- Bo czekoladę trzeba potraktować młotkiem - mówi pani Angelika, właścicielka słodkiego biznesu

Katarzyna Dworska [email protected]
Wystrój kawiarni nawiązuje do belgijskich sklepików ze słodyczami. - Miał być ciepły i rodzinny - mówi Makowska
Wystrój kawiarni nawiązuje do belgijskich sklepików ze słodyczami. - Miał być ciepły i rodzinny - mówi Makowska Andrzej muszyński
Udostępnij:
Ręcznie robione praliny, kawa i rodzinny wystrój wprost z Belgii.

Z pistacjami, bakaliami, marcepanem i karmelizowanym kokosem. Kawiarnia "Bą Bą" mieści się przy ul. Gdańskiej, a oprócz belgijskiej kawy można kupić tam słodycze. - Wszystkie praliny wykonane są ręcznie, dlatego ich kształt nie jest idealny - mówi Angelika Makowska, właścicielka kawiarni "Bą Bą". - Kupujemy je od cukiernika z Flandrii, który prowadzi rodzinną firmę. Do produkcji nie używa żadnych konserwantów, dlatego ich termin ważności wynosi trzy miesiące.

Magiczny belgijski świat
Pomysł na własny biznes powstał po odwiedzeniu południowej Flandrii w Belgii. - Mój mąż się tam wychował - opowiada Makowska. - Zauroczyły mnie tamtejsze sklepy. Ich wystrój i niezwykła atmosfera.
Ukończyła polonistykę i historię na Uniwersytecie Warszawskim oraz studia podyplomowe na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego na kierunku edukacja wczesnoszkolna z wychowaniem przedszkolnym. - Zawsze marzyłam, aby otworzyć coś swojego i to marzenie się właśnie spełniło - przyznaje. - Praliny nie lubią zimna i sztucznego światła, dlatego powinny być przechowywane w temperaturze pokojowej w zacienionym miejscu.

Zobacz także: Brytyjscy naukowcy: Pracownicy jedzący czekoladę są bardziej wydajni [wideo]

Bo czekoladę trzeba potraktować młotkiem
W ofercie kawiarni są również kilogramowe tabliczki czekolady, a do każdej z nich dołączany jest młotek. - Nie da się ich połamać, ponieważ wykonane są z oryginalnej czekolady callebaut, która przy przełamaniu porządnie chrupnie - wyjaśnia Makowska.

Musi być rodzinnie i przytulnie
W Belgii nie ma typowych cukierni. - Mieszkańcy za najlepsze słodycze uważają właśnie praliny - tłumaczy Makowska. - Raz w tygodniu chodzą więc do sklepu i kupują ich kilogram.
"Bą Bą" nawiązuje właśnie do tych belgijskich słodyczy. - Z francuskiego nazywają je bonbon, czyli cukierki - opowiada. - Chciałam spolszczyć to słowo, stąd pomysł na taką nazwę.

Wystrój kawiarni również zbliżony jest do belgijskiego klimatu. - Fotele, sekretarzyk i regał odziedziczyliśmy po dziadku męża - opisuje. - Tam w każdym sklepie jest kącik dla dzieci, aby nie nudziły się podczas zakupów rodziców. Dlatego u mnie także się taki znalazł.

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Pomorska
Dodaj ogłoszenie