MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kartofle bez poezji

Rozmawiali Alicja Polewska i Marek K. Jankowiak
Fot. Wojciech Wieszok
Rozmowa z Jolantą Baziak poetką

Coś więcej o...

Coś więcej o...

Znak Zodiaku - Baran
Ulubiony smak - niesłodki, np. sok grapefruitowy
Zapach - opium
Kwiat - maciejka
Kolor - zależy do pory roku, latem - pistacja, jasny fiolet, biel
Alkohol - szampan
Auto - skoda octavia

- Można usiąść i powiedzieć sobie: teraz napiszę wiersz?

- U mnie dzieje się to raczej pod wpływem chwili. Zdarza się, że sprzątam lub myję naczynia i wtedy przychodzi jakiś pomysł. Rzadko kiedy jednak jest to pomysł na wiersz w całości. Raczej tylko myśl, fragment. Wtedy zresztą bardzo przydają się leżące pod ręką jakieś kartki i ołówek. Albo serwetki w restauracji. A jak tego nie ma, to może być szminka i kawałek lustra. Ale zapisać trzeba. Bo inaczej pomysł ucieka. Niestety, lenistwo - to jest największa wada poetów. Wydaje im się, że nie muszą zapisywać. Mówią, że pamięć ich nie zawodzi. Nieprawda. Zawodzi.

- Ta ulotna chwila przychodzi częściej w dzień czy w nocy?

- Też nie ma na to recepty. Bliższa jest mi chyba poezja słoneczna. Wiele moich wierszy napisałam wczesnym rankiem, gdy dojeżdżałam na studia do Poznania. Ale teraz chyba częściej piszę nocą. I może dlatego o tym, co napisałam, mówię, że pisane było smutkiem. Choć na pewno dalekie to jest od depresji. Ale tak właśnie chyba pisze mi się łatwiej.

- A wiersz pisany nocą też może być radosny?

- Zdarza się. Chociaż, chyba rzadziej. Trudniej przychodzi mi też pisanie, gdy przez jakiś czas dłużej pracuję naukowo.

- A skąd w ogóle wzięło się to pisanie u pani?

- Zaczęłam w szkole średniej. Interesowałam się wtedy trochę amatorskim teatrem i kiedyś przyszłam na jakąś audycję do radia. Ktoś podsunął mi tekst i powiedział: przeczytaj to. Zabrzmiało. Spodobało mi się. I postanowiłam, że spróbuję coś sama też napisać. Potem przez 18 lat byłam estradowcem, kierownikiem zespołu. A gdy się to wszystko rozsypało, zastanawiałam się, co ja jeszcze mogę robić, żeby przeżyć. No, mogę być jeszcze nauczycielem - pomyślałam. I tak się stało. I wtedy też wróciłam do pisania. Po dwóch latach powstał mój pierwszy tomik, któremu dałam tytuł: "Strefa Pomylonych". Dziś - mam na swoim koncie 12 książek - poezji i trzy pisane prozą. Po cichu jednak myślę, że może ten 13, do którego się przymierzam będzie najpoważniejszy w moim dorobku? Mają to być eseje filozoficzne.

- Skąd nagle takie bardzo poważne zainteresowania?

- Problemy egzystencjalne i egzystencjaliści zawsze bardzo mnie pociągały. W swojej pracy magisterskiej pisałam o Siomone Veil, Francuzce, jednej z najbardziej znanych kobiet w polityce. Deportowanej wraz z matką do obozu Auschwitz-Birkenau podczas wojny. Od Veil do Nietzschego jest niedaleko, dlatego te eseje o tym właśnie być mają.

- Pisała pani coś kiedyś na zamówienie? Na przykład wiersz na akademię, dla córki, do szkoły?

- Nigdy. Odmawiałam, bo żeby powstały dobre rymowanki, trzeba mieć już dobry warsztat. A ja wtedy go jeszcze nie miałam. Jednak przyznam się, że dla jednej z córek napisałam taki specjalny wiersz. W dniu, w którym skończyła "osiemnastkę" przyszła ze szkoły, położyła się do łóżka i zaczęła ryczeć. Nie mogłam jej uspokoić, więc wstałam i powiedziałam: to ty tu sobie zostań, a ja pójdę i napiszę dla ciebie wiersz.

- Jak wygląda warsztat poety?

- Moim zdaniem, to jest tzw. słuch poetycki. Coś, czego wcale się nie ma od urodzenia, tego trzeba się nauczyć. Trzeba dużo czytać, słuchać, rozmawiać o poezji. Myślę, że w moim przypadku ten słuch pojawił się dopiero po trzeciej książce.

- Do tomików trafia tylko cześć z tego, co powstaje pod wpływem chwili, przemyśleń. Kto podpowiada pani, co zostawić, a co odrzucić?

- Najpierw ja sama. Po napisaniu wiersza muszę odciąć pępowinę. Stracić emocjonalny kontakt z nim. Trafia więc do szuflady i tam sobie przez jakiś czas leży. Dopiero potem go analizuję. I jak trzeba, to odrzucam, tłumacząc sobie tak: fajnie, że było, ale już nie ma. Na pewno nigdy nie dopowiadam wiersza. To jest moim zdaniem przysłowiowy gwóźdź do trumny.

- Co jest w stanie wyprowadzić panią z równowagi?

- Ktoś, kto nie ma racji, ale musi podczas sporu czy dyskusji mieć ostatnie zdanie.

- A gdy ta równowaga pęka, to jak się pani zachowuje?

- Najczęściej przestaję rozmawiać. I odchodzę.

- A do błędu potrafi się pani przyznać?

- Potrafię powiedzieć przepraszam. Chociaż swoich racji bronię zwykle tak długo, jak widzę, że mają sens.

- Co jest pani największą wadą, a co zaletą?

- Dwa w jednym - upór.

- Zamiast rymowanek, proszę dopisać myśli, które kojarzą się z hasłem. Bardzo lubię...

- ... wszelkiego rodzaju eksperymenty. W kuchni też. Chętnie wymyślam jakieś swoje, nowe potrawy. Chociaż, nie zawsze, niestety, mam na to czas. A jak nie mam, to sięgam po mrożonki. Kiedyś postanowiłam się nie przejmować drobiazgami. I staram się być konsekwentna.

- Zarobione pieniądze najchętniej wydaję na...

- ... jakieś drobne zachcianki, czasem większe prezenty dla najbliższych.

- Typowe babskie kaprysy...

- ... to chyba buty? Czasami lubię z nimi poszaleć. Kupuję, jak mi się podobają, a potem dochodzę do wniosku, że przecież i tak nie lubię chodzić na wysokich obcasach, więc wracam do ulubionych, już rozchodzonych. A nowe lądują w specjalnej skrzyni. Takich, które miałam na nogach raz, może dwa - jest w niej ze trzydzieści par.

- Najbardziej znienawidzona czynność w domu...

- ... obieranie ziemniaków! Na działce sprawiłam sobie wojskową obieraczkę, żeby się z tym można było szybko uporać, gdy zjawia się dużo gości.

- Choćby nie wiem co, zawsze znajdę czas na...

- ... na rozmowę z kimś, kto mnie potrzebuje. Także na rozmowę z sobą.

- Nie cierpię...

- ... hałasu.

- Czym można pani sprawić przykrość?

- Posądzeniem o nieprzychylność.

- A co może sprawić pani przyjemność?

- Może zwyczajne kupienie kwiatka...

- Dokąd chciałaby pani pojechać?

- Trochę świata już zwiedziłam. Byłam w Afryce, Ziemi Świętej i w Egipcie. Ale z przyjemnością pojechałabym jeszcze do Indii. No i Hiszpania też trochę mnie kusi. Lubię poznawać inne kultury. Taka wiedza poszerza horyzonty. Z takiej różnorodnej perspektywy inaczej często patrzy się na konflikty, światowe problemy.

- A jest takie miejsce na mapie, które już pani widziała, zauroczyło i chciałaby pani tam często wracać?

- Oj, to mogłaby być środkowa Turcja. Na przykład - Kapadocja. Jest niezwykle urokliwa.

- Jak najlepiej odreagowuje pani stres?

- Właśnie wtedy najchętniej wyjeżdżam. A jak nie mogę, to biorę prysznic albo wybieram się na długi spacer.

- Co panią drażni w Bydgoszczy?

- Kompleksy jej mieszkańców. I to, że nie doceniają wielu walorów, które ma to miasto. Moje miasto. Bo od dawna jestem bydgoszczanką, choć wcale się tu nie urodziłam.

- Co dla pani oznacza szczęście?

- Brak nieszczęścia.

- A przyjaciel - kto to taki?

- Ktoś, kto pomoże w biedzie. No i ktoś bardzo wierny w tej przyjaźni.

- Które cechy u mężczyzny ceni pani najbardziej?

- Na pewno lubię, gdy mężczyzna jest taktowny, szanuje kobietę, no i gdy ma dla niej czas.

- A gdyby tylko oczy miały wybierać?

- Ważne byłoby dla nich to, co ten mężczyzna mówi. Bo to daje jakiś ogląd. A z doświadczenia powiem, że... nie jestem najgorszym psychologiem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska