Jak to się robi w Carrefourze

Adam WillmaZaktualizowano 
Dzień przed Wigilią Karol Szarota zajechał do hipermarketu w poszukiwaniu prezentów dla rodziny. Nie mógł wiedzieć, że Wielki Brat nominował go do opuszczenia programu.

     Przy stoisku z lampkami choinkowymi Szarota spotkał znajomą - Kamila Żukowska poprosiła go o podwiezienie na dworzec kolejowy. Wcześniej oboje poszli obejrzeć rękawice narciarskie, które miały być prezentem dla syna Szaroty.
     - W wielkim koszu z rękawicami znalazłem jedną parę, która wyróżniała się pośród innych - _relacjonuje Szarota. - Zapytałem pana z obsługi, czy cena umieszczona na koszu dotyczy również tego kompletu. Powiedziano mi, żebym sprawdził to w czytniku, ale na rękawicach nie było kodu kreskowego. Wrzuciłem zatem rękawice do koszyka, żeby sprawdzić cenę w kasie.
     **Pan pójdzie z nami!
     Szarota dorzucił do koszyka kilka puszek piwa i poszedł do kasy. Gdy dowiedział się, że jego rękawice kosztują aż 79 złotych odłożył je przy kasie, zapłacił kartą i odszedł. Stojąca za nim kobieta, sądząc, że zapomniał zakupów, zawołała, żeby zabrał rękawice, lecz Szarota wyjaśnił, że z nich zrezygnował.
     Kilka metrów od kasy Szarota został zatrzymany przez ochroniarza: - _Czy ma pan przy sobie coś, za co pan nie zapłacił? _Znieruchomiał, a gdy zaprzeczył, powtórzono pytanie.
- Pan pójdzie z nami - tonem nieznoszącym sprzeciwu powiedział ochroniarz.
     Zaprowadzono go do niewielkiego pomieszczenia na zapleczu hipermarketu. Dalej - w relacji Szaroty - rozmowa miała następujący przebieg:
     
- Pan siada. Gdzie to masz? - ochroniarze niespodziewanie przeszli z Szarotą na "ty".
     
- O co wam chodzi?
     
- Głupa nie pal! Gdzie to masz?
     - To chyba nieporozumienie...
     - Facet, my tu nie mamy czasu!
     Jedna reklamówka opróżniona została na podłodze, druga na stole.
     
- Co pan ma w kieszeniach? - na chwilę wróciła forma grzecznościowa.
     
- Czy to jest rewizja?
     - Nie cwaniakuj, nie bądź taki chojrak.
     Szarota posłusznie opróżnił kieszenie, zdjął buty, podczas gdy jeden z ochroniarzy przetrząsnął mu kurtkę.
- Spodnie rozepnij!_ - padła następna komenda.
     
Pani z tym panem
     Rozległo się pukanie. Do pokoju zajrzała Kamila Żakowska, ta z którą Szarota spotkał się podczas zakupów: - Karol, czy to długo potrwa? - zapytała.
     - A pani z tym panem? - zapytał jeden z ochroniarzy, po czym polecił kobiecie opróżnić torebkę, zdjąć kurtkę i podnieść bluzkę.
     W torebce znalazł tusz do rzęs, podpaski, klucze oraz dwie pomadki - ochronną i fioletową. Jedna z pomadek przykuła uwagę ochroniarzy. Zabrali ją i wyszli.
     Pół godziny później jeden z mężczyzn wrócił i położył na stole identyczną pomadkę, tyle że w oryginalnym opakowaniu.
     - Proszę, pani zobaczy, sprawdzi, wyciągnie - polecił Żakowskiej.
     W tym momencie Szarota zorientował się, że sprawy przybierają dziwny obrót. - Kamila, broń Boże, niczego nie dotykaj! - ostrzegł kobietę i po raz kolejny zażądał wezwania policji. - Byłem przerażony, przecież ci ludzie mogli podrzucić nam wszystko i - z braku innych świadków - wszystko nam wmówić. Zaczęły mi się przypominać filmy o przesłuchaniach.
     _Na hasło "policja" ochroniarze zareagowali poirytowaniem:
     
- Nie będziesz nam mówił, co mamy robić. Nikt cię nie pyta o zdanie.
     Ktoś przyniósł rękawice i rzucił je na stół:
     
- Nie ściemniaj, chciałeś je ukraść.
     - Panowie...
     - My wiemy, mamy to nagrane, jak próbowałeś.
     **
Cena wolności
     Szarota miał dość, ponownie zażądał wezwania policji. Wówczas ochroniarze zmienili ton, zaproponowali "kompromis":
     
- Pomadka 28,46 złotych, rękawice 79,99. Zapłacicie trzykrotność i jesteście wolni.
     
- Chciałbym obejrzeć kasetę w obecności policjanta - uciął Szarota.
     
- Zadzwonimy, jak będziemy chcieli.
     - OK, niech pan zapłaci za rękawice i pomadkę normalną cenę i się rozstajemy. Przecież chciał pan kupić te rękawice? Teraz zna pan już cenę - zaproponował niski mężczyzna, który jako jedyny zachowywał pozory grzeczności.
     Ale Szarota zaczął otrząsać się z szoku:
- Nie ma mowy, czekam na policję.
     - Jutro święta, a pan chce dwa dni spędzić w areszcie?
     Mówią, że pan ukradł
     
Policja pojawiła się po 15 minutach. Funkcjonariusze przywitali się z ochroniarzami jak starzy znajomi. Sprawa wydała im się prosta:
     
- Są rękawice, mówią, że pan ukradł... - rzucił policjant wskazując na stół.
     
- Ale te rękawice przyniósł pracownik Carrefoura! - zdenerwował się Szarota.
     - _My tu nie mamy czasu
. Ochrona twierdzi, że pan ukradł. Sąd rozstrzygnie.
     - Ale oni twierdzą, że mają film, więc może go obejrzymy - zaproponował Szarota.
     - My tu nie przyjechaliśmy do kina, żeby filmy oglądać - zirytował się funkcjonariusz. - Jedziemy na komisariat.
     _Szarota założył kurtkę i nawet nie spostrzegł, kiedy jeden z policjantów spiął mu dłonie kajdankami.
     
- Panowie, nie wygłupiajcie się, przecież wam nie ucieknę.
     Prośby nic nie dały. - _Jeden z ochroniarzy rzucił tylko, że to oni decydują, w jaki sposób zostaniemy wyprowadzeni z hipermarketu
- relacjonuje Szarota. - Takiego wstydu nie przeżyłem nigdy w życiu, myślałem, że zapadnę się pod kafelki w podłodze.
     - Musieliśmy przejść przez cały długi, pełen ludzi hol w asyście policjantów i trzech ochroniarzy. Mnie na szczęście darowano kajdanki
- wspomina Kamila Żukowska.
     Przesłuchanie na komisariacie zakończyło się o 2 w nocy. Szarota musiał wziąć taksówkę, żeby dostać się do swojego auta zaparkowanego przed Carrefourem.
     - Policjant, który nas przesłuchiwał był bardzo miły, twierdził, że nie bardzo rozumie całą sprawę i przypuszcza, że sprawa w ogóle nie trafi do sądu - twierdzi Karol Szarota.
     Wspólnie i w porozumieniu
     
W lutym 2003 roku Szarota zachwiał się na nogach, kiedy pokwitował przesyłkę z sądu. Okazało się, że policja wniosła do sądu grodzkiego wniosek o jego ukaranie. "Działając wspólnie i w porozumieniu z Kamilą Żukowską" dokonać miał kradzieży jednej pary rękawic na szkodę Carrefoura.
     Osobno obwiniona została również Żukowska, której zarzucono kradzież pomadki.
     Pod wnioskiem podpisał się dzielnicowy Grzegorz Czyżewski, a swoją pieczątkę przystawił również zastępca komendanta IV Komisariatu Policji w Toruniu podinspektor Leszek Sandecki. Jako świadka wymieniono Łukasza O., pracownika hipermarketu.
     Najdziwniejsze jednak, że w materiale dowodowym zabrakło kasety z nagraniem kradzieży, choć w podobnych przypadkach policja obowiązkowo zabezpiecza taki dowód. Tym razem kaseta została podobno ponownie wykorzystana i rzekomy material dowodowy przepadł.
     Nagrania dokumentujące kradzież widzieć miał zarówno Łukasz O. z Carrefoura, jak i jeden z policjantów (zaprzyjaźniony z ochroniarzami) Marcin F. Problem w tym, że jeden utrzymywał, że Szarota wyjął rękawice z kosza i natychmiast wsadził je do kurtki, drugi natomiast miał widzieć jak włożył je do koszyka, po czym odszedłszy w ustronne miejsce upchnął je w kieszeniach.
     Bodajże wynikało
     
Sąd uznał zeznania obu świadków za sprzeczne i niewiarygodne.
     - To mogłoby być śmieszne, gdyby nie kosztowało mnie tyle zdrowia - mówi Szarota. - W jaki niby sposób miałbym schować w kieszeniach wielkie narciarskie rękawice. Wszystko to miało zostać utrwalone na kasecie, której zabezpieczenia cały czas się domagałem, a która "wyparowała".
     _Dziwne były też losy pomadki. Łukasz O., zajmujący się monitoringiem, zeznał, że 23 grudnia wieczorem zauważył mężczyznę który rozpakował i schował pomadkę do kurtki. Przyznał, że nie udowodniono towarzyszącej Szarocie kobiecie, że pomadka pochodzi z Carrefoura.
     Inny ochroniarz również niewiele wzniósł do sprawy twierdząc, że z kasety "bodajże" wynikało, że Żukowska pomadkę ukradła.
     Policjant nie był w stanie wyjaśnić sądowi, dlaczego nie zabezpieczono kasety, ochroniarze również nie potrafili uporać się z tą zagadką. Sąd nie dał wiary protokołom opisującym zdarzenie. Uznał je za sprzeczne ze stanem faktycznym.
     Satysfakcja o smaku dziegciu
     
Sprawa sądowa trwała rok, ponieważ na kolejne rozprawy nie stawiali się ochroniarze, których obecność w pracy - jeśli wierzyć usprawiedliwieniom - była niezbędna.
     Szarota był obecny na każdej rozprawie. Pracował wówczas w Niemczech, więc za każdym razem musiał prosić o urlop i spędzić za kółkiem kilkanaście godzin.
     Karol Szarota i Kamila Żukowska zostali uniewinnieni. Wyrok jest prawomocny, Carrefour nie wnosił apelacji.
     
- To jest dla mnie gorzka satysfakcja - podsumowuje Szarota. - _Mój ojciec był wieloletnim ławnikiem, kiedy powiedziano, że toczy się przeciwko mnie sprawa karna, strasznie się zdenerwował. Tego samego dnia dostał wylewu. Zmarł po kilku tygodniach. O tym, że w kajdankach wyprowadzono mnie ze sklepu dowiedział się również syn, którego musiałem zapewniać, że jego ojciec nie jest złodziejem.
     Szarota postanowił upomnieć się o swoje. Przez wiele tygodni usiłował dowiedzieć się, czy dyrekcja hipermarketu zamierza przeprosić go za stracone nerwy. Przebijał się przez asystentki w Toruniu i w Warszawie.
     - Wydałem mnóstwo pieniędzy na telefony. Mamiono mnie obietnicami, że ktoś oddzwoni, odpowie, skontaktuje się. Odsyłano od jednego do drugiego pracownika. W końcu usłyszałem niedwuznaczną sugestię, że nie powinienem spodziewać się odszkodowania, ponieważ Carrefour ma dobrych prawników - mówi Szarota. - Wtedy doszedłem do wniosku, że spławianie mnie przez wiele tygodni na różnych szczeblach to nie ignorancja, ale celowa taktyka.
     Nie ma powodu przepraszać
     
Kontakt z centralą Carrefour Polska jest równie prosty, jak próba nawiązania łączności z polską stacją na Spitsbergenie. Konia z rzędem temu, kto znajdzie na stronie internetowej numer telefonu do firmy. W witrynie nie ma nawet adresu mailowego sieci, a wyłącznie tradycyjny adres pocztowy.
     Maria Cieślikowska odpowiedzialna za public relations w firmie, sprawę Szaroty pojmuje swoiście: - Nie widzę powodu, abyśmy mieli przepraszać tego pana. Jeżeli ochroniarze podjęli interwencję, to widocznie były ku temu jakieś przesłanki. Potwierdziła to policja kierując wniosek o ukaranie do sądu.
     Problem w tym, że jedynym dowodem, jakim dysponowała policja, były zeznania ochroniarzy Carrefoura, jak się okazało - pokrętne.
     Dlaczego jednak doświadczeni policjanci pozwolili sobie na sporządzenie kompromitującego ich wniosku o ukaranie?
     - Widocznie był materiał dowodowy, który pozostawiał wątpliwości, a te może rozstrzygać tylko sąd - twierdzi rzecznik toruńskiej policji Lilianna Kruś-Kwiatkowska. - Poza tym każdy może złożyć skargę na działania policji i ta skarga zostałaby dokładnie rozpatrzona.
     Ale przecież obowiązkiem policji jest ocena dowodów. W sprawie Szaroty były one co najmniej kruche. Co więcej, w sądzie nie potwierdzono również, aby Szarota agresywnym zachowaniem prowokował do zastosowania środków przymusu bezpośredniego, a jednak zakuto go w kajdanki i publicznie poniżono.
     Eskalacja bezprawia
     
- Mamy w tej sprawie do czynienia z drastycznym naruszeniem dóbr, nietykalności cielesnej, zniesławieniem, naruszeniem czci i godności - wylicza doktor Jan Piszczek, specjalista w dziedzinie ochrony dóbr osobistych. - Z tak wielką eskalacją bezprawnych działań rzadko się spotykam.
     Podobnego zdania jest profesor Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: _- Rolą ochroniarzy jest wyłącznie zatrzymać podejrzanego, zabezpieczyć dowody i natychmiast przekazać go policji. Prowadzenie przez nich własnego "śledztwa" i przeszukań to zwykłe bezprawie.
     **_Epilog
     Policjant Marcin F. już po "sprawie rękawic" został skazany prawomocnym wyrokiem w innej sprawie karnej. Wydalono go z policji.
     Kamila Żukowska do dziś nie odzyskała swojej pomadki.

polecane: FLESZ: Smartfon zamiast kas fiskalnych.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3