Drugi Tormięs?

    Waldemar Pankowski

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Drugi Tormięs?

    ©Lech Kamiński

    Czy Toruń straci kolejny, cenny kompleks architektury przemysłowej z początków XX wieku? Budynki dawnej gazowni i wodociągów Podgórza coraz bardziej przypominają ruiny Tormięsu.
    Drugi Tormięs?

    ©Lech Kamiński

         Właśnie mija sto lat odkąd je zbudowano. W 1903 roku ówczesne władze Podgórza, wtedy jeszcze odrębnego miasta przeżywającego okres gwałtownego rozwoju uznały, że przyszedł czas na gazownię i wodociągi. A że podgórzanie byli oszczędni obie instytucje postanowiono połączyć. W ciągu roku na działce u zbiegu, dzisiejszych, ulic Poznańskiej i Kluczyki, powstał budynek gazowni oraz stacja pomp poruszanych przez gazowe silniki.
         Komunalne przedsiębiorstwo o nazwie "StGas- und Wasserwerk Podgorz" składało się, ze zbudowanych w neogotyckim stylu, z czerwonych cegieł, budynków: gazowni, hali maszyn, filtrów oraz wieży ciśnień. I w niezmienionej formie (tyle, że po 1945 roku przejęły je wodociągi, w gazowni urządzono magazyn, a silniki gazowe zastąpiono elektrycznymi) przetrwało aż do końca lat 70. Wtedy Podgórz został podłączony do ogólnotoruńskiej sieci wodociągowej.
         Otoczyć opieką
         
    Wkrótce potem, bo w 1982 roku Pracownie Konserwacji Zabytków, a konkretnie Hanna Wieczorkiewicz i Witold Szczuczko sporządzili dokumentację zakładu. Wprawdzie nie został on, zresztą do dziś, wpisany na listę zabytków, co nie znaczy jednak, że jest, z punktu widzenia architektonicznego i historycznego, bezwartościowy. Wręcz przeciwnie.
         "Biorąc pod uwagę cały zespół należy podkreślić, iż stanowi on przykład architektury przemysłowej przełomu XIX i XX wieku i jako taki zachował się w prawie niezmienionej formie do chwili obecnej. W skali Torunia jest obiekt ten jednym z niewielu przykładów tego typu zabudowy. (...) Dlatego należy otoczyć go opieką, a wszelkie prace przy nim prowadzone powinny być uzgadniane z władzami konserwatorskimi" - napisali w podsumowaniu swojego opracowania, już 22 lata temu, jego autorzy.
         Nieznani sprawcy
         
    Tymczasem dwa lata temu miasto sprzedało, wtedy jeszcze niezdewastowane, zabudowania byłej podgórskiej gazowni i wodociągów Leszkowi i Marioli Ćwiklińskim, właścicielom firmy budowlanej spod Inowrocławia. - Zapowiadali, że otworzą tam centrum kulturalno-gastronomiczne. Ale nic z tego nie wyszło - twierdzi Lech Narębski, miejski konserwator zabytków.
         Dziś Mariola Ćwiklińska mówi, że najchętniej, razem z mężem, sprzedaliby tę nieruchomość. Jeżeli się im nie uda biorą pod uwagę różne rozwiązania, od uruchomienia w budynku dawnej gazowni fabryki okien, po ("jeżeli byłoby to możliwe") przeznaczenia tego terenu pod budownictwo mieszkaniowe.
         Problem w tym, że gmachu gazowni w zasadzie już nie ma. Zrujnowane ściany, walające się pod nogami cegły i papa. Z budynków stacji pomp zniknęły wszystkie metalowe części. Po zatopionych w podłożu komorach filtrów zostały wielkie dziury, w które ktoś może wpaść. Cała nieruchomość jest wprawdzie ogrodzona, ale furtka otwarta jest na przestrzał.
         - Zgłaszaliśmy policji kradzież i dewastację, ale umorzyli śledztwo - twierdzi Mariola Ćwiklińska.
         - Postępowanie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców - wyjaśnia Dariusz Dąbrowski, zastępca komendanta komisariatu Podgórz.
         - Mamy związane ręce. Nie możemy interweniować, bo te zabudowania nie są wpisane do rejestru zabytków - kończy konserwator Narębski.
         

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej