ZOBACZCIE WIDEO
    ZAPRASZAMY!

    Dostawczak wyprzedza, osobówka musi uciekać

    Rozwiń
    ZOBACZCIE WIDEO
    Zwiń

    Dostawczak wyprzedza, osobówka musi uciekać

    Stop Agresji Drogowej. W piątym odcinku naszego programu, wspólnie z Komendą Wojewódzką Policji w Bydgoszczy, pokazujemy kolejnych piratów drogowych z regionu. Kamera zarejestrowała m.in kierowcę dostawczego auta, który prawie doprowadził do wypadku.

    Ewa Openchowska poświęcona siatkówce

    Ewa Openchowska poświęcona siatkówce

    JOACHIM PRZYBYŁ

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Mam jedną ważną zaletę: potrafię dzielić się zapałem z innymi ludźmi, zarażam ich wiarą w sukces

    Mam jedną ważną zaletę: potrafię dzielić się zapałem z innymi ludźmi, zarażam ich wiarą w sukces ©Fot. Andrzej Romański

    - Do prowadzenia zespołu seniorek to pani się nie nadaje - usłyszała kilka lat temu Ewa Openchowska.
    Mam jedną ważną zaletę: potrafię dzielić się zapałem z innymi ludźmi, zarażam ich wiarą w sukces

    Mam jedną ważną zaletę: potrafię dzielić się zapałem z innymi ludźmi, zarażam ich wiarą w sukces ©Fot. Andrzej Romański

    Dziś jest jednym z najbardziej cenionych wychowawców młodzieży w kraju, a z zespołem Budowlanych puka do bram ekstraklasy.

    Próżno w Polsce szukać drugiego takiego trenera. To jedyna kobieta na tym stanowisku w najwyższych ligach siatkarskich. Choć sama przyznaje, że męskie środowisko jest dość hermetyczne, dziś nie ma już nikogo, kto podważałby jej zdolności. Ale jak mogłoby być inaczej, skoro Openchowska pięć lat temu zaczynała treningi z grupą nastolatek, które teraz właśnie liderują w I lidze? Budowlani, jako beniaminek, wygrali siedem spotkań z rzędu, aż blady strach padł na kluby z Wrocławia czy Krakowa, dysponujące kilka razy większymi budżetami.

    - Sporo kobiet trenuje dzieci i młodzież, lecz potem faktycznie trudno im się przebić. Bez wyrobionego nazwiska nie ma co marzyć o pierwszej lidze, ja dopiero teraz dostają oferty z innych klubów - mówi Openchowska, która sama w przeszłości usłyszała już, że "do rozgrywek seniorskich się nie nadaje". - A ja uważam, że kobieta jest w stanie lepiej zrozumieć psychikę siatkarek.

    Siatka pod tężniami
    Sportowa historia Ewy Openchowskiej rozpoczęła się w Ciechocinku. Pochodzi z usportowionej rodziny. Większość pływała, ona zdecydowała się jednak na siatkówkę. Zaczęła treningi w Zdroju, w którym regularnie występowała na III-ligowych boiskach.

    Tak było do końca szkoły średniej. Po maturze Openchowska wiedziała już, że w przyszłości chce trenować dziewczęta. Studia na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego były pierwszym etapem zdobywania umiejętności, a pierwsze doświadczenia zbierała w małym klubie pod Olkuszem. Pracowała tam osiem lat, głównie z dziećmi i młodzieżą. Potem nadeszło największe nieszczęście w jej życiu: poważna choroba, po której na pięć lat musiała zrobić sobie przerwę w siatkówce.

    Nauka nad Loarą
    We Francji znalazła się trochę przez przypadek. Po zerwaniu ze sportem zajęła się organizacją nagrań w polskich studiach dla zespołów muzycznych z zagranicy. Do Paryża musiała zawieźć dokumenty związane z kolejnym swoim przedsięwzięciem... I już tam została.

    Nad Loarą skończyła wszystkie kursy językowe, łącznie z lingwistyką dla obcokrajowców na paryskiej Sorbonie. Przez pięć lata parała się różnymi zajęciami m.in. wychowywaniem dzieci, handlem nieruchomościami; w pewnym momencie była nawet krawcową. - Wtedy nie miałam nic wspólnego z siatkówką, zresztą czułam się wypalona w tej dziedzinie. Kontakt ze sportem? Grałam jedynie w tenisa, który także od dziecka był moją pasją - wspomina.

    Do Polski wróciła w 1996 roku. Od razu przyjechała do Torunia, gdzie zaczęła pracować w MKS Skarpa. Zawsze jej marzeniem było odbudować wielką siatkówkę Budowlanych. - W czasach mojej młodości wszystkie z Ciechocinka chciałyśmy grać wtedy w tym klubie - wyjaśnia.

    Ze Skarpą nie wyszło
    Początki toruńskiej kariery Openchowskiej nie były jednak łatwe. O pracy w Skarpie przesądził ponownie przypadek: Openchowska robiła zakupy w sklepie ze sprzętem sportowym należącym do wiceprezesa tego klubu. Od słowa do słowa doszło do podpisania umowy.

    Dziś nie chce już do tego wracać, lecz współpraca ze Skarpą okazała się zupełnym niewypałem. - Może dlatego, że w tym klubie nie chciano zaakceptować kobiety w roli trenera? - zastanawia się.

    Skończyło się wielką awanturą. Rodzice najmłodszych grup młodzieżowych postanowili opuścić klub, a Openchowska w oparciu o X LO zaczęła odbudowywać markę Budowlanych. Sprawa otarła się o Polski Związek Siatkówki, zezwolono jednak ostatecznie na przenosiny dziewcząt.

    Choć jeszcze kilka sezonów wcześniej Budowlani występowali w ekstraklasie, to w tym czasie sekcja siatkówki była w gruzach. Trener Krzysztof Petrowski zajmował się kilkoma grupami młodzieżowymi, ale sportowe ambicje sięgały co najwyżej rozgrywek szkolnych.

    Pierwsze sukcesy w minisiatkówce przyszły jeszcze w tym samym roku. Potem Openchowska w kolejnych sezonach awansowała do finału mistrzostw Polski kadetek i juniorek. Klub powoli się rozrastał, powstawało coraz więcej grup młodzieżowych.

    Droga na szczyt
    Po pięciu latach efekty są imponujące. Siatkarki Budowlanych bez wielkiego budżetu, bez spektakularnych transferów w ubiegłym roku awansowały w świetnym stylu do I ligi, a teraz prowadzą w tabeli z kompletem zwycięstw. O Openchowskiej koledzy trenerzy wypowiadają się z coraz większym szacunkiem.

    Nie tylko zresztą trenerzy. Openchowska od kilku sezonów tworzy przy X LO centrum szkolenia młodych siatkarek, które zdobywa coraz większą renomę w kraju. Budowlani powoli stają się obiektem marzeń młodych zawodniczek z całej północnej Polski. Im głośniej było o zespole, tym więcej siatkarek chciało tu grać. Pierwsza była Karolina Filipowicz, która do Torunia przyjechała z dalekiego Tomaszowa Mazowieckiego. Latem do Budowlanych dołączyła Patrycja Polak z Iławy, jedna z najbardziej utalentowanych siatkarek w kraju. Jej rodzice postanowili oddać córkę pod opiekę Openchowskiej, choć w kolejce ustawiło się wiele mocniejszych klubów.

    - Powiem nieskromnie, że mam jedną ważną zaletę: potrafię dzielić się zapałem z innymi ludźmi, zarażam ich wiarą w sukces - opowiada pani trener. - Bez tego chyba te wszystkie nasze sukcesy nie byłyby możliwe. Cała grupa musi wierzyć w wizję trenera i w niej uczestniczyć. Pamiętam początki klubu, gdy rolę największego sponsora zespołu odgrywali rodzice, niemal wszyscy się bardzo zaangażowali.

    Dlatego w ubiegłym roku Budowlane złamały hegemonię Pałacu Bydgoszcz w naszym regionie. W tym sezonie w marszu po złoty medal mistrzostw Polski juniorek może toruniankom przeszkodzić chyba tylko Gedania, a Agnieszka Sikorska, Polak czy Marta Wiśniewska typowane są na przyszłe gwiazdy polskiej kobiecej siatkówki.

    Zaczyna od siebie
    Pytam: jaka jest pani główna cecha?
    - Determinacja. Dostawałam wiele razy po głowie, ale za każdym razem wracałam do ciężkiej pracy - przyznaje Openchowska. - Nie było łatwo, ale teraz wszędzie czuję, że jestem ceniona jako opiekun drużyn młodzieżowych, jako wychowawca dobrych siatkarek. Docenienie przez środowisko to dla mnie największa nagroda.
    Toruńskie siatkarki dodają jeszcze konsekwencję i upór. Potrafi być twarda na boisku, czasami wręcz nieprzyjemna. - To efekt tego, że zawsze mam wysokie wymagania. Zarówno wobec siebie, jak i zawodniczek - tłumaczy.

    Sportowe marzenia nietrudno zgadnąć. - W tym sezonie powalczyć o złoty medal juniorów, a za rok...może o ekstraklasę? - uśmiecha się Openchowska.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    witopnew

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.pomorska.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo