MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Coś popycha, więc pisze

Rozmawiała Karina Obara [email protected]
- Uważam, że czytanie jest dobrym lekarstwem, pomaga na wszystko, można zapomnieć o przykrościach, okrutnej rzeczywistości, łatwiej znaleźć swoją tożsamość. Nie wszystkim pomoże pisanie, ale czytanie tego, co interesujące - zawsze pomaga. Jeśli ktoś uzna, że pisanie jest jego drogą, warto spróbować. Ja spróbowałam.
- Uważam, że czytanie jest dobrym lekarstwem, pomaga na wszystko, można zapomnieć o przykrościach, okrutnej rzeczywistości, łatwiej znaleźć swoją tożsamość. Nie wszystkim pomoże pisanie, ale czytanie tego, co interesujące - zawsze pomaga. Jeśli ktoś uzna, że pisanie jest jego drogą, warto spróbować. Ja spróbowałam. Fot. Autorka
Rozmowa z angielską pisarką pochodzenia nigeryjskiego Helen Oyeyemi

- Kiedy pisałaś swoją pierwszą książkę, miałaś 17 lat. Skąd pomysł, aby napisać książkę o czarnoskórej, ośmioletniej, wrażliwej dziewczynce, która jest bardzo samotna i doświadcza histerycznych zmian nastroju? Nie rozumieją jej rówieśnicy, ona sama siebie też niespecjalnie rozumie.
- Wszystko przez postać Tilly Tilly. Ta tajemnicza istota pojawiła się w mojej głowie i na tym oparłam całą historię. Tilly Tilly wie wszystko o głównej bohaterce, która urodziła się w Londynie, jest niewidoczna dla innych, ale odgrywa wielką rolę w życiu samotnej Jessamy. Moja babcia opowiadała mi wiele ciekawych historyjek i bajek z Nigerii, myślę że warto czasem posłuchać dziadków. Do przedstawienia ciekawej historii wystarczy często małe światełko, coś co pozwoli nam zbudować opowieść, przedstawić ją barwnie dla czytelnika. Wystarczy wsłuchać się w siebie. W tej książce jest więcej mojej wyobraźni niż mojego doświadczenia.

- Ale z Nigerii do Londynu trafiłaś wieku czterech lat. To musiało być trudne przejście do innego świata.
- Dla wielu ludzi jest to trudne przejście, ale dla mnie nie było. Naprawdę. Byłam bardzo mała, prawie tego nie odczułam. Udało mi się jednak wykształcić w sobie dar obserwacji, zawsze dziwiło mnie wszystko wokół, lubiłam poznawać, pytać, fascynowałam się życiem. Traktowałam Londyn zawsze jak dom. Może poczułam się bardziej samotna jako nastolatka, ale nie było to spowodowane odmiennością kulturową.

- Czym więc?
- Nastolatki mają wiele problemów. Często nikt ich nie zauważa, trzeba sobie samemu dać z nimi radę. Bardzo dużo też zależy od środowiska, w którym żyją, od umiejętności zasymilowania się z angielską kulturą, czy chcą być Anglikami, czy za wszelką cenę zachować swoją tożsamość narodową.

- A czy tobie trudno być Angielką?
- Nie, ale myślę, że wielu ludziom jest trudno i będzie coraz trudniej, bo w Anglii pojawia się coraz więcej narodowości.

- I coraz więcej Polaków...
- Jeśli będą po prostu sobą, nie będą udawali kogoś, kim nie są, odnajdą się w angielskiej rzeczywistości. Nowi mieszkańcy Londynu nie chcą być też całkowicie Anglikami, ale mają jednocześnie problem z odnalezieniem własnej tożsamości. Chyba często zastanawiają się, kim tak naprawdę są. Ja też o tym myślałam, ale raczej w kontekście tego, czym powinnam się zająć.

- Pisaniem?
- Nie wiem, choć już piszę trzecią książkę. To się pojawia samo. Po prostu czuję potrzebę pisania. Coś mnie do tego popycha, ale nie umiem tego nazwać, więc nie nazywam. Piszę.

- W twojej pierwszej książce jest mnóstwo mistycznych elementów. Czy to bogactwo odziedziczone po przodkach z Nigerii?
- Chyba nie (śmiech). Po prostu dużo czytam. Ciągle zaczytuję się w znakomitych lekturach, uwielbiam Gabriela Garcia Márqueza. Czytanie bardzo rozwija. Chyba trudno byłoby pisać, nie czytając wcześniej dużo. Trudno, aby powstało coś z niczego.

- A twoja kariera? Jesteś już znaną pisarką w Wielkiej Brytanii. Twoją pierwszą książkę wydano w 17 krajach. A masz dopiero 23 lata. Jak to zrobiłaś?
- Sama nie wiem jak to się stało. Po prostu sobie pisałam przez siedem miesięcy, a później ktoś się tym zainteresował. W końcu mój agent poinformował mnie, że pojawiają się wydawnictwa z różnych krajów i chcą moją opowieść wydać. Byłam w szoku, nie wiedziałam co się dzieje. Ale też byłam szczęśliwa.

- Pisanie było dla ciebie lekarstwem na samotność nastolatki?
- Nie zastanawiałam się nad tym. Myślałam tak: skoro mogę napisać dobrą (moim zdaniem) historię, dlaczego miałabym tego nie zrobić? Nie myślałam o czytelnikach, o tym, czy znajdę odbiorców, czy się to komuś spodoba, po prostu pisałam, to płynęło z serca, byłam szczera w swej opowieści.

- Czy pisanie może być sposobem dla młodych ludzi, którzy nie radzą sobie z rzeczywistością?
- Uważam, że czytanie jest dobrym lekarstwem, pomaga na wszystko, można zapomnieć o przykrościach, okrutnej rzeczywistości, łatwiej znaleźć swoją tożsamość. Nie wszystkim pomoże pisanie, ale czytanie tego, co interesujące - zawsze pomaga. Jeśli ktoś uzna, że pisanie jest jego drogą, warto spróbować. Ja spróbowałam.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska