Lekarze pod ścianą

    Lekarze pod ścianą

    Maryla Rzeszut

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Lekarze Szpitala Specjalistycznego im. dra Wł. Biegańskiego w Grudziądzu wystosowali do ministra zdrowia ostry protest przeciwko limitowaniu elementarnych usług medycznych, co uniemożliwia im ratowanie zdrowia i życia pacjentów.
         Limity wystarczają na 40-60 świadczeń. Pozostali pacjenci czekają już w rocznych kolejkach do specjalistów i wiele miesięcy na operację.
         - Domagamy się natychmiastowej poprawy sytuacji w służbie zdrowia. Ciągły brak rozwiązań systemowych na dziś, wirtualne działania, mające poprawić obecny chaos, coraz bardziej irytują nie tylko nas, ale i pacjentów - piszą grudziądzcy lekarze do ministra zdrowia.
    - Chory, który ma prawo liczyć na rzetelną pomoc współczesnej medycyny, otrzymuje odpowiedź: "limity i brak środków". W naszym szpitalu, podobnie jak w innych, limity wystarczają na potrzeby 50-60 proc. pacjentów. Chorzy odsyłani są na roczne kolejki do specjalistów i na wielomiesięczne zabiegi operacyjne. Nie na takie traktowanie sobie zasłużyli, nie na takie "ideały" leczenia składaliśmy lekarską przysięgę Hipokratesa.
         Taki stan rzeczy trwa już kilka lat. U kresu wytrzymałości są zarówno chirurdzy, jak i pacjenci. Sytuacja, kiedy codziennie dowiadujemy się, jak marnotrawi się pieniądze, rozdając lekką ręką miliony złotych, a w szpitalu brakuje na skromny posiłek, jest kpiną ze społeczeństwa. Stanowczo domagamy się wreszcie poważnego potraktowania spraw zdrowia. Panowie decydenci! Obudźcie się! Larum grają! Niedługo nie będzie w kraju ani lekarzy, ani chorych. Dla kogo wówczas wasze rządy?
         
    List otwarty podpisali: przewodniczący rady ordynatorów dr Adam Zaborowski, przewodniczący Rady Naukowej dr Henryk Danielewicz i przewodniczący Izby Lekarskiej dr Piotr Kowalski.
         Bez refundacji za uratowanie zawałowca i zatrutego
         
    Dyrektor Szpitala Specjalistycznego im.W. Biegańskiego dr Marek Nowak nie chciał podpisać umowy wprowadzającej okrojone limity świadczeń medycznych. - Ostatecznie z dużym opóźnieniem podpisałem pod przymusem, wiedząc, że redukcja usług medycznych, zwłaszcza operacji i zabiegów ratujących życie wytworzy dramatyczną sytuację w szpitalu. Minęło pół roku i wydzielone limity zostały wykorzystane. - tłumaczy dyrektor Nowak - Małe szpitale jeszcze przez pewien czas odsyłały pacjentów do klinik lub szpitali specjalistycznych, w tym do naszego. Jednak doszło nawet do tego, że Narodowy Fundusz Zdrowia odmówił nam zapłacenia za ponadlimitowe ratowanie pacjenta z zawałem serca, na kardiologii oraz z ostrym zatruciem, na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Czy mieliśmy tym pacjentom odmówić pomocy, bo ktoś z góry zaplanował, do ilu tego rodzaju usług mamy w tym roku wykonać?! Na przekraczanie limitów przymykam więc oko, wiedząc, że będę za to pociągnięty do odpowiedzialności. Ja mam się tłumaczyć, dlaczego ratowaliśmy chorego, skoro już nie było na to pieniędzy?! Paranoja!
         
    W szpitalu dochodzi do paradoksalnych sytuacji. Czy to normalne, aby ciężarną kobietę, która ma właśnie urodzić dziecko, odesłać ze szpitala, każąc zgłosić się za kilka miesięcy, bo limit porodów już się wyczerpał?!
         Dyrektor Marek Nowak z końcem lipca br. zgłosił doniesienie do Prokuratury Rejonowej w Grudziądzu w sprawie narażania przez obowiązującą w Polsce ustawę zdrowia i życia pacjentów, którzy sami - jak mówi "Pomorskiej" - nie są w stanie walczyć o swoje prawa. Są zbyt słabi, schorowani i biedni. Na neurochirurgii już brakuje inplantów, a pacjentów oczekujących na operację nie ubywa.
         (Anty)Narodowy Fundusz Zdrowia?
         
    Najgorsze jest to, że od września dyrektor Nowak po raz kolejny będzie zmuszony "poobcinać" limity świadczeń w szpitalu. - Gdyby nawet ktoś przyszedł do szpitala i chciał wykupić operację, nie możemy się na to zgodzić jako lecznica publiczna. Jednak przede wszystkim jesteśmy po to, aby realizować konstytucyjne prawo każdego obywatela do ochrony życia i zdrowia - podkreśla - jestem więc bardzo ciekaw, co odpowie prokuratura na pytanie: czy wolno zgodnie z prawem i obowiązującą ustawą, odmówić ratowania pacjenta, wbrew etyce lekarskiej i moralności?
         Według posiadanych przez Marka Nowaka informacji, Narodowy Fundusz Zdrowia ma na koncie około 800 mln zł, lecz nie może się porozumieć z Ministerstwem Zdrowia, jak je wydać. Od 2 miesięcy rosną więc procenty (w Banku Gospodarstwa Krajowego) od tej kwoty i jakoś znajdują się pieniądze m.in. na regulaminowe premie dla pracowników NFZ.
         - Świadoma, zła polityka prezesa NFZ naraża zdrowie i życie pacjentów - podsumowuje dyrektor Nowak - bo jeśli nie zdaje sobie sprawy ze skutków, jakie niesie ograniczenie świadczeń medycznych i odmawianie ich pacjentom, to albo jest zupełnym ignorantem, albo sam wymaga specjalistycznego leczenia. Inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć NFZ-owskiej koncepcji limitów. W każdym razie zaczyna także wyczerpywać się limit cierpliwości pacjentów i lekarzy...
         

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo