Rozmowa z Andrzejem Sadowskim, prezydentem Centrum im. Adama Smitha i członkiem Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie Rzeczypospolitej Polskiej.

Prezydent RP niedawno podpisał ustawę, która zmienia przepisy dotyczące rocznych zeznań podatkowych od osób fizycznych. Od nowego roku pracownicy Krajowej Administracji Podatkowej będą wypełniać te zeznania za wielu z nas, bazując na informacjach od płatników, zeznaniach z poprzedniego roku. Mamy się z czego cieszyć?

Byłoby się z czego cieszyć, gdyby ustawa zlikwidowała absurd jakim jest składanie rocznego zeznania podatkowego. Mitręgę, która zabierała czas i pieniądze milionom Polaków przeniesiono na barki tysięcy urzędników.

Będzie niższy VAT na pieczywo, owoce, produkty dla dzieci, niemowląt, kobiet, e-boki. Od kiedy?

Ale wielu zwykłym Kowalskim będzie łatwiej. Uwolnią się od obowiązku wypisywania a nawet składania rocznych zeznań, jeśli nie będą mieli uwag do tego, co wpisali do ich zeznań urzędnicy.

Urzędnicy i tak są przeładowani pracą. Dotąd zajmowali się weryfikacją naszych zeznań i mieli pięć lat, by to zrobić. Przez ten czas obywatel musiał być przygotowany, że zostanie wezwany do złożenia wyjaśnień w sprawie podatków. Kiedyś, na korytarzu pewnej skarbówki, zrobiłem zdjęcie worków z papierowymi PIT-ami, które tarasowały przejście. PIT-y są bez sensu i sami urzędnicy o tym mówią.

Dlaczego? Nie przepadam za PIT-ami, ale przecież budżet państwa musi się czymś „pożywić”.

Do tego nie są potrzebne zeznania roczne. Przecież rząd i tak ma wiedzę o pieniądzach obywateli. Skoro skarbówka może wypełnić za nas PIT-y, to znaczy że wie, ile zarobiliśmy i jakie podatki zapłaciliśmy. Po co jeszcze bez sensu potwierdzać to kolejnym papierem oraz marnować na to czas i pracę?

Na razie nie wypełni zeznań za wszystkich podatników, na przykład tzw. ryczałtowcy muszą na udogodnienia poczekać.

Co do zasady to nic się nie zmieni. To, że urzędnicy administracji podatkowej zaczną wypełniać formularze także i za nich oznacza tylko wzrost przeciążenia ich bezproduktywną pracą. Rząd ma wybór. Zamiast zajmować się kilkunastoma milionami podatników Janów Kowalskich urzędnicy rządowi mogliby bardziej skupić się na przestępczości związanej z podatkiem VAT.

To co byłoby lepsze zamiast PIT-ów?

W Polsce do początku lat 90-tych pracodawcy zliczali wszystkie wynagrodzenia w firmie i jednym przelewem do jednego urzędu płacili jeden podatek od wynagrodzeń za wszystkich pracowników. Ten podatek nazwał się od funduszu płac. I tyle. Dziś ten prosty sposób płacenia mają banki. Od zysków kapitałowych, czyli tzw. podatek Belki, bank za miliony swoich klientów płaci podatek jednym przelewem do jednego urzędu skarbowego. To co jest dobre dla banków, powinno być też dobre dla polskich przedsiębiorców. Zatem podatki i tak trafiałyby do rządu, a po uwolnieniu od PIT-u znacznie więcej czasu mieliby nie tylko zwykli obywatele, ale i urzędnicy.

Zwrot podatku VAT 2017. Rząd liczy miliardy, a firmy czekają...

Gdyby nie było PIT-ów, to nie byłoby możliwości przekazania 1 proc. podatku np. na leczenie chorych dzieci czy działalność fundacji.

Ludzie pomagają nawet jak rząd bierze 23 proc. haracz od dobroczynnych esemesów. Czy Polacy nie pomagali sobie zanim wprowadzono przekazywanie jednego procenta? Czy nie wrzucają pieniędzy bezpośrednio do puszek nie licząc na ulgę podatkową?

Jednak niektórzy twierdzą, że wolą przekazać 1 procent komukolwiek, byleby nie oddawać państwu.

To nie jest powód, by utrzymywać zły system. Mamy jeden z najbardziej skomplikowanych systemów podatkowych, który wymaga zmiany i uwolnienia od mitręgi zarówno obywateli, jak i pracowników aparatu skarbowego. Rządzący powinni mieć odwagę zwłaszcza w stulecie odzyskania Niepodległości na zmianę i nową jakość m.in. systemu podatkowego.

Od kilku miesięcy działa inna zmiana dotycząca odprowadzania podatku VAT na oddzielne konta przedsiębiorców. Efekt?

Rządzący zamiast uprościć system coraz bardziej go komplikują. Najlepszym uszczelnieniem systemu jest radykalne jego uproszczenie. Kolejne komplikacje utrudniają życie przede wszystkim uczciwym obywatelom, bo dla przestępców żadne prawo nie jest przeszkodą. Karani są uczciwie działający jak np. Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, które nieświadomie zostały wciągnięte w VAT-owską karuzelę. I to od nich, a nie do nieuchwytnych przestępców władza chce zapłacenia podatku. Uczciwi przedsiębiorcy ponoszą w Polsce odpowiedzialność zbiorową za działania przestępców.