Nina z Bydgoszczy od kilku lat sprzedaje intymne części garderoby przez internet. Stałych klientów ma nawet w Niemczech i Holandii: - Zdziwiłby się pan, ilu jest takich ludzi. Zwyczajnych, niczym się nie wyróżniających.

Pokaz bielizny na imprezie Playboya, wideo: Agencja TVN/x-news

Czym się pani zajmuje, kiedy nie jest Niną?
Moje życie nie jest szczególnie ciekawe. Pracuję. Jestem zwykłym człowiekiem. Nie zdradzę panu szczegółów. Moim klientom zależy na anonimowości i mnie również.

Jak to się dzieje, że zwykły człowiek wpada na pomysł zarabiania na sprzedaży swojej bielizny?
Kilka lat temu śmiałam się słysząc o takich przypadkach. Nie przyszło mi do głowy, że sama się tym zajmę. Zaczęło się niewinnie. Pracuję w branży związanej z odzieżą i w pewnym momencie zaczęli zgłaszać się do mnie mężczyźni, którzy kupowali damską bieliznę.

Bywa.
Ale zorientowałam się, że oni nie robią zakupów dla swoich partnerek. Kupowali tę bieliznę dla siebie. Tak się zaczęło.

To znaczy?
Zaczęli pytać o moją bieliznę.

Co pani sprzedała na początku?
Majtki i biustonosz.

Nie miała pani obaw, że wyobraźnia tych panów przekroczy granicę? Że dziwactwo przejawiać się może przemocą?
Pewnie, że miałam. Dlatego kolejne kontakty były przez ogłoszenia i blog. Zresztą pomysł na to, żeby zaistnieć w internecie, nie wyszedł ode mnie. Podsunął go jeden z panów. Powiedział, że jestem uczciwa, więc mogłabym dużo na tym zarobić. Spróbowałam.

I...
I okazało się, że amatorów damskiej bielizny jest naprawdę wielu. Zaskoczyło mnie, jak wielu.

W Japonii są automaty z używaną bielizną.
W Polsce by to nie zadziałało. Ludzie są u nas mało tolerancyjni. Ktoś przyłapany na korzystaniu z takiego automatu - byłby spalony życiowo. Poza tym automat to nie to samo. Moi klienci nie chcą bielizny od anonimowej kobiety. Interesuje ich konkretna osoba, lubią mieć z nią kontakt.

Oferuje pani możliwość spotkania?
Tylko przez mail.

To wystarczy?
Musi, choć oczywiście dostaję mnóstwo propozycji spotkań, często panowie proszą mnie o zdjęcia. Nie zgadzam się. Ale w przypadku 2-3 stałych klientów - może...

Kontakt…
Nic tych rzeczy, o których pan myśli. Może spotkamy się na kawie. Nic więcej. Pewnych granic nie przekraczam.

Dalsza część wywiadu na kolejnej stronie >>>