Ministerstwo Edukacji Naprawianej

Rozmawiała Małgorzata Święchowicz malgorzata.swiechowicz@pomorska.pl
- W naszych szkołach za dużo jest zapamiętywania, a za mało rozumowania,  eksperymentowania - mówi minister Hall
- W naszych szkołach za dużo jest zapamiętywania, a za mało rozumowania, eksperymentowania - mówi minister Hall Fot. Tytus Żmijewski
Rozmowa z Katarzyną Hall minister edukacji narodowej

- Mniej kucia, więcej eksperymentowania. Lekcje przyrody w parku. Dużo zajęć artystycznych. A wuef? Sama przyjemność - uczeń ma robić, to co chce i lubi. Planuje pani fajną szkołę, a tu taki opór! Niektórzy domagają się odwołania pani ze stanowiska.
- (śmiech) Każda zmiana wzbudza niepokój. To naturalne. Wolimy to co jest, nawet jeżeli jest niedoskonałe. Lepiej nam przystać na coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, z czym już zdążyliśmy się oswoić. Wprowadzanie zmian to wyzwanie, zmaganie się, jakaś trudność. Chociaż muszę powiedzieć, że gdy spotykam się z nauczycielami, dyrektorami szkół, samorządowcami i opowiadam im o nowych rozwiązaniach, mam poczucie, że jest klimat porozumienia. Przecież wszystkim nam chodzi o to, żeby szkoły dobrze kształciły.

Proponuję projekt, na razie roboczy, ale ujmujący wszystkie etapy kształcenia. To ogólna wizja. Teraz możemy rozmawiać o szczegółach, zapraszam do dyskusji. Każdy, kto chce może zgłosić uwagi, mieć swój wkład w zmiany. Tego wcześniej nie było.

Uruchomiliśmy specjalny adres www.reformaprogramowa.men.gov.pl - tam są szczegóły projektu i ankieta. W ciągu kilku pierwszych dni materiały z tej strony pobrało ponad 90 tysięcy osób. Aż tylu ludzi weszło na stronę, przeczytało projekt, myśli o zmianach. Mnie to bardzo cieszy, zależało mi, żeby w Polsce rozpocząć dyskusję o tym, jak uczyć. I ta dyskusja właśnie się toczy. Liczę na to, że wypowiedzą się praktycy, podpowiedzą, co dobre, a co niepotrzebne, czym uda się zainteresować ucznia. Nauczyciele najlepiej wiedzą, co uda się wprowadzić.

- Teraz w szkołach lubią mówić, że to się nie uda, tamto się nie uda. Na lekcjach wuefu wciąż jest stały podział na grupy: dziewczynki i chłopcy. Nie dzieli się na tych, którzy chcą skakać w dal, i na tych, którzy chcą grać w koszykówkę. Podobnie jest na lekcjach języków obcych - dzieli się uczniów według płci, a nie zaawansowania. Dzieli się tak, jak jest wygodniej nauczycielom i tak, żeby plan lekcji ładnie się układał.
- Wiele szkół już to podejście zmieniło.

- Ale wiele wciąż tworzy plan lekcji po staremu twierdząc, że inaczej się nie da.
- Da się.
- A lekcje etyki też się da? Do tej pory była jakaś taka ogólna niemoc. Uczniowie mogli wybierać: albo lekcje religii, albo nic.
- Wprowadzimy etykę.
- Kiedy?
- Trzeba najpierw podpowiedzieć szkołom: jak to zrobić. Jak zorganizować dobrze plan lekcji, żeby każdy dostał to, czego oczekuje. Powinniśmy proponować rozwiązania zarówno dla małych szkół, jak i dla dużych. Marzą nam się rozwiązania idealne. Być może takie, których nie uda się wprowadzić od razu. Ale jednak warto do nich dążyć. Warto zacząć zmiany, żeby szkoła trochę lepiej działała, była ciekawsza, bardziej przyjazna. Żeby uczniowie chętniej do niej przychodzili, realizowali w niej swoje pasje. Po to powinna być szkoła.
- Teraz działa, jak taśma produkcyjna - ma wyprodukować wynik. W najnowszym raporcie przygotowanym dla Centralnej Komisji Egzaminacyjnej widać to jasno. Nauczyciele nie tyle nauczają, co trenują uczniów. Mamy testomanię. Na okrągło testy - stare, nowe. Rozwiązywanie zadań na czas. Po to tylko, żeby uczeń nie pomylił się przy zakreślaniu dobrej odpowiedzi i zdobył punkty na egzaminie.
- Coś w tym jest. Jakie mamy testy, takie mamy nauczanie. Z międzynarodowych badań dotyczących edukacji wynika, że w naszych szkołach za dużo jest zapamiętywania, powierzchownej nauki, a za mało rozumowania, dociekania, eksperymentowania. Zależy nam, żeby to poprawić. Zmiany, jakie proponujemy, staraliśmy się zapisać precyzyjnie, tak, żeby było wiadomo, co uczeń powinien osiągnąć w szkole, jakie będą wymagania. Może jeżeli uda się zmienić wymagania na bardziej przyjazne, to i testy egzaminacyjne staną się przyjazne - będą sprawdzały nieco inne umiejętności, niż tylko zdolność zapamiętywania i zakreślania odpowiedzi. A wtedy - nawet, jeżeli nadal będzie nauczanie pod testy - to będzie lepsze nauczanie, niż teraz.
Naprawdę można zmienić sposób kształcenia. Nic jednak nie stanie się nagle. Zaczniemy od szkół podstawowych. Jeżeli uda nam się wprowadzić zmiany programowe w 2009 roku, to do nowego systemu egzaminacyjnego dojdziemy w 2015. Czeka nas parę lat zmieniania edukacji.
- Polacy chcą kształcić dzieci, ale wyraźnie boją się szkoły. Co drugi krytykuje pomysł posyłania sześciolatków do pierwszej klasy.
- Sześcioletnie dzieci już dziś mają obowiązek nauki - jest przecież "zerówka". Rzecz w tym, że jedne dzieci mają "zerówkę" w szkole, drugie w przedszkolu. Później idą do pierwszej klasy i uczą się tego samego, czego uczyły się rok wcześniej. Chodzi o to, żeby siedmiolatek nie musiał już powtarzać tego, co poznał, gdy miał sześć lat. Ale też o to, żeby w szkole czuł się bezpiecznie. To konieczny warunek - pierwszoklasista ma mieć w szkole taką opiekę, jak w przedszkolu. To wymaga nakładów. Staramy się, żeby nie zabrakło na to pieniędzy. Rozmawiamy z samorządami, chcemy dać im czas na przygotowanie się do zmian.
Chcemy też, by na początku rodzice mieli prawo wyboru. Jeżeli mama uzna, że jej dziecko do szkoły jeszcze się nie nadaje, albo że w jej gminie szkoły nie są dobrze przygotowane na przyjęcie sześciolatków - będzie mogła się wstrzymać, posłać dziecko do pierwszej klasy rok później.
- Dla sześciolatków, których rodzice pracują, ma być w szkole specjalna świetlica, czynna także w ferie i w wakacje. Teraz dla nauczycieli w szkołach to dni wolne. Nie zrezygnują z nich tak łatwo, mogą się zbuntować. Bierze to pani pod uwagę?
- Nie jest tak, że teraz w wakacje w szkole nikt nic nie robi. Niektórzy nauczyciele pracują. Poza tym może się okazać, że nie wszystkie szkoły będą musiały być otwarte. Praktyka w przedszkolach pokazuje, że w sezonie urlopowym mniej dzieci przychodzi na zajęcia. Czasami czynne są tylko przedszkola dyżurne. Być może tak samo będzie ze szkołami. Da się to organizacyjnie rozwiązać.
- A jak organizacyjnie rozwiązać nauczanie w liceum? Przez pierwszy rok uczniowie mają być kształceni ogólnie, później wybierać przedmioty zgodnie z zainteresowaniami. Co będzie, jeżeli w jednej szkole wszyscy wybiorą sobie kierunki społeczne (matematyka, geografia, WOS), a nikt kierunków przyrodniczych (biologia, chemia, fizyka). Trzeba będzie zwalniać nauczycieli?
- Można to zorganizować podobnie, jak jest teraz: szkoła ogłaszając nabór poinformuje, ile klas i o jakich profilach otworzy. Uczeń zawczasu sobie wybierze.
- Myślałam, że będzie mógł wybrać profil w trakcie nauki.
- Tak też może być. Szkoła przecież jest dla uczniów, a nie po to tylko, żeby nauczyciele mieli gdzie pracować. Akurat w szkołach ponadgimnazjalnych wszyscy już to dobrze rozumieją - oferta jest coraz szersza, uczeń sobie wybiera to, co mu odpowiada. Nam zależy na tym, żeby szeroka oferta wiązała się z dobrą jakością. Żeby na lekcjach nie trzeba było uczyć powierzchownie, powtarzać tego, co już było w gimnazjum. Chcemy, aby w pierwszej klasie liceum uczeń mógł dokończyć program kształcenia ogólnego, jaki miał w gimnazjum. Później będzie miał więcej czasu na pogłębianie wiedzy z kilku dziedzin akademickich. To go lepiej przygotuje do studiów.
- Wcześniej musi zdać maturę. Dla wszystkich będą egzaminy na jednym poziomie. Dlaczego?
- Teraz na maturze mamy poziom podstawowy, poziom rozszerzony, przedmioty obowiązkowe, dodatkowe, obowiązkowe do wyboru... Tyle opcji, że aż trudno się połapać. Chcemy to uprościć.
Obowiązkowo, na poziomie podstawowym, trzeba będzie zdać język polski, język obcy i matematykę. Od tego będzie zależeć, czy uczeń zdał maturę, czy nie zdał.
Oprócz tego wybierze przynajmniej jeden przedmiot dodatkowy - zależnie od tego, jakie będą wymagania uczelni, na którą będzie chciał się dostać. To wszystko.
- Uczniów czekają zmiany, a nauczycieli? Czy MEN zdobędzie się na to, żeby powiedzieć nauczycielom: powinniście pracować więcej, niż dotąd?
- Bez nauczycieli żadne zmiany w szkołach nie będą możliwe. Bez nich nic się nie uda. Chciałabym, żeby czuli się docenieni. Będziemy rozmawiać ze związkami zawodowymi o dalszym wzroście nauczycielskich wynagrodzeń. Ale też o zakresie obowiązków.
- Koniec z 18-godzinnym pensum?
- Mamy świadomość, że zmiany musiałyby się łączyć z proporcjonalnym wzrostem pensji. Jeżeli ktoś ma więcej pracować, musi więcej zarabiać. To dla mnie oczywiste.
- Nauczycielskie związki raczej nie pozwolą ruszyć pensum. Ale nie zrezygnują z żądania wyższych pensji. Widziała pani stawki, jakie proponują? Nauczyciel dyplomowany, z najdłuższym stażem, miałby zarabiać średnio 6,2 tys. złotych. To realne?
- Mnie szczególnie zależałoby na podniesieniu pensji młodym nauczycielom. Teraz jest zbyt duża dysproporcja w zarobkach. Trudno zachęcić kogoś po studiach do tego, by zdecydował się na pracę w szkole i latami czekał na awans oraz wyższe wynagrodzenie.
Oczywiście znam propozycje związków zawodowych. Jestem otwarta na rozmowy.
- Związkowcy twierdzą, że nie. Mówią nawet, że pani minister "rżnie głupa", czyli udaje, że nie ma problemu. A problem jest: strajk w czasie matur. Dzień już wyznaczony: wtorek, 27 maja.
- To po maturach.
- Po pisemnych, ale zostaną jeszcze ustne.
- Maturzyści mogą czuć się spokojni. Wszyscy będą przeegzaminowani.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie