl 52 326 32 33

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    W czwartek, 7 kwietnia, zadzwonił do koleżanki: - Oglądaj mnie w Katyniu, będę przy boku prezydenta - powiedział.
    Prezydencki tłumacz Aleksander Fedorowicz z narzeczoną

    Prezydencki tłumacz Aleksander Fedorowicz z narzeczoną ©fot. ze zbiorów rodziny Kotzbachów

    Do Katynia nie dotarł. Rankiem, 10 kwietnia cała Polska zobaczyła szczątki rozbitego samolotu. I dowiedziała się, że zginął prezydent RP Lech Kaczyński, jego żona Maria. I jeszcze 94 osoby. Wśród nich prezydencki tłumacz Aleksander Fedorowicz. Rodowity bydgoszczanin.


    Rosjanom, którzy mieli być 10 kwietnia na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu Aleksander przetłumaczyłby słowa prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po rosyjsku powiedziałby, że "Zbrodnia Katyńska już zawsze będzie przypominać o groźbie zniewolenia, zniszczenia ludzi i narodów. O sile kłamstwa. Będzie jednak także świadectwem tego, że ludzie i narody potrafią nawet w czasach najtrudniejszych wybrać wolność i obronić prawdę".


    To chciał właśnie powiedzieć Rosjanom tragicznie zmarły prezydent. A Aleksander miał to przetłumaczyć.


    Iwona Wiśniewska z Warszawy, tłumaczka języka niemieckiego, na internetowym forum napisała: "Nie znałam Aleksandra, ale wykonuję taki sam zawód. Codziennie, wielokrotnie myślę o tym tłumaczu. To jego słowa, wypowiedziane jego głosem mieli usłyszeć Rosjanie, którzy śledziliby uroczystości w Katyniu. Z całą pewnością nie myślał o tym wsiadając do tego samolotu. Bardzo mi przykro, że Jego również spotkał taki los".

    Aleksander już nikogo nie zarazi pasją gotowania...

    W internecie wspomina Joanna Chylewska: "Zmotywował mnie także do nauki... gotowania! Dziś jest to moja największa pasja. I do dziś mam książkę kucharską z dedykacją "Ku pokrzepieniu serc i żołądków!"

    Aleksander już nie popłynie na skiffie...

    Dariusz Fedorowicz, brat Aleksandra: - Aluś jeszcze w szkole podstawowej został zawodnikiem Kolejowego Klubu Wioślarskiego. Pływał na "skiffie". Wywalczył mistrzostwo Polski w kategorii juniorów młodszych.


    Aleksander już nie pobiegnie...

    Za kilka tygodni miał biegać z przyjaciółmi w Szklarskiej Porębie. Nie stanie też na starcie żadnego maratonu (na tym dystansie osiągał dobre wyniki),

    Ci, którzy Go kochali pobiegli 14 kwietnia w Warszawie. - Skrzyknęliśmy się przez internet - wspominał po pogrzebie Rafał Kwaczek.

    Aleksander był jego sąsiadem i serdecznym przyjacielem. - Nasza znajomość zaczęła się dwa lata temu. Zaraził mnie pasją biegania. Schudłem dzięki temu 25 kilogramów. W bieganiu byłem jego partnerem. Biegaliśmy głównie po warszawskich Łazienkach o porankach. Byliśmy na kilku wyjazdach, spotkaniach, kolacjach. Dziś żałuję, że tych wspólnych chwil było za mało. Ale kto mógł przypuszczać...

    Bardzo przeżywa śmierć Przyjaciela: - To prawdopodobnie najpogodniejszy i najinteligentniejszy człowiek, którego znałem. Pamiętam jego tubalny śmiech. Teraz, naśladując Aleksa, próbujemy się tak witać.

    Aleksander już nie posadzi na swoim tarasie żadnego drzewka, nie wywierci dziurki pod półkę we wspólnej rowerowni...

    W internecie Bartosz napisał: "Przyjacielu, Sąsiedzie! Aleksandrze Fedorowiczu! Nie mogę się pogodzić, że 10 kwietnia 2010 roku wystartowałeś w maratonie do wieczności. Będzie mi Ciebie brakowało. Codziennie, jak wchodzę do naszej rowerowni, którą wspólnie zrobiliśmy, widzę Cię, jak wiercisz dziurki pod półki, patrząc przez okno widzę Twój ogród na dachu i powraca wspomnienie, jak razem taszczyliśmy na dach donice i roślinki.

    - Gdy usłyszałem, że w Smoleńsku rozbił się polski samolot z prezydentem na pokładzie, prawie wiedziałem, że Aleks tam był - mówi wzruszony Rafał Kwaczek. On, jego żona i grono bliskich Aleksowi osób przyjechało z Warszawy na pogrzeb, by być z Przyjacielem w ostatniej drodze.

    Ci, którzy dobrze znali Aleksandra Fedorowicza wiedzieli, że kilka razy otarł się o śmierć. Wspominają dramat, który rozegrał się w Taszkiencie.

    - Aleks był wicekonsulem w Uzbekistanie. O mały włos nie padł ofiarą zamachu terrorystycznego w Taszkiencie - opowiada kuzyn Fedorowicza.

    Podczas lotów samolotem też nie brakowało dramatycznych momentów. Jednak ze wszystkich opresji udało Mu się wyjść bez szwanku.

    Aż do 10 kwietnia...

    Chciał dobrze poznać język rosyjski. Dlatego tak bardzo zależało Mu na tym, by studiować w Rosji. Jego marzenia spełniły się. Na początku lat 90. został stypendystą rządu RP i rozpoczął studia dyplomatyczne w Moskiewskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych.

    Interesował się historią. - Kiedy był w Uzbekistanie, odkrył ten kraj na nowo - wspomina prof. Roman Kotzbach. Aleksander był jego ukochanym siostrzeńcem i synem chrzestnym. - Okazało się, że mieszkają tam potomkowie legionistów i carskich zesłańców. Ludzie, których korzenie sięgają czasów napoleońskich. Ich losem był zafascynowany. Kiedy tylko przyjeżdżał do Bydgoszczy, opowiadał o Uzbekach z polskimi korzeniami. Był przejęty ich losem. Ubolewał nad tym, że żyją w wielkiej biedzie. Mówił, że nie można o nich zapomnieć. Zaczął zbierać materiały, by udokumentować ich historię. Chciał to wszystko opublikować. Nie zdążył.

    Ci, którzy uczestniczyli w ostatnim pożegnaniu Aleksandra, usłyszeli, że w Uzbekistanie odnalazł również ślady własnej rodziny. - Mieszkał tam potomek zesłańców, oficer armii carskiej i wojskowy lekarz dr Fedorowicz - otaczany do dzisiaj wielką czcią jako Polak - wspominał nad grobem brata Dariusz Fedorowicz.

    W internecie Mariusz napisał: "Alek był moim przyjacielem od wielu lat. Czy to spotkania daleko w Azji, czy w Polsce zawsze był taki sam. Bydgoszczanin zamieszkały w Warszawie. Człowiek o wielkim sercu i prawdziwy przyjaciel".

    "Aleksander dał mi pierwsze lekcje o Uzbekistanie i pomógł, gdy tej pomocy potrzebowałam. Ciągle jestem w stanie przypomnieć sobie jego tubalny śmiech i poczucie humoru" - wspomina, także w sieci, Kasia.

    "Poznałam go jeszcze w Taszkiencie. To wspaniały człowiek. Dzięki takim osobom jak Aleksander Fedorowicz jestem teraz w Polsce, w ojczyźnie" - napisała Tatiana.

    Internauta o inicjałach R.B.: "Miałem przyjemność współpracować z Panem Aleksandrem przy wielu negocjacjach i spotkaniach zagranicznych. Był świetnym tłumaczem i bardzo sympatycznym, pełnym pozytywnej energii, skromnym, miłym i otwartym człowiekiem!"

    Ania: "Aleksander - nasz kolega ze studiów. Wiecznie zajęty, zabiegany, zawsze był tam, gdzie coś się działo. Ambitny, pogodny, z ogromnym poczuciem humoru. I tak Cię, Alex, zapamiętam".

    Wiesław Szala, wieloletni nauczyciel w-f w V LO w Bydgoszczy, którego absolwentem był Aleks, przyszedł we wtorek pożegnać swojego ucznia. - Dziś pewnie bym go nie poznał. Pamiętam, że miał taką lekko blond-rudawą czuprynę. Ładny chłopak był. Jego koledzy dziś mi go przypomnieli. Ta grupa męska to były wisusy, ale byli bardzo inteligentni.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo