Pan Jarosław z bydgoskich Bartodziejów miał stawić się w kancelarii zamiast zadłużonego wspólnika lokalnej firmy. Obaj noszą te same imiona i nazwiska.

Bydgoszczanin przeczytał ze zdumieniem, że musi pójść do komornika w sprawie egzekucyjnej. W przeciwnym razie zapłaci 2 tys. zł grzywny i może odwiedzić go policja ze ślusarzem "w celu przymusowego otwarcia mieszkania."

- Osłupiałem! - wspomina pan Jarosław (nazwisko znane redakcji). - A jeszcze bardziej mój tata, który był w domu, gdy listonosz przyniósł wezwanie. Bardzo się zdenerwował!

"Nie jestem wielbłądem"

W piśmie od komornika sądowego było jeszcze napisane m.in.:


"Dłużnik jest zobowiązany do powiadomienia o każdej zmianie miejsca pobytu. Niedochowanie tego obowiązku będzie skutkowało nałożeniem grzywny w wysokości 2 tys. zł (kolejnych - red.). Powyższe grzywny mogą być nakładane wielokrotnie."

 

- Szok, ale przysięgłem ojcu, że nie mam żadnych długów, że to musi być jakaś fatalna pomyłka! Natychmiast zadzwoniłem do kancelarii, by sprawę wyjaśnić. Pracownik odesłał mnie jednak do firmy, która zgłosiła komornikowi, że ma dłużnika. Czyli, choć czułem się upokorzony, musiałem jeszcze udowodnić, że nie jestem wielbłądem - twierdzi pan Jarosław.

Okazało się (sam to sprawdził, musiał wziąć wolne w pracy), że inny pan Jarosław o identycznym nazwisku, wspólnik w jednej z bydgoskich spółek, ma 1000 zł długu. Nie jest, jak pan Jarosław z Bartodziejów, zameldowany w Bydgoszczy. Komornik powinien to sprawdzić, miał jego numer NIP.

Kancelaria Komornika Sądowego Jarosława Kuny w Bydgoszczy, w której doszło do pomyłki, odmówiła nam komentarza wyjaśniając, że nie jesteśmy stroną w sprawie oraz, że ma obowiązek zachować w tajemnicy jej okoliczności.

Odesłała nas do rzecznika prasowego Krajowej Rady Komorniczej.

- To był błąd systemowy i pracownika kancelarii - przyznaje Robert Damski, rzecznik Izby Komorniczej w Gdańsku, której podlega nasz region. - Wyjaśniliśmy to z nią, przeprosiła pana Jarosława.

Na pytanie, dlaczego to on musiał udowadniać, że jest niewinny, Damski odpowiada pytaniem: - A wie pani, ile osób przekonuje w kancelariach, że nie są dłużnikami?
Rzecznik gdańskiej izby twierdzi, że rzadko dochodzi do takich pomyłek: - W zeszłym roku na 5 milionów postępowań egzekucyjnych, było ich zaledwie kilkanaście. Dlatego, że w wyrokach nie podawano numeru PESEL dłużników.

To się jednak zmieniło po głośniej aferze z Sosnowca, gdzie komornik przez pomyłkę zajął oszczędności niewinnej emerytki. Ona również nosiła identyczne imię i nazwisko jak rzeczywista dłużniczka. W tę sprawę zaangażował się minister sprawiedliwości.

Już musi być PESEL

Efekt? 8 lipca weszła w życie znowelizowana ustawa o komornikach sądowych i egzekucji. Wymusza ona m.in., by w wyrokach podawano numery PESEL. - Takich błędów będzie więc jeszcze mniej - twierdzi Robert Damski. - Pan Jarosław dobrze zrobił, że od razu zareagował.Zanim komornik zajął mu pensję. Jeśli ktoś znajdzie się w podobnej sytuacji, powinien natychmiast zgłosić się do kancelarii, która wysłała wezwanie i poprosić o pokazanie tytułu wykonawczego. Wtedy będzie wiadomo, że doszło do pomyłki.

Od autora: Oby jednak nie miał pecha i trafił na kancelarię, która zechce wysłuchać jego argumentów, a nie odeśle go, by sam szukał winnych.