List od Cyganki

Redakcja
- Charakterystyczna jest biała glina do wykańczania rzeźby. Zagajewski rozrabiał ją własnym moczem, czasem deszczówką, ale nigdy wodą z kranu.
- Charakterystyczna jest biała glina do wykańczania rzeźby. Zagajewski rozrabiał ją własnym moczem, czasem deszczówką, ale nigdy wodą z kranu. fot. Autor
Udostępnij:
Rozmowa z Radosławem Chrzanowskim uczniem Stanisława Zagajewskiego.

- Co pozostało po Zagajewskim?

- Oprócz genialnych rzeźb i legendy, prawie nic. On miał naprawdę niewiele rzeczy. Tylko kilka przedmiotów sobie cenił. Nigdy na przykład nie rozstawał się łańcuszkiem, takim zwykłym, zaśniedziałym ze starości, który ktoś kupił mu przed laty w Częstochowie. Bardzo szanował album o swojej twórczości, nie pozwolił, żeby spadł na niego kawałek gliny.

- Dzieciństwo Zagajewskiego owiane jest legendą. Wracał do tych wydarzeń?

- Często wspominał o swojej matce, której przecież nie pamiętał. Zawsze z wielkim szacunkiem - bo były w tamtym czasie matki, które z biedy pozbawiały życia swoje dzieci. Jego matka wypchała kosz gazetami i zostawiła go pod kościołem. Był jej wdzięczny, że podarowała mu życie. Kilka razy pojawiały się kobiety, które mówiły mu że są jego matką, ale nie wierzył im, bo "odnalazły się" dopiero wtedy, gdy Zagajewski zdobył już uznanie jako rzeźbiarz, sądził że chodzi im tylko o pieniądze.

Najbardziej przejął się listem, jaki pozostawiła kiedyś w drzwiach pewna Cyganka. Ten list również dotyczył jego dzieciństwa. Zdołał odczytać tylko początek, bo resztę rozmył deszcz.

- Całe życie Zagajewski spędził samotnie. Kobiety nie pojawiały się w jego życiu?

- Był zakochany raz, tuż po wojnie. Jego wybranka nazywała się Aniela Korzeń. Przynosił jej wszystko, co miał - kwiaty, pieniądze, cukierki, ale romans przerwała służba wojskowa. Pisać za bardzo wówczas nie potrafił, więc listy miłośne pisał mu kolega. Twierdził, że związek się urwał, bo ten kolega zaczął w tych listach wypisywać różne nieładne rzeczy. Jakiś czas później Zagajewski służył w kościele jako ministrant. Na miejscu zobaczył parę młodą - swoją miłość i kolegę, który pisał mu listy. Uciekł z Kościoła z płaczem.

- Miał kontakt z przyjaciółmi z dzieciństwa?

- Wspominał o przyjacielu z dzieciństwa, niejakim Namierskim. Razem chodzili w czasie okupacji strzelać z procy do Niemców. Ale jeśli przychodziły listy, to głównie od ludzi, których poznał w czasie pielgrzymek. Dzieciństwo, które spędził w zakładach wychowawczych prowadzonych przez siostry, często do niego wracało.

Płakał na wspomnienie tego, jak dzieci były bite. Często też wspominał Waldka Janiaka, który był jego najlepszym uczniem

- Skarżył się na samotność?

- Rzadko. Był dumny z tego, że odwiedza go wielu ludzi zainteresowanych jego sztuką. Mówił nam, że dlatego warto uprawiać sztukę, bo wtedy człowiek nie jest samotny. Bardzo lubił spotkania z dziećmi w muzeum. W środę albo w piątek, jak tylko przyszedłem, już w progu mówił: dawaj medal, ubieramy się, zawieziesz mnie na spotkanie z dziećmi.

- Przez całe życie otaczali Zagajewskiego chłopcy z sąsiedztwa. Gdy jedni dorastali, przychodzili kolejni. Ci chłopcy byli zresztą powodem wielu zmartwień.

- Ale też bardzo ich lubił. Zresztą kto inny przygotowałby mu glinę? Chociaż bywało różnie. Był pewien chłopak, który często przychodził do Zagajewskiego. Pan Stanisław bardzo go lubił, bo on do złudzenia przypominał mu Waldka Janiaka. No więc ten chłopak czasami strasznie Zagajewskiego traktował, raz nawet zniszczył mu dużą rzeźbę. Ale pan Stanisław wszystko mu wybaczał I jak z renty zostało mu 200 złotych, to dawał właśnie temu chłopakowi. Wielu przewijało się przez pracownię Zagajewskiego. Owszem, ginęły pieniądze, ale to jeszcze nie był największy problem. Najbardziej denerwowało Zagajewskiego, gdy znikały rzeźby.

- Ile rzeźb "wypłynęło" z pracowni?

- Mogę powiedzieć o ołtarzu przygotowywanym dla Lozanny. Sądzę, że łącznie "zginęło" kilkaset "klocków". Łatwo to zresztą przeliczyć - każdy z fragmentów powstawał mniej więcej tydzień, a ołtarz był przygotowywany kilkanaście lat. Kradziono na różne sposoby. Czasem przyjeżdżał samochód i wywoził dziesięć fragmentów. Kawałki ołtarza rozeszły się po całej Polsce. To, co trafiło do Lozanny, to jedynie drobne fragmenty. Ja też nie jestem święty, zdarzało mi się, że brałem jakieś rzeźby z pracowni, ale nie brałem udziału w tym masowym handlu. Ci ludzie kradli, gdy pan Stasiu spał w pokoju obok na swoich szmatach, wynosili czasem po 20 elementów. Z czasem zaczęli kraść również moje rzeźby. Miałem takiego wielkiego Chrystusa, nad którym pracowałem z półtora miesiąca. Też zginął.

Załamało mnie to, na jakiś czas przestałem rzeźbić. Zagajewski nigdy tego nie miał. Nawet po największych kradzieżach zaczynał na nowo rzeźbić.

- Coś jednak zarabiał na rzeźbach?

- Założono panu Stasiowi konto w banku. Z tego co wiem pewna osoba uzyskała od niego upoważnienie i wyczyściła wszystkie pieniądze, które przyszły z Lozanny. Niby były pieniądze na koncie, ale nikt nie wpadł na to, żeby wykorzystać je na przykład na przewiezienie Zagajewskiego do Częstochowy. Bardzo to przeżywał, mówił o tym jeszcze w szpitalu.

- Gdzie trafiały kradzione rzeźby?

- Część ołtarza znalazła się na przykład w pewnej oficjalnej galerii. Na szczęście policja odzyskała te elementy i dziś stoją w Lozannie. Przyjeżdżali ludzie z różnych stron Polski i "załatwiali" sobie rzeźby z ludźmi z otoczenia Zagajewskiego.

Przyjeżdżali też ludzie z Wiednia, gdzie Zagajewski jest wysoko ceniony. Pewien znajomy, który ma dobre kontakty za granicą, za te rzeźby kupił sobie dobrej marki samochód. Jeszcze jako dzieci przynosiliśmy mu rzeźby, dostawaliśmy za to za każdym razem ze 20-30 zł na lody, on to sprzedawał za ciężkie pieniądze.

- Ile falsyfikatów Zgajewskiego krąży na rynku?

- Sporo. Nawet tu, we Włocławku, jeden człowiek podrabia Zagajewskiego, ale robi to bardzo kiepsko. Skład gliny jest niedopracowany, a wypala palnikiem. Ostatnio nawet w pewnej prestiżowej galerii internetowej widziałem dwa ewidentne falsyfikaty. Jeden z nich "Maska z rybami" aż kuje w oczy, a kosztuje 1800 zł, ale jest też oryginalny ptak Zagajewskiego.

- W jaki sposób rozpoznaje Pan oryginały?

- Najbardziej charakterystyczne są włosy na rzeźbach. Zagajewski mówił że dzięki włosom rzeźba zaczyna żyć. Lubił też rzeźbić oczy i szaty. Często oryginały od kopii można odróżnić po fakturze i po masywności. Zagajewski podkładał pod rzeźbę dużo gliny. To było spowodowane osobistym doświadczeniem - kiedyś podczas wypalania zniszczono mu 200 glinianych ptaków. Od tego czasu rzeźby były już coraz masywniejsze. Poznaję też po narzędziach - Zagajewski używał gwoździa, patyka, rurki małego kolanka, niczego więcej. Niektóre detale są trudne do podrobienia, bo zostały zrobione jego charakterystycznymi długimi paznokciami. Charakterystyczna jest biała glina do wykańczania rzeźby. Zagajewski rozrabiał ją własnym moczem, czasem deszczówką, ale nigdy wodą z kranu.

- Zagajewski żył we własnym świecie, czy miał jakąś orientację, co dzieje się na świecie.

- Jego poglądy były dość zabawne. Twierdził na przykład, że w Polsce dzieje się źle, bo państwo drukuje za mało pieniędzy. To znaczy ci u góry drukują sobie do woli, a maluczkim drukować nie chcą.

- Jako jedyny z uczniów został pan "namaszczony" przez mistrza, jako kontynuator jego pracy? Co to w praktyce oznacza?

- Zależałoby mi, żeby pracownia pozostała. Rzeźbiłem w wielu miejscach, ale tylko tam jest klimat, który działa mi na wyobraźnię Nie wiem, jakie będą decyzję.

Chciałbym rzeźbić, znam warsztat Zagajewskiego jak mało kto, potrafię z daleka rozpoznawać falsyfikaty. Jeśli będę mógł pracować przy rzeźbie, nie wyobrażam sobie twórczości w innym stylu. Chcę rzeźbić tak jak uczył mnie On.

Rozmawiał ADAM WILLMA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie