Ja ci płacić każę

Małgorzata Święchowicz
Szkolne wydatki rodziców są już tak duże, że sami nauczyciele narzekają.

     Olga mieszka w Bydgoszczy, ma stopień nauczyciela dyplomowanego, 19 lat stażu i trzech synów: licealistę, gimnazjalistę i najmłodszego w V klasie podstawówki. Na to, żeby wszystkich we wrześniu wyposażyć do szkoły, odkładała od lipca. - Jednej nauczycielskiej pensji z pewnością by nie wystarczyło - mówi. Na same podręczniki dla synów trzeba było wydać blisko 700 złotych - wyszłoby więcej, ale szukali książek używanych. Do tego przybory szkolne, zeszyty (po 50 złotych dla każdego), strój na wf. (po 50 zł), tenisówki (po 20). - Synowie chcieliby ćwiczyć w porządnych butach, halówkach, ale nie kupujemy.
     Bo trzeba jeszcze opłacić dojazd do szkoły - dla gimnazjalisty i licealisty dwa bilety miesięczne na jedną linię kosztują 58 złotych. Dodatkowe lekcje angielskiego dla trójki - miesięcznie 240 złotych, książki do nauki języka - po 60-70 złotych dla każdego.
     Byle bez "obciachu "
     
Można byłoby kserować strony, wyszłoby taniej, ale każdy w szkole powie, że to "obciach". Nikt nie chce obnosić się z kserokopiami. Nikt też nie chce spóźniać się ze szkolnymi opłatami - ubezpieczenie, komitet rodzicielski, fundusz klasowy.
     - Na szczęście u Kuby nie ma klasowego - mówi Olga. - Rodzice się nie zgodzili, nie mają już z czego płacić.
     Tylko prosimy
     
- Jest bieda - przyznaje Janusz Kitajgrodzki, dyrektor VII LO w Bydgoszczy. Gdy szkoła robiła rozeznanie, jakim uczniom należałoby się stypendium z funduszy unijnych, zgłosili się tacy z rodzin o zerowym dochodzie.
     - Dlatego my nie domagamy się żadnych wpłat na rzecz szkoły. Zawsze tylko prosimy - zaznacza dyrektor.
     Z "wyproszonych" pieniędzy w ostatnim roku wyremontował dwie sale i hol. - Czasami rodzice, jak nie mają pieniędzy, oferują to, co mogą: żarówki, gips, farbę - mówi. - Ale to nie jest obowiązkowa danina - podkreśla. Od czterech lat w szkole nie podnosi się opłat na komitet rodzicielski - maksymalna stawka, to 150 złotych rocznie. Do tego ubezpieczenie - 40, biwak dla uczniów pierwszych klas - 130.
     W II LO w Bydgoszczy znaleźli tańsze ubezpieczenie - 22 zł. Mniej też kosztują biwaki dla pierwszoklasistów. Za to stawka "komitetowa" jest taka, jak w "siódemce" - 150 złotych na rok szkolny. - Ale rodzice wpłacają mniej, czasami po 10, czasami po 7 złotych miesięcznie - mówi dyrektor Zbigniew Kujawski. - Nie ściągamy od rodziców pieniędzy na dodatkowe zajęcia, bo nigdy nie mieliśmy pokus, żeby stać się szkołą niepubliczną za publiczne pieniądze.
     Tylko liczymy
     
Znajoma (kierownicze stanowisko, dobre zarobki, dwoje dzieci w publicznej szkole, w tym jedno w liceum) wzdycha, że ledwo radzi sobie z wydatkami. W tym tygodniu była wywiadówka w podstawówce, u syna, który chodzi do pierwszej klasy - 25 złotych ubezpieczenie, 70 złotych - Społeczna Rada Rodziców. Do tego 10 złotych na fundusz klasowy, 5 złotych na świetlicę, 50 na obiady, 40 na dodatkowe zajęcia z angielskiego. W sumie we wrześniu na kompletne wyposażenie pierwszoklasisty i najpilniejsze opłaty wyda 759 złotych, później co miesiąc zostawiać będzie w szkolnej kasie równo 105 złotówek. - A to przecież publiczna szkoła! Dlaczego jest taka droga? - pyta.
     

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie