MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kiełbaski z grilla wypierają swojskie przysmaki

Kamila Perkowska [email protected]
- Goście, zwłaszcza ci najmłodsi, bardzo chętnie pomagają mi w gospodarstwie. Mówią, że czują wtedy prawdziwy klimat wsi - przyznaje Bernadeta Zmudzińska.
- Goście, zwłaszcza ci najmłodsi, bardzo chętnie pomagają mi w gospodarstwie. Mówią, że czują wtedy prawdziwy klimat wsi - przyznaje Bernadeta Zmudzińska. Fot. Kamila Perkowska
Nie każde gospodarstwo agroturystyczne faktycznie jest gospodarstwem
Mleko prosto od krowy, zbieranie grzybów i łowienie ryb - tym gospodarstwom agroturystycznym coraz trudniej przyciągnąć do siebie "miastowych". Dziś walczy się o klientów proponując im kiełbaski z grilla i zimne piwo.

Pod koniec czerwca sezon urlopowy ruszy pełną parą. Zapełnią się nadmorskie kurorty, biura podróży oferujące zagraniczne wycieczki będą przeżywały oblężenie. Powody do narzekania mogą mieć natomiast właściciele, coraz mniej popularnych, gospodarstw agroturystycznych.

- uważa Bernadeta Zmudzińska z Aleksandrowa (gm. Dobrcz), która agroturystyką zajmuje się od 10 lat.

Liczy jednak, że w sezonie pokoje puste nie będą. - I nie chodzi tu tylko o pieniądze, ale o towarzystwo. Cieszę się kiedy mój dom tętni życiem - przyznaje.

To tylko nazwa

Pani Bernadeta należy do nielicznej już grupy rolników, którzy na Kujawach i Pomorzu prowadzą gospodarstwa agroturystyczne.

- Wydawałoby się, że w regionie takich gospodarstw jest całe mnóstwo. To nieporozumienie. Większości z nich nawet nie powinno się nazywać gospodarstwami, bo nimi nie są. Ich właściciele nie zajmują się agroturystyką lecz turystyką wiejską, a to duża różnica - twierdzi Jan Krzysztof Ardanowski, wiceminister rolnictwa.

Z szacunków Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie wynika, że w województwie jest 220-250 gospodarstw agroturystycznych. - Raczej tylko z nazwy - uważa Hanna Nowakowska-Hapka, doradca ODR.

- Prawdopodobnie około 40 procent z nich nie spełnia wszystkich wymogów. A to dlatego, że zajmują się turystyką wiejską. O agroturystyce możemy mówić tylko wtedy, kiedy gospodarstwo jest czynne rolniczo. Chodzi przecież o to, żeby goście mogli zobaczyć, jak wygląda prawdziwe życie na wsi, jak doi się krowy, czy sieje na polu - twierdzi pani Hanna.

Świnia jak z obrazka

To wszystko proponuje rolniczka z Aleksandrowa. ,i.- Mam krowy i świnie, ale są one atrakcją tylko dla najmłodszych gości. Kiedyś przyjechało do mnie małżeństwo z synkiem. Rodzice woleli odpoczywać w cieniu, przy dobrym jedzeniu, a dziecko całymi dniami przesiadywało w chlewni. Potem okazało się, że chłopiec widział już wcześniej świnki, ale tylko na obrazkach.

Takich atrakcji może jednak niebawem zabraknąć. Teraz w modzie są przede wszystkim kiełbaski z grilla, zimne piwo i konie. Naukę jazdy konnej pod okiem instruktora znaleźć można już niemal w każdej ofercie. - To niedługo znudzi się miastowym. Grilla można zrobić sobie na własnym balkonie, nie trzeba specjalnie po to przyjeżdżać na wieś. No i wszędzie tylko te konie. A przecież nie każdy je lubi - mówią właściciele gospodarstw agroturystycznych, którzy w tę formę wypoczynku inwestować nie chcą.

Unijne dotacje za drogie

Chętnie dopieszczają za to swoje domy. Malują ściany na żółto, zielono. Kupują eleganckie meble, remontują tarasy. I za to wszystko płacą z własnej kieszeni. - Albo z kieszeni męża - żartuje rolniczka z gminy Koronowo.

Choć z agroturystyki utrzymać się już nie da, właściciele gospodarstw bardzo rzadko starają się o dofinansowanie z unijnych programów. - Pewnie zabrzmi to paradoksalnie, ale mnie nie stać na korzystanie z dotacji. Samo złożenie wniosku to za mało. Inwestycje trzeba najpierw samemu sfinansować. Zwykle nie obejdzie się więc bez kredytu. Dopiero potem można liczyć, że Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zwróci połowę poniesionych kosztów. Może tego jednak nie zrobić, bo wcześniej na przykład wyczerpie się koperta finansowa. A rolnik kredyt i tak będzie musiał spłacić. To za duże ryzyko - uważa Bernadeta Zmudzińska.

Niektórzy gospodarze mimo wszystko chcą zaryzykować i już zapowiadają, że będą starali się o pieniądze z Unii. Twierdzą jednak, że zdobycie dotacji będzie teraz znacznie trudniejsze. W nowym Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-13 znalazł się bowiem zapis mówiący o tym, że oprócz wniosków potrzebne będą też opinie Lokalnych Grup Działania. - W ten sposób chcemy wzmocnić rolę LGD. To one będą decydowały, czy oferty gospodarstw pokrywają się ze stworzonymi już przez grupy strategiami rozwoju tych obszarów - wyjaśnia wiceminister.

- To bzdura! - denerwują się chłopi. - Wystarczy, że członkowie LGD będą w konflikcie z gospodarzem, by ten mógł zapomnieć o unijnych dotacjach. Albo pieniądze dostaną ci, którzy nawet pokoi gościnnych nie mają, bo turystów odsyłają do sąsiada.
- Wobec wszystkich będziemy stosowali te same kryteria. Jakie? To jeszcze nie zostało dokładnie ustalone - przyznaje Mirosława Tomasik, prezes LGD "Wieczno".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na pomorska.pl Gazeta Pomorska