Covid-19 to podstępna choroba. Czas się zaszczepić

Materiał informacyjny Urzędu Marszałkowskiego Województwa Kujawsko-Pomorskiego
Udostępnij:
Na Kujawach i Pomorzu trwa kampania „Ostatni dzwonek!” promująca akcję szczepień przeciw Covid-19. Włączyli się w nią lekarze i naukowcy, którzy na co dzień stykają się z tą chorobą. Żaden z nich nie ma wątpliwości, że warto się zaszczepić.

O tym dlaczego warto się szczepić oraz jak wyglądała walka o życie pacjentów podczas najwyższej fali zachorowań na Covid-19 opowiada dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, lekarz, który pomagał najciężej chorym. Rozwiewa tez mit o tym, że były to wyłącznie osoby starsze.

Dorota Kowalewska: Pracuje pani w Kujawsko-Pomorskim Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy. Czy w ostatnich tygodniach leczyliście chorych na Covid-19, którzy wcześniej przyjęli pełen cykl szczepień?

Małgorzata Czajkowska-Malinowska, pulmonolog – Nie. Przez ostatnie miesiące zdarzały się pojedyncze przypadki pacjentów, którzy byli zaszczepieni, ale żaden z nich nie wymagał zastosowania respiratora. W tej chwili na oddziale nie mamy pacjenta, u którego była konieczność zastosowania wentylacji mechanicznej, a który wcześniej przyjął pełną dawkę szczepień.

Należy pamiętać, że szczepienie nie chroni w stu procentach przed zarażeniem. Jednak chroni, prawie wszystkich zarażonych, przed ciężkim przebiegiem choroby, respiratorem i śmiercią.

Ostatnie miesiące były dla pani trudne.

Na nasz oddział trafiali pacjenci w poważnym stanie. Rozwieję też mity na temat tego, że byli to tylko ludzie starsi i z chorobami towarzyszącymi. Byli to ludzie w każdym wieku. Zdrowi, młodzi, bez przewlekłych chorób. Często ich stan pogarszał się z godziny na godzinę. Nasilała się duszność i pomimo intensywnego leczenia i tlenoterapii przychodził taki moment, że musieliśmy eskalować terapię i podłączać chorego w krótkim czasie do respiratora.

U tych ludzi widzieliśmy ogromny lęk. Lęk przed maszyną, tym co się dzieje, może nadchodzącą śmiercią. Oni byli w większości świadomi, ale już nie mieli siły oddychać.

Przybywało pacjentów, personel też chorował. Byliśmy bardzo obciążeni pracą. Prawie każdy z nas się bał. Nie tylko zarażenia. Jeszcze bardziej baliśmy się, że przyniesiemy chorobę do domu. Zarazimy tych, których kochamy. A jednocześnie trzeba było założyć kombinezon, zachować środki ostrożności i ratować ludzkie życie.

W kombinezonach spędzaliśmy wiele godzin. Nie można było tak po prostu wyjść z oddziału, napić się wody, wrócić. Obowiązywały ścisłe procedury. Na oddziale pełniliśmy wtedy nie tylko funkcję lekarza. Opiekowaliśmy się pacjentami, przejmując czasem rolę pielęgniarek i personelu pomocniczego. Chcę podkreślić, że każdy, dosłownie każdy pracownik szpitala w tych miesiącach, przekraczał własne ograniczenia. Niektórzy czasami nie dawali rady. Fizycznie i psychicznie. Potrzebowali kilku dni przeżytych bez stresu związanego z narażeniem na zakażenie. I to też trzeba zrozumieć. Potem wracali, by znów pracować w stresie. Trzeba było ratować ludzkie życie.

Dlatego teraz, gdy widzę, jak wiele osób nie chce się zaszczepić, jestem zdruzgotana.

Niektórzy boją się szczepień przeciw Covid-19.

Gdyby mogli być z nami w tych miesiącach na oddziale, baliby się zachorowania. Nie zdają sobie sprawy z tego, jak podstępna jest to choroba. Jak groźna. Jak szybko wirus zabija nie tylko starszych, z chorobami przewlekłymi. Zabija też młodych, którym wydawało się, że przejdą chorobę łagodnie.

