Sąd Rejonowy w Bydgoszczy ogłosił upadłość spółki obejmującą likwidację majątku. - To nie koniec istnienia naszego zakładu - przekonuje prezes huty Zbigniew Zawierucha.

Sędzią komisarzem będzie Artur Fornal, a syndykiem masy upadłościowej spółki Grzegorz Floryszak, dotychczasowy nadzorca sądowy.

- Syndyk spotkał się z załogą. Słowa, które padły, były bardzo budujące. Huta "Irena" będzie istniała dalej i wznowi produkcję. To tylko kwestia czasu. Musimy być cierpliwi - wyznaje Krzysztof Radomski, przewodniczący Związku Zawodowego Huty Szkła Gospodarczego "Irena".

Czytaj też: Inowrocław. Stanęła produkcja w Hucie Irena



Optymizmu nie brakuje również prezesowi spółki. Od kilku tygodni przekonuje pracowników, że upadłość nie oznacza końca zakładu. 17 września złożył do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości w trybie postępowania układowego. Dług huty przekroczył już 60 milionów złotych. Prezes chciał przy pomocy sądu ułożyć się z wierzycielami. Najtrudniej negocjowało mu się z PGNiG, które 4 października odcięło "Irenie" dopływ gazu. Hutnicze piece zostały wygaszone, a pracownicy poszli na zaległe urlopy. W pracy pozostali jedynie zdobnicy, którzy pracowali na przygotowanych wcześniej półproduktach.

 

Photobucket

- Wszystkie nasze propozycje były odrzucane. Gazownia zażądała od nas półtora miliona złotych przedpłaty. Wiedziała, że nie jesteśmy w stanie spełnić tego warunku. Mam wrażenie, że robiła wszystko, aby nie dopuścić do układu - przekonuje Zbigniew Zawierucha.

Do układu z wierzycielami więc nie doszło. Stąd też do sądu wpłynął kolejny wniosek, tym razem o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej. - W najbliższych dniach nasz syndyk będzie wręczał pracownikom wypowiedzenia. Dostaną je wszyscy, łącznie ze mną. Potem, najprawdopodobniej na początku listopada, syndyk znów zacznie zatrudniać pracowników. Oczywiście w ramach potrzeb - dodaje prezes.

Czytaj też: W Hucie Irena koszt wytworzenia "taniej szklanki" był wyższy od ceny jej sprzedaży!

Jeszcze w tym tygodniu syndyk spotka się z PGNiG w sprawie przywrócenia dostaw gazu. Będzie również rozmawiał z przedstawicielami polskich funduszy inwestycyjnych, które - jak przekonuje prezes - ciągle są zainteresowane zakupem akcji "Ireny".

A co na to pracownicy? Jedni ciągle wierzą, że huta stanie na nogi. - Nic poza wiarą mi już nie pozostało - wyznaje jeden ze zdobników. Inni wiarę powoli tracą. - Pewnie już tu nie wrócę, bo nie będzie do czego - dodaje hutnik.