Most za daleko

  • Gazeta Pomorska

Adam Willma adam.willma@pomorska.pl

Koledzy z polityki już pochowali karierę Antoniego Mężydły.
Antek to legenda "Solidarności” i należy mu się tablica pamiątkowa.
 www.antmez.home.pl/gfx/antmez.jpg

Działacz dawnej opozycji: - Antek to legenda "Solidarności" i należy mu się tablica pamiątkowa. I taką tablicę będzie kiedyś miał - na moście albo na dnie Wisły.

Poseł opozycyjny: - To jest niesamowite, żeby facet z takim doświadczeniem wykazał się zupełnym brakiem politycznego wyczucia.
Przyjaciel z czasów nielegalnej drukarni: - To jest cały Antek. On jest przekonany, że ma rację, a jak ma do czegoś przekonanie, to nikt go nie zawróci z drogi.

Równanie Boltzmanna

Spotykamy się w biurze parlamentarnym. Ze ściany spogląda dobrodusznie Lech Kaczyński.
- Skąd ten upór? Ze szkoły. Chodziłem do prowincjonalnej podstawówki, w której poziom był niezbyt wysoki. Gdy byłem do czegoś przekonany, poprawiałem nauczyciela, więc wychowawca często prosił rodziców, aby doprowadzili mnie do porządku - uśmiecha się poseł, a ja dopatruję się w jego rysach, tego nieprzepartego uroku, o którym wspominają wszystkie bez wyjątku kobiety, z którymi rozmawiałem o Antonim Mężydle.

Mówią: "wspaniała słowiańska uroda", albo "kulturalny, szarmancki, ale zdystansowany", albo "rysy ma wschodnie, coś na wschodni sposób tajemniczego w nim jest".
Ale jeszcze o uporze. W liceum wszedł w spór z nauczycielem fizyki. Chodziło o różnice definicyjne pomiędzy potencjałem a napięciem. Spór ciągnął się przez wiele tygodni. Fizyk przynosił akademickie podręczniki, rysował schematy na tablicy, żeby Antka przekonać. A Antek trwał przy swoim. Brak pokory przypłacił czwórką na świadectwie. A przecież w szkole nie miał sobie równych. I miał rację.
Podczas studiów na gdańskiej politechnice (elektronika) znowu zdarzało mu się wyłapywać błędy u wykładowców. Najgłośniejszy spór prowadził na zajęciach z elektrodynamiki klasycznej. Znowu racja leżała po stronie Mężydły: - Zawsze w życiu kieruj się wyłącznie własnym przekonaniem - podał mu rękę wykładowca.

Z historii fizyki zapamiętał Mężydło jeszcze jeden przykład - Boltzmann, autor sławnych równań był podobnym typem charakteru. Gdy jego koncepcje dotyczące chaosu molekularnego zostały wykpione przez środowisko, Boltzmann powiesił się. Mężydło: - Nigdy nie zostałem nauczycielem, bo obawiałem się, że któryś z uczniów udowodni mi błąd.

W gwiazdozbiorze

Już na politechnice włosy zaczęły się Antkowi przerzedzać. W akademiku mieszkał ze Stanisławem Śmiglem. Kto mógł wówczas przypuszczać, że obaj znajdą się kiedyś w tym samym podręczniku historii najnowszej. Śmigiel - niski jąkała, wiecznie z nosem w gazetach, skory do rozmów o polityce. Mężydło - wysoki, wysportowany, lubiący towarzystwo.

