- Zadzwoniła do mnie dziewczyna z PAP, która pracowała tam tak krótko, jak ja w banku BPH. Zapytała czy jestem analitykiem i ile kosztuje dolar w tym dniu. Odpowiedziałem. Po kilku minutach na pasku PAP pokazała się informacja: "dolar kosztuje tyle i tyle, powiedział Marek Zuber, analityk BPH". I tak zaczęła się przygoda z mediami - rozmowa z Markiem Zuberem, znanym polskim ekonomistą i analitykiem rynków finansowych.

- Wiem, że nie lubi pan tego określenia, ale zaryzykuję. Jest pan celebrytą ekonomicznym. Pojawia się pan w mediach na zmianę z Robertem Gwiazdowskim, Andrzejem Sadowskim, Krzysztofem Rybińskim czy Ryszardem Petru. Długa i wyboista była droga na szczyt?
- Nie lubię tego określenia. A początki były prozaiczne. Kilkanaście lat temu zacząłem pracę w billingu banku BPH w Krakowie, skąd pochodzę.

To jest takie miejsce w banku, w którym utrzymuje się płynność finansową i inwestuje nadwyżki. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie dziewczyna z Polskiej Agencji Prasowej, która pracowała tam mniej więcej tyle czasu, co ja w banku. Zapytała czy jestem analitykiem i ile kosztuje dolar w tym dniu. Odpowiedziałem. Po kilku minutach na pasku PAP pokazała się informacja: "dolar kosztuje tyle i tyle, powiedział Marek Zuber, analityk BPH". I tak się zaczęło. Potem zadzwonił ktoś z jednej gazety, później z drugiej. Po kilku miesiącach zaproszono mnie pierwszy raz do telewizji. Wszyscy byli zdziwieni, że potrzebowałem sześciu godzin, aby dojechać. Nie wiedzieli, że centrala banku jest w Krakowie. Potem, gdy przeniosła się do stolicy i ja przeprowadziłem się, więc kontakt z mediami był łatwiejszy. Teraz trzy dni w tygodniu mieszkam w Warszawie i cztery w Krakowie.

Czytaj też: Unia Europejska, dotacje. Będzie na nie mniej pieniędzy! - twierdzi Marek Zuber

- Przez codzienne kontakty z mediami musi być pan przygotowany na każde pytanie i natychmiastową odpowiedź.
- Mam odpowiednie przygotowanie edukacyjne. Jestem absolwentem Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Pomógł mi też kurs matematyki i fizyki podczas kolejnych studiów na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Potem to już była wielka edukacja w BPH. Kilka lat w billingu to nauka wszystkiego, co związane jest z rynkami finansowymi i ich wpływem na gospodarkę.

- Czyli słyszy pan o jakimś wydarzeniu i co dalej? Jakie myśli przechodzą przez głowę? Od razu wiadomo, że za chwilę zadzwoni TVP, TVN, Polsat czy "Gazeta Pomorska".
- Do końca nigdy nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć, zwłaszcza w ostatnich latach. Żyjemy w arcyciekawych czasach w tym sensie, że wiele się dzieje. Jestem cały czas na bieżąco. Często wchodzę do internetu, od jakiegoś czasu mam go też w telefonie. Pomagają również lata praktyki, 12 lat. Potrafię sobie już wyobrazić, co może się stać. Jednak to wcale nie znaczy, że się nie mylę. Bo, gdybym się nie mylił, byłbym Warrenem Buffetem w wieku 35 lat (Buffet to największy inwestor giełdowy na świecie - red.). Ale nawet on zrobił prawdziwe pieniądze dopiero po sześćdziesiątce.

- Był taki moment w zeszłym roku, że frank szwajcarski bardzo podrożał. Wtedy zapytałam pana, ile może kosztować za pół roku. I po kilku miesiącach znalazłam swój stary tekst w internecie. Frank kosztował dokładnie tyle, ile pan przewidział...
- Nawet ślepej kurze trafi się czasami ziarno (śmiech). Jednak przyznam się pani, że, niestety, nie przewidziałem... kryzysu.

- Niemożliwe...
Na pewno nie przewidziałem go w takiej formie, w jakiej wystąpił. Myślałem, że to będzie coś w rodzaju korekty rynków. Czasami też myślałem, że złoty umocni się, a stracił. Można brać pod uwagę różne wydarzenia, ale nikt nie przewidział trzęsienia ziemi w Japonii, Wiosny Ludów w Afryce Północnej i że wpłynie ona na Bliski Wschód i na ceny ropy.

Zobacz: Jak wejść na giełdę? (mp3) - opowiada Marek Zuber

- Którego z polskich ekonomistów ceni i lubi pan najbardziej?
- To profesor Krzysztof Opolski z Uniwersytetu Warszawskiego, mamy wręcz dramatycznie zbieżne poglądy. Myślę, że on mnie też lubi! Z resztą ekonomistów znamy się i bardziej lub mniej lubimy.

- A chociaż opłacalna taka praca ekonomisty?
- Jestem bardzo zadowolony (śmiech). Ponadto współpracuję z różnymi firmami, a konkretnie składam do kupy finansowanie różnych projektów.

- Znowu dzwoni pana komórka, nie przestanie, proszę odebrać...
- Dzwoni TVN.

- Musi pan mieć w tym swoim telefonie mocną baterię.
- Mam wytrzymałą, a ładowarkę zawsze wożę w samochodzie.

- Telefon nie milknie, bo ekonomiczni celebryci są interesujący. Gdy Ryszard Petru przestał być kilka miesięcy temu głównym ekonomistą BPH, wydarzenie komentowano bardziej niż, gdy w Polsce zmieniali się premierzy.
- Stanowiska głównych ekonomistów są kojarzone przez inwestorów i zwykłych Kowalskich, bo występują w telewizji. Gdy zmieniają pracę, robi się o tym głośno.

- Co pan robi w wolnych chwilach, jak pan odreagowuje stres?
- Całe życie uprawiam sport, kiedyś wyczynowo, dziś rekreacyjne, ale też intensywnie. To jest powód, dla którego jeszcze nie zwariowałem. Mam na myśli: siłownię, pływanie, judo, koszykówkę. Moim hobby są też samochody i rajdy.

- Czym pan jeździ?
Od wielu lat jeżdżę japońskimi autami, bo się nie psują.

- Toyota?
- Nie, honda.

- Wiem, że ma pan silne korzenie w naszym regionie.
- Dziadek urodził się w Tucholi, był w AK radiotelegrafistą. Po wojnie wiele lat spędził w więzieniu, to nasza legenda. A, gdyby zebrać czas, jaki spędziłem w Inowrocławiu, wyszłoby pół roku. Kuzynki kończyły LO im. Kasprowicza. Moja ciocia mieszka w Bydgoszczy.

* Marek Zuber był naszym gościem podczas seminarium i gali "Złota Setka Pomorza i Kujaw".

Czytaj też: Ustawa budżetowa na 2011 rok. Prezydent podpisał, jakie czekają nas oszczędności? - mówi Marek Zuber