Najnowsze mutacje wirusa są niebezpieczne dla coraz młodszych pacjentów. Również dzieci.

Przeciwnicy szczepień uważają, że szczepionka jest nieprzebadania i może wywoływać skutki uboczne.

Ciekawa jestem, jaką wiedzę o wakcynologii (dziedzina medycyny zajmująca się szczepieniami ochronnymi) mają osoby, które są przeciwnikami szczepień? Według mnie nie posiadają nawet podstawowych informacji o tym, jak działają szczepionki. Ale wypowiadają się, jakby byli autorytetami w tej dziedzinie.

Jako lekarz zalecam szczepienia. Również szczepionkę przeciw Covid-19. Jest przebadana, bezpieczna. I, co najważniejsze, skuteczna. To wykazano na dużych grupach pacjentów - również tych z chorobami przewlekłymi.

Ja jestem zaszczepiona i cała moja rodzina. Moja dorosła córka, po zaszczepieniu dwiema dawkami, miała dwukrotnie dłuższy kontakt z osobami chorymi na Covid-19. Jedną się nawet opiekowała. Nie zaraziła się. Oczywiście obawialiśmy się, że może się zarazić, bo szczepionka nie chroni w pełni przed zarażeniem, ale przed ciężkim przebiegiem choroby.

Pani rodzina jest bezpieczna. Może nie warto przekonywać innych do szczepień?

Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie. Proszę sobie wyobrazić, że nie zaszczepi się pracownik biura w Szpitalu Onkologicznym. Przyjdzie do pracy. Będzie miał kontakt z chorym na raka w trakcie chemioterapii. Po prostu wsiądą do jednej windy. Czy będzie odpowiedzialny za śmierć tej osoby, jeśli jej organizm nie będzie w stanie zwalczyć wirusa i umrze nie na raka, ale na Covid-19? Według mnie tak.

Albo inny przykład. Pacjent nie wychodzi od miesięcy z domu, bo ma przewleką niewydolność oddychania i jest przewlekle leczony tlenem w domu za pomocą koncentratora tlenu. Ma POChP. Boi się, chroni przed kontaktem ze światem. Przyjdzie do niego pani z opieki społecznej i przyniesie zakupy. A wraz z nimi wirusa. Zarazi go. On umrze.

Takich przypadków mogłabym wymieniać wiele. Co z nich wynika? Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za siebie, ale też za innych. Jeśli jesteśmy przyzwoitymi ludźmi, to się zaszczepimy. Po to, by ochronić swoje życie, swojej rodziny i obcych osób, z którymi na co dzień się stykamy.

Zasada kokonu?

Tak. Ochronę szczepieniami możemy podzielić na trzy grupy. Szczepienia powszechne, strategię kokonu i szczepienia indywidualne.

Szczepienia powszechne to wytworzenie odporności stadnej. Jeśli na konkretną chorobę jest wyszczepione ok. 95-99% populacji, wirusa w populacji nie ma, bo nie ma jak przenosić się pomiędzy nosicielami. To można osiągnąć, szczepiąc dzieci od pierwszych miesięcy życia. Odporność stadna chroni osoby niezaszczepione, które ze względów zdrowotnych nie mogą być zaszczepione. Na przykład dawki przypominające szczepienia przeciw krztuścowi obowiązkowe u nastolatków zabezpieczają noworodki, zwłaszcza te przed ukończeniem 2 miesiąca życia. Działa zasada solidarności społecznej. Dla nastolatka krztusiec jest chorobą poważną, choć nie śmiertelną. Ale jego szczepienie zabezpiecza noworodki i niemowlęta przed ciężkim przebiegiem choroby, również śmiercią.

Nie zawsze można zastosować tę strategię działania, dlatego (jest tak w przypadku szczepienia na Covid-19) stosujemy strategię kokonu.

Jej celem jest ochrona osób szczególnie narażonych na zakażenie. Szczepimy wszystkich z ich środowiska, których możemy zaszczepić. Osoby szczególnie narażone nie będą po prostu miały się od kogo zarazić.

Szczepienia indywidualne są kierowane do osób, które chcą zmniejszyć swoje ryzyko zachorowania, w tym osób z grup o zwiększonym ryzyku zachorowania lub ciężkiego przebiegu oraz wystąpienia powikłań (np. ze względu na wykonywany zawód, podróżujących do egzotycznych krajów, zapobiegających przywiezieniu egzotycznych chorób z innych państw) lub kryteriów medycznych (np. chorzy na choroby przewlekle). Korzyści ze szczepienia odnoszą głównie osoby zaszczepione.

Szczepienia zapobiegają nie tylko transmisji wirusa.

Zapobiegają również pojawianiu się nowych mutacji. Im wirusa jest więcej w populacji, im częściej przenosi się z nosiciela na nosiciela, tym łatwiej i częściej dochodzi do mutacji. Pojawiają się nowe odmiany, nierzadko bardziej zjadliwe. Może pojawić się odmiana, odporna na szczepionkę. Znów się zapełnią oddziały szpitalne, będzie lockdown, dzieci wrócą do nauki on-line, rodzice do pracy zdalnej. A my, lekarze, znów będziemy podłączać do respiratorów przerażonych ludzi.

Czy to nie dziwne, że mając tak cudowny specyfik, jakim jest skuteczna, sprawdzona i bezpieczna szczepionka przeciw Covid-19 ktoś może nie chcieć jej przyjąć? Nie rozumiem tego.

Przeciwnicy szczepień mówią, że przymusowe szczepienia godzą w ich prawo do samostanowienia.

Nieskrępowana wolność osobista kończy się tam, gdzie jednostka zaczyna stwarzać zagrożenie dla innych. Nikt nie kwestionuje, że po alkoholu nie wolno prowadzić samochodu. Ponieważ jest wtedy upośledzona percepcja i można spowodować wypadek, w którym ktoś zginie. Są również inne prawne ograniczenia, z którymi nikt nie dyskutuje.

Jeśli ktoś się nie zaszczepi, może zagrażać zdrowiu i życiu innych ludzi. Bliskich i obcych. Musimy być solidarni i dbać nie tylko o siebie, ale i o innych. W przeciwnym wypadku nigdy nie zwalczymy wirusa. Tego i tych, które się pojawią za jakiś czas.

Jesteśmy odpowiedzialni za innych. Czy ktoś tego chce, czy nie. Jesteśmy jednym społeczeństwem.

Dr n. med. Małgorzata Czajkowska – Malinowska, jest Koordynatorem Oddziału Chorób Płuc i Niewydolności Oddychania z Pododdziałem NWM i Pododdziałem Zaburzeń Oddychania w Czasie Snu, Kierownikiem Centrum POChP i Niewydolności Oddychania Kujawsko-Pomorskiego Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy, internista, specjalista chorób płuc, ekspert Medycyny Snu. Przez 8 miesięcy kierowała 45 - łóżkowym oddziałem dla pacjentów chorych na COVID-19 z niewydolnością oddychania.
Prezes - Elekt Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc (PTChP), Członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Badan nad Snem, Zastępca Przewodniczącego Sekcji Intensywnej Terapii i Rehabilitacji PTChP. Współautorka polskich zaleceń w COVID-19 opracowanych przez AOTMiT. Ekspert medyczny w pracach grup roboczych MZ, AOTMiT, NFZ, WHO. Inicjatorka powołania w Polsce pododdziałów Nieinwazyjnej Wentylacji Mechanicznej, koordynator programu polityki zdrowotnej MZ pn."Krajowy Program Zmniejszania Umieralności z Powodu Przewlekłych Chorób Płuc Poprzez Tworzenie Sal Nieinwazyjnej Wentylacji Mechanicznej (NWM) na lata 2016-2019".

Tu podaj tekst alternatywny

Wideo

Dodaj ogłoszenie