Konflikt w ampułce

Agnieszka Romanowicz
Sylwia Ners, młodszy asystent w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa prezentuje ampułkę immunoglobuliny anty-D
Sylwia Ners, młodszy asystent w Regionalnym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa prezentuje ampułkę immunoglobuliny anty-D Fot. tomek czachorowski
Wykryliśmy kolejny przykład marnotrawienia publicznego grosza w służbie zdrowia. Karetki ze szpitali w regionie pokonują dziesiątki kilometrów by dostarczyć jedną ampułkę leku.

Cierpią też na tym pacjentki.

Chodzi o immunoglobulinę anty-D, podawaną kobietom w profilaktyce konfliktu serologicznego, a także w trakcie ciąży i po porodzie. W krajach sąsiednich, np. w Niemczech i na Słowacji można ją kupić w aptekach. Dystrybucją w Polsce zajmują się jedynie Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa.

Relikt komunizmu
Bydgoskie centrum zaopatruje w immunoglobulinę anty-D wszystkie szpitale w regionie. Sęk w tym, że tylko po jednej ampułce. - Takie mamy dyspozycje od ministerstwa. Poza tym, że wolno nam wydać tylko jedną ampułkę, to jeszcze wyłącznie na imienne zapotrzebowanie lekarza - wyjaśnia Paweł Wojtylak, szef Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Bydgoszczy. - To relikt komunizmu. Nie rozumiem go, bo uważam, że dystrybucją leków powinny zajmować się hurtownie farmaceutyczne.

Konflikt serologiczny
Może do niego dojść, gdy przyszła mama ma grupę krwi Rh ujemną, a ojciec Rh dodatnią. Wówczas organizm matki zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko krwinkom płodu. Może to doprowadzić do jego silnej niedokrwistości, a nawet obumarcia.

- Dostęp do immunoglobuliny anty-D w Polsce jest bardziej utrudniony niż do morfiny. To kuriozum, stracony czas i wyrzucone pieniądze! - komentują położnicy z regioniu. Wczoraj omawiali ten problem podczas narady ordynatorów oddziałów ginekologi-czno-położniczych w bydgoskim szpitalu im. Biziela.

Byle nie w szpitalu
Sposób dystrybucji leku powoduje też inne straty. Podaje się go np. po poronieniu wczesnej ciąży, zagrożonej konfliktem serologicznym. - Co nie wymaga hospitalizacji. Nie wolno nam jednak wypisać recepty w gabinecie, tylko w szpitalu. Trzeba położyć w nim pacjentkę - a to następne koszty; plus ta karetka, którą trzeba wysłać po ampułkę do Bydgoszczy - wylicza Leszek Włodarczyk, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego w Świeciu.

Najgorzej, gdy pacjentka nie chce iść do szpitala. - W razie niepodania leku, w kolejnej ciąży mogą być przykre tego konsekwencje. Łącznie z wewnątrzmacicznym obumarciem płodu - dodaje Włodarczyk.

Takie odmowy muszą się zdarzać często, bowiem w interne-cie kwitnie handel preparatem o tych samych właściwościach co immunoglobulina anty-D, tyle że produkowanym przez międzynarodowy koncern farmaceutyczny Baxter.Kobiety próbują go zdobyć samodzielnie.

Świat nie zna tego
Unormować ten problem spróbuje prof.Wiesław Szymański, kujawsko-pomorski konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii.
- Wyrzucone pieniądze to jedno. Gorzej, że na świecie nie ma już prawie problemu konfliktu serologicznego. U nas odwrotnie, choć przy odpowiednim dostępie do immunoglobuliny anty-D moglibyśmy go opanować w blisko stu procentach - uważa prof. Szymański i dodaje, że przedyskutuje sprawę z krajowym konsultantem w dziedzinie położnictwa i ginekologii.

Co może zrobić? - Wyjście jest jedno: szpitale powinny kupować, a nie dostawać immunoglobulinę anty-D za darmo; tak jak inne leki - proponuje Paweł Wojtylak. - Wiadomo, że darmowe preparaty bywają źle wykorzystane. Stąd te obostrzenia.
Do sprawy wrócimy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
potencjalny pacjent

Wszystko jest w porządku, powiedzą w NFZ, czy w ministertwie. Bo takie są PROCEDURY. Totalna głupota i durnota. "Gratulacje" dla autorów owych przepisów. Co na to poseł Palikot? czy już wie o tym? Po prostu, szkoda gadać. Potencjalny pacjent.

Dodaj ogłoszenie