Emilia Krawczyk z Piotrkowa Trybunalskiego została mistrzynią w przedłużaniu rzęs

Karolina Wojna
Karolina Wojna
Emilia Krawczyk (w tle) przedłużaniem rzęs zajęła się dzięki namowom przyjaciółki, Ani. Rzęsy mają długość od 6 do nawet 15 mm, ale dłuższe niż 12 mm wyglądają źle
Emilia Krawczyk (w tle) przedłużaniem rzęs zajęła się dzięki namowom przyjaciółki, Ani. Rzęsy mają długość od 6 do nawet 15 mm, ale dłuższe niż 12 mm wyglądają źle Dariusz Śmigielski
Pierwsze sztuczne rzęsy, które kleiła, wyglądały jak kołtun - to była kulka zbitych, grubych nitek. Żeby wyjąć jedną, musiała potrząsać całością. Ale Emilia Krawczyk jest cierpliwa. Krok po kroku, a raczej rzęsa po rzęsie, na własnych błędach, doszła do mistrzostwa świata w przedłużaniu rzęs.

W Warszawie, podczas Polskich Mistrzostw Przedłużania Rzęs metodą objętościową, była niezadowolona ze swojej pracy. Do przyjaciółki Ani, która jej kibicowała na miejscu, wprost powiedziała, że na nic nie liczy. Konkurencja była na najwyższym poziomie, bo wszystkie uczestniczki - finałowa dziesiątka - zostały wcześniej wyselekcjonowane i zaproszone do konkursu przez organizatorów.

- Gdy ogłaszali wyniki, i trzecie miejsce zajął ktoś inny, drugie miejsce zajął ktoś inny, to uwierzyłam Emilii - Anna Krasoń-Skibicka przypomina emocje z października ubiegłego roku. Gdy jury ogłosiło, że Emilia konkurs wygrała, była tak zaskoczona, że nawet nie zdążyła wyjąć aparatu fotograficznego, chociaż się tym zajmuje zawodowo.

Emilia ma teraz mercedesy wśród pęset, ale ona ma taki talent, że rzęsy nawet patykami zrobi - Anna Krasoń-Skibicka

Sama mistrzyni nawet dziś przyznaje, że zwycięstwo było dla niej ogromnym zaskoczeniem. - Nie mogłam uwierzyć, że wygrałam - mówi Emilia, która na scenę weszła z mokrymi od łez oczami.

Start w mistrzostwach świata w Monachium był jedną z nagród. - Gdy dzwoniła z Niemiec, i też mówiła, że źle zrobiła, już jej nie wierzyłam, wiedziałam, że wygra - śmieje się Anna Krasoń-Skibicka.

Samouczek

Emilia Krawczyk zawsze lubiła „dłubać”, mozolnie wykonywać prace wymagające precyzji i dokładności. Tę cierpliwość, ale i talent manualny ma po mamie, przedszkolance, która również hobbystycznie maluje obrazy. Sama, choć od zawsze uwielbiała prace plastyczne, jednak wybrała zajęcie w ciszy i najpierw kształciła się na technika dentystycznego.

Ania Krasoń-Skibicka, która później wręcz kazała zająć się przyjaciółce doklejaniem rzęs, przyznaje ze śmiechem, że pomysł z kształceniem Emilii na protetyka też był jej.

- Chciałam się ustawić na starość - śmieje się. Emilia Krawczyk, choć skończyła specjalistyczną szkołę, do pracowni dentystycznej nigdy nie trafiła, bo w międzyczasie przyjaciółka znalazła zdjęcie sztucznych rzęs.

- To były czerwone rzęsy, przepiękne wachlarze - wspomina Anna, która od razu zamarzyła o takich „firanach”. Barierą była cena aplikacji, która 7-8 lat temu wynosiła 400 zł.

- To był pierwszy salon w Polsce i wydawało nam się, że skoro to tyle kosztuje, to powinno być na zawsze - śmieją się przyjaciółki.

Ania się nie poddała. Przekopała internet i znalazła „zestaw startowy” do samodzielnego przedłużania rzęs. Mimo oporów Emilii, kupiła go. Obie pamiętają cenę.

Ania: - Kosztował 80 zł.

Emilia: - Zmusiłaś mnie...

Uzależnione od rzęs

- Te rzęsy były w takiej kulce, kołtunie i żeby wyjąć jedną, wysypać, musiałam potrząsać tą kulką. Wybierało się jedną i przyklejało - Emilia testowała swoje umiejętności na Ani. Pierwsze rzęsy, w porównaniu do dzisiejszych produktów, jakie oferuje rynek kosmetyczny, były grube, a ich aplikacja nie należała do najprzyjemniejszych.

- Mimo to, byłam zachwycona! - mówi Ania, która od tamtej pory cały czas przedłuża w ten sposób rzęsy.

Obie przyznają, że stylizacja działa jak uzależnienie.

- Jak się raz takie rzęsy założy, obojętnie, jak są zrobione, to już się chce mieć zawsze. Oko się otwiera, bo to daje niesamowity efekt - dodaje Ania.

Potem poszło jak w dominie - do Emilii zgłaszały się kolejne koleżanki, które - co się często zdarza, jak przyznaje ze śmiechem mistrzyni - podczas kilkugodzinnego zabiegu... usypiały na łóżku. A Emilia „dłubała” i powoli dochodziła do perfekcji. Z każdą klientką, mimo że początkowo aplikacja zajmowała jej nawet 4 godziny, upewniała się, że to jest „jej” ścieżka.

- Miałam branie - śmieje się. W międzyczasie skończyła szkołę kosmetyczną, urodziła synka i zaczęła prowadzić swoją działalność. Na brak klientek nie narzekała, ale czuła niedosyt umiejętności. Do tej pory uczyła się sama, a po powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim, uznała, że chce się rozwijać.

Trafiła pod skrzydła Ali Rio, mistrzyni w przedłużaniu z 2015 roku. Już po pierwszych prezentacjach Emilia usłyszała, że ma talent i powinna sama startować w mistrzostwach.

- Ala Rio nauczyła mnie wielu nowych technik stylizacji rzęs, które pomogły mi zdobyć podium na mistrzostwach - przyznaje dziś piotrkowianka.

Cierpliwość czyni mistrza

Jej droga do najwyższego stopnia na podium w Monachium zaczęła się od Poznania. Tam, w ubiegłym roku, po raz pierwszy poddała się publicznej ocenie jury. Startowała w kilku konkurencjach - w przedłużaniu rzęs metodą 2D, 3D i Volume plus, czyli 4D i więcej. W dwóch pierwszych zajęła drugie miejsce, w ostatniej - wygrała.

Już samo obserwowanie przedłużania rzęs wymaga skupienia i cierpliwości. Od piotrkowskiej mistrzyni bije aura niesamowitej łagodności i spokoju także wtedy, gdy tylko opowiada o technikach stylizacji. - Najpierw odseparowuję jedną rzęskę od drugiej, każda musi mieć prawidłowy kierunek, nie może się przyklejać jedna do drugiej - opowiada i pokazuje, jak to robi. Syntetyczne niteczki są cieniutkie, mistrzowska ręka Emilii zdecydowanie je sobie podporządkowuje, żeby potem z ogromną precyzją przykleić do naturalnych rzęs klientki. Patrząc na oczy Ani, tradycyjnie „królika doświadczalnego” Emilii, nie sposób zgadnąć, że jej „firany” nie są prawdziwe.

- Kiedyś ten sprzęt był inny, teraz Emilia ma mercedesy wśród pęset, ale ona ma taki talent, że nawet patykami to zrobi - chwali przyjaciółkę Anna.

Po powrocie z Niemiec, obie już dwa razy gościły w telewizji śniadaniowej, a teraz Emilia przygotowuje się do otwarcia swojego salonu. Po zdobyciu tytułów, piotrkowskiej mistrzyni szukają klientki z całego województwa, a nawet spoza. Nie osiadła jednak na laurach - chce się dzielić umiejętnościami i będzie prowadzić szkolenia ze stylizacji rzęs, a sama uczy się stylizacji brwi.

Wideo

Materiał oryginalny: Emilia Krawczyk z Piotrkowa Trybunalskiego została mistrzynią w przedłużaniu rzęs - Plus Dziennik Łódzki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie