Bolesław Proch: Kibicom życzę sezonu pełnego wrażeń

    Bolesław Proch: Kibicom życzę sezonu pełnego wrażeń

    rozmawiała Magdalena Zimna

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    - Mówią, że nic się nie zmieniłem. Tylko włos na głowie mocno posiwiał...

    - Mówią, że nic się nie zmieniłem. Tylko włos na głowie mocno posiwiał... ©fot. Wojciech Romanowski

    Rozmowa z <b>Bolesławem Prochem</b> byłym zawodnikiem Polonii Bydgoszcz.
    - Mówią, że nic się nie zmieniłem. Tylko włos na głowie mocno posiwiał...

    - Mówią, że nic się nie zmieniłem. Tylko włos na głowie mocno posiwiał... ©fot. Wojciech Romanowski

    SYLWETKA

    SYLWETKA


    BOLESŁAW PROCH
    ur. w 1952 roku

    Uczestnik eliminacji IMŚ (1978 i 1984 r. - w finałach kontynentalnych). W 1976 roku z kolegami z reprezentacji wywalczył srebrny medal DMŚ na Wembley, dwa lata później u boku Edwarda Jancarza zajął 5. miejsce w finale MŚP w Chorzowie. Osiem razy startował w finałach IMP, zdobywając dwa tytuły wicemistrzowskie - w latach 1978 i 1985. Wygrał rozgrywki o Złoty Kask w 1981 roku), w 1978 (Chorzów) był drugi. Zwyciężył w finale MIMP i Srebrnym Kasku - oba w 1975 r. Ma w dorobku złoty medal MPPK - 1978, Chorzów, w parze z Edwardem Jancarzem. W czasie trwającej 15 lat kariery reprezentował barwy klubów z Zielonej Góry (1972-1975), Stali Gorzów Wlkp. (1977-1980) i Polonii Bydgoszcz (1981-1987). W Bydgoszczy szybko stał się liderem zespołu.



    - W niedzielę rozpoczyna się żużlowy sezon. Pana wizyta w Bydgoszczy z tym się łączy?
    - Przyjechałem w innym celu, a terminy akurat się zbiegły. Niestety, urlop jest zbyt krótki by zostać na zawodach. Bardzo żałuję, bo poświęciłem żużlowi kawał swojego życia i brakuje mi wszystkiego, co się z tym łączy: adrenaliny związanej z rywalizacją, przyjaciół i kolegów z toru, kibiców...
    Zupełnie się nie zmieniłem

    - Ci ostatni rozpoznają pana, kiedy spaceruje pan ulicami Bydgoszczy?
    - To zaskakujące, ale tak. I zapewniają, że zupełnie się nie zmieniłem. No, może poza tym, że włos na głowie mocno posiwiał (śmiech). To samo mówią zresztą koledzy. Rozmawiam często, na przykład, z Henrykiem Glücklichem. Z młodszego pokolenia, kontaktuję się z Tomaszem Gollobem. To wielki zawodnik. Utalentowany, pracowity, z odpowiednim charakterem do sportu.

    - A jakie to cechy powinien mieć sportowiec?
    - Musi być uczciwy, bo najważniejsza jest postawa fair. Nie może mu brakować ambicji. Powinien mieć także szacunek dla rywala i umieć przegrywać.

    - Taki był Proch - żużlowiec?
    - Na pewno był uparty. Nie poddawałem się nawet po niepowodzeniach, dużo pracowałem by osiągnąć cel. Miałem takie sportowe zacięcie. Mówią, że byłem niepokorny? Pewnie jest w tym trochę racji, ale w sporcie właśnie tacy dochodzą do wielkich rzeczy.

    - Ze swoich osiągnięć na torze jest pan zadowolony, czy ambicje były znacznie większe?
    - Każdy, kto uprawia sport, chce sięgać po największe trofea. Jeśli tak nie myśli, znaczy - do sportu się nie nadaje. Mistrzami zostają jednak tylko nieliczni. Ja też miałem plany, ale życie je zweryfikowało. Coś osiągnąłem; na eksponowanym miejscu w domu stoją puchary, wiszą medale. Mam piękne wspomnienia z krajowych i zagranicznych aren, zapisałem się w historii dyscypliny i pamięci kibiców.

