Groźny Tormięs

Waldemar Pankowski
Na teren zakładu może wejść każdy, przez  otwartą na oścież furtkę.
Na teren zakładu może wejść każdy, przez otwartą na oścież furtkę.
Na terenie byłego Tormięsu może w każdej chwili dojść do tragedii. Furtka zrujnowanej fabryki jest otwarta. W środku czekają grożące zawaleniem stropy i głębokie, na kilka metrów, studzienki kanalizacyjne.

     Na teren byłych zakładów mięsnych można wejść bez problemu przez furtkę, której ktoś ukradł, wykonane z metalu, drzwi. Rozpościera się za nimi krajobraz, w którym bez żadnych zabiegów scenografa, można by kręcić sceny z Powstania Warszawskiego. Dosłownie tuż za progiem można natknąć się na, zasłoniętą tylko cienką płytą pilśniową, głęboką na kilka metrów studzienkę kanalizacyjną. Po zmroku można jej nie zauważyć. Upadek na betonową podłogę kanału może skończyć się tragicznie. Obok pozbawione drzwi, okien i wszystkich wykonanych z metalu instalacji, budynki administracyjne dawnej rzeźni. Z grożącego zawaleniem sufitu zwisają deski. Zasypane gruzem, pozbawione poręczy schody. Wszędzie ślady pobytu miłośników napojów "winopodobnych" typu "Arizona". Dalej z muru zwisają resztki żelbetonowego sklepienia tzw. przewiewni. Tymczasem w pobliżu znajduje się szkoła - Gimnazjum nr 2, supermarket oraz osiedle mieszkaniowe. Codziennie obok otwartej na oścież furtki zakładu przechodzą setki osób, wędrujących z i na przystanek tramwajowy. Właścicielem tego terenu jest Jacek S., prawnik z Ciechocinka, od marca br. siedzący w areszcie. Prokuratura przedstawiła mu kilkanaście zarzutów. Od wyłudzenie mienia i fałszowania dokumentów po wręczenie łapówki urzędnikowi państwowemu. W pierwszym przypadku, zdaniem śledczych, S. oszukał wspólnika w interesach, znanego toruńskiego biznesmena Mieczysława R. Sześć lat temu Jacek S., kupił od NFI ponad 90 procent akcji Tormięsu. Sześć milionów za zawarcie tej transakcji dał właśnie Mieczysław R. W zamian stał się właścicielem jednej trzeciej gruntu fabryki. Tyle, że rok później R. trafił do aresztu, jako podejrzany w sprawie łódzkiej ośmiornicy. A tymczasem pojawili się Niemcy, właściciele sieci hipermarketów Real. S. miał przekonać żonę R., że ponieważ mąż siedzi w areszcie do tego by transakcja doszła do skutku konieczne jest przekazanie mu należącego do niego gruntu. Gdy R. wyszedł na wolność zainteresował działaniami wspólnika prokuraturę. Obecnie śledczy zarzucają też S., że planował zabójstwo... prokuratora prowadzącego dochodzenie w jego sprawie. Niemcy Tormięsu jednak nie kupili (choć stracili podobno 3 mln zł zaliczki). Wcześniej by służby konserwatorskie nie zablokowały transakcji (budynki rzeźni liczyły prawie 120 lat), zdaniem prokuratury, S. przekupił ówczesnego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Był nim Maciej O., do niedawna wiceprezydent Bydgoszczy, obecnie w areszcie. W tym okresie w Tromięsie wybuchały też tajemnicze pożary, w wyniku których zakład stał się ruiną. Gdy rok temu pytaliśmy magistrackie służby jak długo taki krajobraz będzie straszył w środku miasta otrzymaliśmy odpowiedź, że _"miasto nie ma możliwości prawnych zmuszenia jakiegokolwiek właściciela prywatnego gruntu do zbudowania czegokolwiek na jego działce". _Ma jednak nie tylko możliwość, ale obowiązek dbania o bezpieczeństwo mieszkańców. O sytuacji na terenie Tormięsu powiadomiliśmy Marcina Czyżniewskiego, rzecznika prasowego prezydenta Michała Zaleskiego. Ten przekazał sygnał straży miejskiej. Sprawdzimy jakie będą efekty działań magistrackich służb.
     

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie