Czy proces o zabójstwo dyrektora Karpowicza to już tylko gra na czas?

Maciej Myga
fot. sxc
Jeśli bydgoski gangster uzbiera 10 tysięcy złotych wyjdzie z aresztu.

Jeśli Henryk M., ps. Lewatywa, bydgoski gangster, oskarżony o współudział w zabójstwie dyrektora z PZU w Bydgoszczy zbierze 10 tysięcy złotych, to będzie mógł wyjść z aresztu. Nie sprzeciwia się temu nawet prokurator.

Proces w sprawie zabójstwa ciągnie się od października 2004 roku. Lubelska prokuratura, która miała być pogromcą bydgoskiego półświatka, odniosła już dwie klęski - m.in. uniewinnienie mężczyzn oskarżonych o nieudany zamach na Henryka M. ps. Lewatywa (tym razem w roli pokrzywdzonego). Teraz rozpaczliwie poszukuje świadków, którzy mogliby poprzeć upadającą tezę zamachu na dyrektora z bydgoskiego PZU.

Świadek nr 1/13
Całość przedstawia się groteskowo: znaleziono świadka, który rzekomo coś wie. Tyle, że nie można go przesłuchać - od dawna przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Kolejny świadek, incognito nr 1/13, wpisany był na listę przesłuchań już rok temu, ale nikt nie był zainteresowany, żeby przemówił. Podobno Adam S., rzekomy wykonawca wyroku na Piotra Karpowicza, miał mu powiedzieć o swoim szefie Henryku M.: "Ja dla tego gnoja wy...m Karpowicza, a on mi nawet adwokata nie załatwił".

Śmierć dyrektora

40-letniego Piotra Karpowicza, dyrektora Centrum Likwidacji Szkód i Oceny Ryzyka PZU w Bydgoszczy zamordowano dwoma strzałami w głowę 19 stycznia 1999 roku o godz. 17.20 przed budynkiem ubezpieczalni przy ul. Wojska Polskiego w Bydgoszczy. Kulisy zabójstwa miał przedstawić jeden ze świadków incognito dopiero w 2003 roku. Jego zdaniem zleceniodawcą zamachu był Tomasz G., właściciel autoryzowanej stacji obsługi mercedesa w Brzozie pod Bydgoszczą, któremu nie podobała się polityka ubezpieczeniowa Karpowicza. Zabójstwo miał zorganizować (za 50 tysięcy dolarów) Henryk M., ps. Lewatywa, a wykonawcą zamachu - zdaniem świadka - był Adam S., ps. Smoła, któremu pomagali Tomasz Z. i Krzysztof B.

Musi trwać?

Obrońcy nie mają wątpliwości, że to gra na czas. - Prokurator szuka dowodów, które pasują do określonej koncepcji - kwituje działania oskarżyciela mecenas Edmund Dobecki. W ostrych słowach wtóruje mu mecenas Krzysztof Ogrodowicz: - Przedstawienie nie może się zakończyć, bo będzie klapa.

Biedny gangster

Oskarżyciel niezbyt przejmuje się takimi docinkami, ale wczoraj jego serce nieco zmiękło, kiedy zgodził się na zwolnienie "Lewatywy" z aresztu. - Ja też uważam, że środek zapobiegawczy nie może być karą - zaznaczał prokurator Mariusz Szewczyk.

Na co miałby zostać zamieniony areszt? Wojciech Makara, adwokat gangstera zaproponował 5 tys. zł grzywny, zakaz opuszczania kraju i dozór policyjny. Henryk M., który za kratami przebywa od ośmiu lat (odsiadywał wyroki za inne przestępstwa) twierdzi, że jest biedny i żeby zebrać 5 tysięcy będzie musiał poprosić o pomoc rodzinę i przyjaciół. Sąd zadecydował jednak, że poręczenie majątkowe będzie dwukrotnie większe. Na zebranie 10 tys. zł dał Henrykowi M. góra dwa miesiące, bo na tyle przedłużono areszt oskarżonego.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Patrycja
Heniu kiedys jak pracowalam w kasynie jako krupierka zruchal moje skromne dupsko w toalecie na stojaka, byla to nagroda za pomoc przy wygraniu na amerykanskiej ruletce.
Potem wyjechalam do Chicago gdzie mieszkam do dzis z mezem i dwoma synami.
Heniu czasem wysle mi maila przez kumpla albo przez laske z agencji.
Czasem pisze mi ze teskni za moim dupskiem, i za tymi czasami kiedy czul sie jak odkrywca nowego swiata, robil co chcial, jadl co chcial, rznal kogo chcial i kiedy chcial, nawet Ola nie miala nic przeciwko bo miala wciaz sakiewke pelna piniedzy. To byly piekne lata tez mi czasem lezka sie w oku kreci.
R
Robin
Obecnie Henryk M.-Lewatywa zmienił nazwisko na Lewandowskiego i żyje ,nawet na bardzo wysokiej polce. Ma biznesik taki sobie na pary mln zl,(zarobił???) a nazywa się to Polski Kościół Słowiański. Zwili sobie gniazdko w Toruniu przy ul. Spółdzielczej w wykwintnej WILLI. A sprawiedliwości na pewno trzeba szukać i wymierzać samemu, bo kto ma kase....
t
tem
..hmm...a więc korupcyjny układ w bydgoskim sądzie jest nie do ruszenia!!????......czytając pierwszy komentarz..trudno się nie domyślac,ze pisał go ktoś z układu korupcyjnego..może nawet sędzia sie skusił??!!!..prawda jest taka,że Bednarczyk walczył z korupcja naszego sądu..i poległ..załatwili go..są mocni...rzucali kłody..rózne świństwa.....tez mi wymiar sprawiedliwości...dno...smutne
m
michael777
Panie Macieju, Boj sie Pan Boga! Taki stary reporter sadowy nie rozroznia poreczenia majatkowego od grzywny? Ale to tylko na marginesie. Istotniejsze jest to, ze zanosi sie na kolejna kompromitacje "gwiazdy" lubelskiej prokuratury, Roberta Bednarczyka. A przy okazji, to wszystkie uzasadnienia jego bydgoskich aktow oskarzenia rozpoczynaja sie od tego, ze prowadzi on sledztwo w sprawie korupcji w bydgoskim wymiarze sprawiedliwosci. Zaczal sie tym chwalic wiele lat temu, z czego wynika, ze jest to jedno z najdluzszych sledztw w Polsce, bo dotychczas zadnemu sedziemu zarzutu korupcyjnego jakos nie przedstawiono. Obrotny "pogromca bydgoskiego polswiadka" i bydgoskiego wymiaru sprawiedliwosci wpadl w oko poprzedniemu ministrowi sprawiedliwosci, ktory zrobil go szefem lubelskiej Prokuratury Apelacyjnej. Nie nacieszyl sie zbyt dlugo swoim awansem, bowiem nastepny minister czym predzej go odwolal. Jezeli wziac pod uwage sadowe efekty jego sledzczych "sukcesow", owa degradacja jest calkiem zrozumiala.
Dodaj ogłoszenie