    Znów wśród najlepszych

    - Kiedy wspomina pan te ważne momenty ze sportowej kariery, co pierwsze przychodzi do głowy?
    - Zawsze będę pamiętał derby Pomorza, zwłaszcza te zwycięskie dla Polonii. Zawodnikom obu drużyn szczególnie zależało na wygranej z sąsiadem zza miedzy. I niektórzy robili wszystko, by wygrać. Pamiętam mecz, który zakończył się dla mnie niezbyt szczęśliwie, bo upadkiem. Po ataku rywala leżałem, a kolega z drużyny przejechał kołami motocykla tuż koło mojej głowy. Gdyby był bliżej o kilka centymetrów, skończyłoby się tragicznie.

    - Miał pan momenty zwątpienia?
    - Nigdy. Nawet wypadki nie zniechęciły mnie do żużla. Na życiowych wyborach zaważyły raczej okoliczności, w jakich żyliśmy i startowaliśmy. Mimo że żużel zajmował w moim życiu ważne miejsce, na pierwszym była zawsze rodzina. Nie wszystko ułożyło się po mojej myśli. Końcowe lata kariery nie były udane, brakowało mi dobrego sprzętu. Pozostał więc niedosyt. Teraz nie ma jednak czego żałować i rozpamiętywać. Lepiej skupić się na tym, co było dobre.

    - Po kilkunastu latach na wysokich obrotach, łatwo wrócić do spokojnego życia?
    - Żużel zostaje we krwi na całe życie i trudno nagle o tym zapomnieć. Teraz, codziennie, zajmuje się terapią i rehabilitacją. To zajęcie znacznie spokojniejsze, ogromna różnica w porównaniu z tym, co robiłem wcześniej. Bywało więc, że jechałem samochodem i aż mnie nosiło za kierownicą. Dociskałem więc gaz, a rodzina strofowała mnie wtedy za ostrą jazdę. Po czasie nie wytrzymałem i kupiłem motocykl. Najpierw taki zwykły, potem już maszynę, na której można rozwijać prędkości: Hondę Fireblade - "ognistą strzałę". Do setki rozpędza się w trzy sekundy. W osiem osiąga 200 km na godzinę. Śmigałem na niej po drogach i autostradach. Przyszło później trochę opamiętania, bo człowiek z wiekiem robi się ostrożniejszy. No i czułem już w kościach lata spędzone na żużlowym motocyklu.

    - Ale kibicuje pan żużlowcom, śledzi wyniki Polonii?
    - Staram się być na bieżąco. W zeszłym roku bardzo zasmucił mnie spadek bydgoskiej drużyny. Pamiętam dobrze, jak z kolegami sami walczyliśmy na torze, ratując ten klub przed degradacją. Nie dziwię się więc, że kibice ciężko to przeżyli. Szczęście, że Polonia znów jest wśród najlepszych. Mam nadzieję, że będzie bić się o wysokie miejsca.

    - A przyszłość żużla w jakich barwach pan widzi?
    - Niezbyt różowych. Ten sport jest coraz droższy, a pieniądze pozyskać trudno. Zwłaszcza że w Polsce dobry żużel ogranicza się do stosunkowo niewielu ośrodków, a w Europie praktycznie jest niezauważalny. Dobija go też zaniechanie szkolenia młodzieży. Jeśli tak dalej pójdzie, będziemy tylko wspominać ten sport przeglądając stare wydania gazet.

    - A kiedy zobaczymy pana na stadionie?
    - Bardzo chciałbym przyjechać do Bydgoszczy na turniej Grand Prix. Póki co, pozdrawiam serdecznie wszystkich kibiców. Mam nadzieję, że jeszcze mnie pamiętają. Życzę im udanego sezonu, pełnego wrażeń i pięknych emocji. I wyników na miarę oczekiwań.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (5) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    To warto zobaczyć

    Wideo