KOR-owską ulotkę znalazł Śmigiel. Było na niej nazwisko Bogdana Borusewicza. Śmigiel był przekonany, że Borusewicz to jakiś profesor, bał się, że jego jąkanie potraktuje z podejrzliwością, poprosił więc Mężydłę, aby ten posłużył mu jak wsparcie.
Borusewicz okazał się studentem ostatniego roku KUL-u. Opowiedział chłopakom o wydarzeniach w Radomiu, o "ścieżkach zdrowia" i prześladowaniu robotników. Byli wstrząśnięci, zadeklarowali, że z każdego stypendium oddadzą po 200 złotych.
Była końcówka lat 70., na Wybrzeżu temperatura rosła. Antek rozwoził ulotki w plecaku (pierwsza ulotka w kolekcji Donalda Tuska pochodziła właśnie od Mężydły), sprzedawał masę podziemnej literatury, zaliczył pierwsze aresztowania i wypracował sobie technikę zwiewania przed esbecją. Wtedy poznał Annę Walentynowicz, Lecha Kaczyńskiego, Antoniego Macierewicza, a przede wszystkim Andrzeja Gwiazdę.

Trafił do "gwiazdozbioru". - Gwiazda był dla Antoniego zawsze wyrocznią. I tak jest w pewnym stopniu do dziś. W każdym razie im dłużej Antoni nie widzi się z Gwiazdą, tym łatwiej mi się z nim dogadać - mówi poseł Jan Wyrowiński, kolega z czasów toruńskiej konspiracji.
Już wówczas Mężydło nabrał przekonania, że Wałęsa jest sterowany przez tajne służby. To przekonanie towarzyszy mu do dziś: - Szkoda, że Wałęsa się do tego nie przyznał, to by oczyściło atmosferę - ubolewa. Z Wałęsą spotkał się kilka lat temu w samolocie do Włoch. Pogadali, powspominali dawne czasy. - Ale zdania nie zmieniłem - zastrzega Mężydło.

W czasach pierwszej "Solidarności" Mężydło kierował Ośrodkiem Kultury Społecznej działającym przy związku, organizował prelekcje (głównie Adama Michnika) w zakładach pracy. Był też odpowiedzialny za przygotowanie konferencji o Wolnych Związkach i Solidarności. Zaprosił na nią wszystkie najważniejsze postaci z podziemia, oprócz Wałęsy. Na spotkaniu ludzie pytali, gdzie jest Lech. Borusewicz próbował tłumaczyć, że nie miał czasu przyjechać, ale wówczas wstał Mężydło i powiedział, co myśli o przewodniczącym. Borusewicz do dziś wypomina Mężydle, że tamto wystąpienie ostatecznie poróżniło go z Wałęsą.

W czasie stanu wojennego Mężydło zorganizował spotkanie z Andrzejem Gwiazdą w Toruniu. Gwiazda, z dystansem podchodzący do spraw wiary, zgodził się nawet wziąć udział we mszy. - Starsze kobiety całowały wtedy Gwiazdę w rękę i prosiły, żeby pozdrowił Wałęsę - śmieje się Krystyna Sienkiewicz, dobra znajoma Mężydły z czasów opozycji.

Wierność bez Związku

Po studiach odebrał bilet do wojska. Uznał, że przysięgi na wierność Związkowi Radzieckiemu nie może złożyć, więc skierowano go do okrytej ponurą sławą jednostki w Lublińcu.

- Niewielu ludzi w tamtym czasie miało taka odwagę - mówi Jan Stromidło. - Antoni był urodzonym opozycjonistą i honorowym człowiekiem.
Honor był po ojcu, który pod Lubawą prowadził duże gospodarstwo. Ojciec polityką nie bardzo się interesował, ale nie mógłby spać spokojnie, gdyby musiał z czyjejś łaski korzystać i w takim porządku wychowywał Antka i jego starszego brata.
- Miał też jedną cechę - wspomina poseł. - Naukę cenił sobie wysoko i nie szczędził grosza na studia. Nawet, gdy prosiłem o pieniądze na trzeci fakultet, nie odmówił. Kazał mi dokładnie relacjonować, czym się zajmuję. "Nie rozumiem, o czym mówisz, ale lubię cię słuchać" - uśmiechał się, gdy opowiadałem o niuansach z fizyki. Ale moje kolejne aresztowania przeżywał bardziej niż mama.
Aresztowania były tylko namiastką tego, co miało się stać później - porwanie Mężydły i innych działaczy podziemia stało się jednym z symboli solidarnościowej martyrologii.

- To, że po takich przeżyciach nie wycofał się z konspiracji, świadczy o sile Antka - mówi Krystyna Sienkiewicz.
Po 1989 roku okazało się, że drugi z innych porwanych był współpracownikiem SB.

Nie tylko arbuzy

W stanie wojennym brat Stanisława Śmigla opowiedział Meżydle o arbuzach uprawianych w Holandii. W czasach gospodarczej izolacji o arbuzach można było tylko pomarzyć, więc zapalił się do tego pomysłu, sprowadził nasiona, wysiał w folii. Mężydło: - Ja miałem w życiu dużo szczęścia. Z arbuzami również - tak się złożyło, że lato było bardzo słoneczne, więc z samych arbuzów postawiłem dom w stanie surowym.

Gdy udało się z arbuzami, spróbował rozmnażać leszczynę z zielonych pędów, bo fabrykom cukierniczym brakowało orzechów. Do dziś ta leszczyna rośnie w ogródku u Mężydłów.
Żyli dostatnio, mieli dom, nowy kolorowy telewizor i niezły samochód. Znajomy ściągnął Antoniego do pracy przy torfie w Norwegii. Praca była ciężka, ale zarobki, jak na ówczesny przelicznik, astronomiczne.

Pośród kolegów dzisiejszego posła krąży następująca anegdota z tamtych czasów. Przyjaciel mieszkający w Norwegii był cieszącym się powodzeniem artystą, dzięki niemu gastarbeiterzy z Polski pojawiali się na wytwornych wernisażach. Tu po raz kolejny dał o sobie znać urok Antoniego. - Przyplątała się do niego żona szwedzkiego dyplomaty. Ona była już po kilku drinkach i nie dawała Antoniemu spokoju. W końcu zrobiła się tak nachalna, że skandal wisiał w powietrzu. Skończyło się tak, że to Antoniego wyproszono z bankietu - wspomina jeden z kolegów Mężydły.

Wszystkie kanty Stołu

W ocenie porozumień przy Okrągłym Stole znowu wygrała optyka Gwiazdą: - Uważałem to porozumienie za zbyt daleko idący kompromis. Za zdradę.
Wybory w 1989 roku były częścią tej zdrady. Więc nie głosował. Noc teczek i upadek rządku Jana Olszewskiego w oczach Mężydły potwierdzały jedynie słuszność ocen. Pracował w wydawnictwie Spotkania, które wydało między innymi "Lewy czerwcowy" Jacka Kurskiego, wspomnienia Antoniego Macierewicza i Jana Parysa.

Mężydło: - Dziś widzę, że nie miałem wówczas racji. Przychylam się dziś do poglądu Jarosława Kaczyńskiego, że Okrągły Stół był dobrym pomysłem, należało tylko szybciej wycofać się z porozumień.
Po nastaniu rządów AWS, koledzy z dawnej opozycji przypomnieli sobie o Antonim. Zaoferowano mu do wyboru dwie posady - wysokie stanowisko w Urzędzie Celnym albo kierowanie drukarnią w Gospodarstwie Pomocniczym Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Wybrał Gospodarstwo.

- Chciał być absolutnie czysty, więc niczego nie udało się u niego załatwić - mówi kolega z dawnych czasów. - Ostentacyjnie dawał do zrozumienia starym kumplom, że nie mogą liczyć na jego protekcję. Nie pociągnął do Warszawy ludzi z Torunia. A z drugiej strony potrafił pomóc chłopakom z Warszawy.
Nie całkiem tak. Gospodarstwo Pomocnicze zawsze traktowane było jako deser dla działaczy politycznych drugiej linii, rozdzielany po wygranych wyborach. Tu niemal każdy przychodził z polecenia. Mężydło ściągnął z Torunia dwie osoby. Zwłaszcza jedno z tych nazwisk wzbudziło mieszane uczucia wśród dawnych przyjaciół.

Niektórzy dyskretnie odmawiają wypowiedzi w sprawie pana Iks, inni nie przebierają w słowach: - Dziwna postać. Do opozycji przystał pod koniec lat 80., ale uwielbia pokazywać się w towarzystwie dawnych legend, jest głośny i nachalny, bardzo zabiega, aby figurować w notesach ważnych ludzi jako rezerwowy.
Pracę u Mężydły dostał również Jerzy Kęcik z Bydgoszczy, mąż kuzynki żony Antoniego (niedawno nominowany na przewodniczącego rady nadzorczej publicznego Radia Pomorza i Kujaw).

Polityczną warszawkę rozpaliła inna osoba, która znalazła posadę w wydawnictwie. O panu Igrek mówiło się, że jest protegowanym Jarosława Kaczyńskiego, z którym chodził do jednej klasy w liceum. W Gospodarstwie był obiektem plotek, związanych z rzekomo inną orientacją seksualną. Prawdziwa burza wybuchła jednak po przegranych przez AWS wyborach. Igrek nie zrezygnował z pracy jak wielu jego kolegów (którzy w oparciu o porozumienie stron wzięli spore odprawy), do nowego dyrektora zwrócił się z wnioskiem, w którym wymieniał przymioty łączące go z lewicową władzą.

- Chwalił się działalnością w ZMS i ZSMP, wymienił nawet ORMO - wspomina osoba zatrudniona w tamtym czasie w Gospodarstwie. - Pismo wyciekło z Gospodarstwa i trafiło w ręce braci podczas posiedzenia w większym gronie. Lech stwierdził tylko, że to człowiek jego brata. Jarosław powiedział, że to pismo musi być prowokacją.

Mężydło z sentymentem wspomina prace w Gospodarstwie: - Byłem chyba lubiany. Pokazuje złoty zegarek, który dostał na pamiątkę od pracowników. - To był czas, w którym sporo zainwestowałem w siebie. Zrobiłem wszystkie możliwe kursy, łącznie z kursem asertywności.
Jeden z pracowników Gospodarstwa wspomina to inaczej: - Był straszliwie uparty. Mieliśmy w tamtym czasie duży konflikt o kody kreskowe. Nie miał racji, ale nie ustąpił.

Teleposeł

AWS przepadł w kolejnych wyborach, ale w tym samym czasie wykluł się PiS. Mężydło uległ czarowi Jarosława Kaczyńskiego: - Znałem dobrze Lecha, ale Jarosława dopiero poznawałem. Miał w sobie szlachetność Gwiazdy, ale jednocześnie żyłkę stratega. Gwiazda jest dla mnie autorytetem, ale nie myślę o nim w kategoriach politycznych. Natomiast Kaczyński to urodzony polityk.

Mężydło zgodził się kandydować do Sejmu, na pierwszą pozycję nie mógł jednak liczyć, Jarosław zachował ją dla Romualda Gronkiewicza, kombatanta z czasów PC. Mężydle przypadła druga. W przeciwieństwie do innych kandydatów przywiezionych w teczce (choćby Gosiewski), Gronkiewicz odpadł w wyborach. Załapał się, choć z ostatnim wynikiem w okręgu, Antoni Mężydło.

W Sejmie nie błyszczał, nie dal się poznać jako fachowiec od błyskotliwych ripost. Był posłem oddelegowanym do orki legislacyjnej. W kolejnych wyborach poparcie dla Mężydły wzrosło dwukrotnie. Kilka razy głosował przeciwko wszystkim. Był przeciwnikiem koalicji z Samoobroną, ściągnął na siebie gniew kolegów, gdy wsparł kandydata PO do KRRiTV.

Pochłonęły go zagadnienia telekomunikacji: - To jest trudna i nie lubiana przez posłów tematyka. Gdy jednak człowiek wgryzie się w zagadnienia prawne, rozwiązywanie problemów przypomina zadanie matematyczne, czyli to, co sprawia mi największą przyjemność - ożywia się.

Tygodnik "Polityka" zaliczył Mężydłę do grona najlepszych posłów, a branżowe czasopismo telekomunikacyjne uznało go za "Posła roku". - Każdy poseł inaczej ustawia priorytety - mówi klubowy kolega. - Antoni ma swoją działkę przy tworzeniu prawa, ale w terenowym biurze raczej trudno go zobaczyć.
Tym większe zaskoczenie wzbudziło emocjonalne zaangażowanie posła w sprawę budowy drugiego mostu drogowego w Toruniu. - Pod koniec 2004 roku przyszło do mnie kilka osób z byłym prezydentem Zdzisławem Boćkiem z prośbą o interwencję. Mówili bardzo emocjonalnie, więc sprawę potraktowałem poważnie - wspomina Mężydło. - Zanim wyrobiłem sobie zdanie, przedyskutowałem około 10 godzin z ekspertami i doszedłem do wniosku, że ci ludzie mają rację. Koncepcja forsowana przez samorząd była nie tylko znacznie droższa, ale i nielogiczna. Stara koncepcja usytuowania mostu bliżej centrum jest lepsza i tańsza. Nie można pozwolić, aby publiczne środki były marnotrawione przez wydumane pomysły.

Kaczyński zrozumiał

Prezydent Torunia Michał Zaleski z początku bagatelizował protesty posła, ale gdy ten przekonał wojewodę, aby wstrzymać decyzję lokalizacyjną i żądać dodatkowych ekspertyz, Zaleskiemu puściły nerwy: - Odnoszę wrażenie, że poseł Meżydło zachował konspiracyjny upór, ale w złej sprawie. Pan Mężydło dał się przekonać ludziom emocjonalnie zaangażowanym w sprawę. Jedna z tych osób ma dom położony przy planowanej trasie dojazdowej do mostu, druga zaangażowana była przed laty w opracowywanie koncepcji, którą odrzuciliśmy. Mostu proponowanego przez posła zwyczajnie nie da się dziś wybudować, zresztą torunianie niemal jednogłośnie odrzucili tę koncepcję. A gdyby nawet próbować, to przygotowywanie dokumentacji potrwa kilka lat, o terminie realizacji strach nawet pomyśleć.

Pieniądze z Unii przejdą nam koło nosa, a miasto się zakorkuje.
Niespodziewanie po stronie prezydenta o lewicowych korzeniach stanął ojciec Rydzyk oraz posłanka LPR Anna Sobecka. Mężydłę usiłowali przekonać znajomi posłowie i dawni opozycjoniści: - Nawet żona i syn nalegali, żebym sobie odpuścił ten most, ale kiedy przedstawiłem swoją argumentację nie potrafili odeprzeć moich argumentów.

O moście Mężydło rozmawiał również z premierem Kaczyńskim: - To jest niesłychanie bystra osoba, wystarczyło mu 15 minut, aby zrozumieć w czym rzecz. Porosił, żebym wyrysował mu wszystko na mapce, pomyślał i przyznał mi rację.
- Sprawę mostu Antek traktuje dziś jak niepodległość. Bardzo się zaangażował, rozmawia w Warszawie z ministrem Polaczkiem, potrafi godzinami mówić o badaniach natężenia ruchu. Zrobił się nerwowy przez ten most, nawet samochód prowadzi nerwowo - opowiada kolega z klubu PiS. - Nic dziwnego, w Toruniu nazwisko "Mężydło" już niewielu kojarzy się z porwaniami z lat 80. Dziś kojarzy się głownie z mostem. I to jak najgorzej. Na miejscu Antka nie spoglądałbym w komentarze internetowe.

Prof. Wojciech Polak, zaprzyjaźniony z Antonim Mężydłą uważa, że ten nie mógł postąpić inaczej: - Argumenty Antoniego mnie przekonują, najprawdopodobniej racja leży po jego stronie. Prezydent miasta znakomicie wykorzystał postać posła jako alibi na wypadek, gdyby sprawa budowy upadła. Czy można zarzucać mu, że walczy o sprawę, co do słuszności której jest przekonany?

Poseł Zbigniew Girzyński nie chce angażować się w sprawę mostu: - Oprócz przekonań jest jeszcze skuteczność. Nie twierdzę, że w koncepcji Antoniego nie ma mocnych punktów, ale prawdą jest też, że Antoni nie potrafił swojej koncepcji umiejętnie przedstawić wyborcom. W efekcie, w powszechnym odbiorze jedyną akceptowaną lokalizacją, jest ta samorządowa. Żadna ze stron tego sporu nie jest skłonna do kompromisu, a w demokracji nie da się tak działać w ten sposób.
Zaleskiemu puszczają nerwy, gdy słyszy o kompromisie: - Jak miałoby wyglądać kompromisowe rozwiązanie - poprowadzić most wzdłuż Wisły?

Prawda wyjdzie

Wśród posłów coraz powszechniejsze jest przekonanie, że konflikt o most skutecznie zablokuje budowę. - Kolejka po pieniądze jest długa i każda sytuacja konfliktowa jest dobra, aby cofnąć kandydata na koniec ogonka - mówi Girzyński.
Jan Stromidło: - Wszyscy przyjaciele ostrzegali Antka, że albo most stanie, albo go ten most pochowa jako polityka.
Antoni Mężydło nie składa jednak broni. - Nawet, jeśli polegnę, to trudno, nie raz zdarzało mi się polec.

Po pięciu godzinach żegnamy się w progu biura poselskiego, Lech Kaczyński z plakatu odprowadza nas wzrokiem. Poseł zamyka drzwi, po czym z powrotem wybiega na korytarz. - Wierzę, że prawda w końcu wyjdzie na jaw i zwycięży. Proszę to napisać.
- Ale co to jest prawda? - zastanawia się poseł opozycyjnej partii. - Prawda to jest dworzec we Włoszczowej i lotnisko w Kielcach.

DWA DNI GROZY

Antoni Mężydło został porwany 2 marca 1984 r. na jednej z ulic Torunia. Przewieziono go do ośrodka sportu i rekreacji w pobliskim Okoninie. Przez dwa dni przetrzymywano go w zimnym pomieszczeniu bijąc, polewając wodą i pozorując egzekucję. W ten sposób esbecy próbowali wydostać od niego informacje na temat konspiracyjnej drukarni. Oprawcy próbowali siłą napoić mężczyznę wódką, po czym porzucili go na wysypisku śmieci.

DWA MOSTY

Most Mężydły - miałby być typowym mostem śródmiejskim. Przebiegałby niedaleko mostu kolejowego. Byłby krótszy i tańszy od mostu Zaleskiego (według wyliczeń posła koszt budowy całej arterii zamknąłby się w 400 mln, zdaniem magistratu kosztowałby 557 milionów), spowodowałby natomiast bardziej odczuwalne straty ekologiczne i zwiększyłby nasilenie ruchu w bezpośrednim sąsiedztwiezabytkowej Starówki. (więcej - www.mezydlo.pl) Most Zaleskiego - miałby łączyć w sobie cechy mostu miejskiego i tranzytowego, co - według pomysłodawców jest niezbędne w kontekście powstającej płatnej autostrady. Byłby znacznie oddalony od Starówki, dłuższy i droższy od mostu Mężydły (według tego ostatniego - 600 mln, zdaniem samorządu - 560 mln). Zwolennicy tej przeprawy podkreślają, że taka przeprawa pozwoli na ożywienie innych terenów miasta.

(http://www.torun.pl/portal/dokumenty/most_2.pdf)

Wideo

polecane: "Bez ściemy" o prawnikach

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3