Nie obmacuj naszych córek!

Roman LaudańskiZaktualizowano 
W powiecie mogileńskim zdarzały się rocznie dwa, może trzy gwałty. Bywały i zbiorowe. Ale czegoś takiego nie pamiętają najstarsi policjanci i prokuratorzy.

     Dziewczyna odbywająca praktykę uczniowską w sklepie Waldemara Ż. zgłosiła się na policję i powiedziała: - Właściciel mnie zgwałcił... Przesłuchano dziesięć byłych praktykantek z tego sklepu. Pięć z nich obciążyło 48-letniego Waldemara Ż. Prokuratura postawiła mu sześć zarzutów: od usiłowania gwałtu do wykorzystania seksualnego na zasadzie podległości służbowej. Grozi za to od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności.
     Mówię mu: "Nie!"
     
Senna wieś. Miejscowi tylko czasem podnoszą głowy na widok samochodów jadących do letniskowego Przyjezierza. Sklep, w którym dziewczyny odbywały praktyki, nie różni się od tysięcy innych wiejskich sklepów - typowe mydło i powidło. Połączony jest z mieszkaniem państwa Ż.
     - To było 22 lipca - opowiada Iwona (imiona wszystkich dziewczyn zostały zmienione) - Pan Waldek kazał mi iść do domu i zmyć naczynia. Jak pani - czyli żona pana Waldka wyjeżdżała, to zawsze zmywałyśmy naczynia i sprzątałyśmy w domu. Inne, byłe praktykantki uzupełniają: trzeba było jeździć razem z panem po towar do hurtowni, myć samochód i pracować w ogrodzie.
     - Zmywałam, gdy podszedł od tyłu, uniósł mi bluzkę i zaczął mnie obmacywać - mówi Iwona. Siedzi spięta, wpatrzona w jeden punkt. - Mówię mu: "Nie!", a on do mnie: "wytrzyj ręce". W końcu wydarł się na mnie: "wytrzesz czy nie!". Wziął mnie wpół i zaczął się do mnie dobierać. Cały czas mówiłam: "nie, nie chcę!". Posadził mnie na stole i zgwałcił. Później przepraszał, że nie mógł się powstrzymać. Wróciłam do sklepu. Koleżanka, z którą miałam razem praktyki, popatrzyła na mnie i zapytała co się stało? A ja nic. Nie docierało do mnie, że pan mógł zrobić coś takiego. Wydawało się jej, że krzyczała, ale nie pamięta krzyku.
     Opowiada, że po tygodniu znowu zaciągnął ją do graciarni w podwórku. - Zaniósł mnie tam, za cycki łapał - mówi monotonnym głosem. Tym razem koleżanka musiała się czegoś domyślać. Zadzwoniła, że niby klient wszedł do sklepu. Puścił ją.
     Wróciła do domu i napisała list do matki, że nie wie, jak jej to powiedzieć, ale pan Ż. ją zgwałcił. - To było jak list pożegnalny - wtrąca Gosia, starsza siostra Iwony. Matka przeczytała i od razu zadzwoniła na policję. - Jestem mężatką drugi raz - mówi matka. - Pierwszy mąż usiłował córkę molestować, zboczeniec jeden. Dostał półtora roku więzienia.
     Trzy lata temu Gosia miała podobne doświadczenia z panem Ż. co siostra - Pojechałam z nim razem po towar do Gniezna. Zatrzymał się przy tirówkach - wyjaśnia. - Powiedział "zobaczymy, czy jakaś podejdzie?" i położył rękę na moim udzie. Powiedziałam: "nie!" Ruszył do następnej przecinki, wjechał do lasu. Wysadził mnie, wsadzał łapy pod koszulkę i ciągnął na tył samochodu. Rozpłakałam się i prosiłam, żeby mnie zostawił w spokoju. Ochłonął, coś tłumaczył, że nie mógł się opanować. Małgorzata nie miała wtedy 18 lat.
     Nikt mu nie podskoczy
     
- A Gosia powiedziała o tym Iwonie, a nie mnie - denerwuje się matka. Dodaje, że jedna z matek wykrzyczała kiedyś właścicielowi: "Niech pan nie obmacuje naszych córek!". - A on od razu, że dziewczyny nie nadają się do niczego, że nic nie potrafią!
     W szkole, w której uczyły się dwie dziewczyny przypominają, że to właśnie pan Waldek przywoził matki na zebrania klasowe. Osobiście. I żadna się nie skarżyła.
     - Jak któraś za wolno wydawała resztę, a on stał przy nas, to deptał po palcach. Bywało, że i przy klientach potrafił na nas krzyczeć - twierdzą. Dodają, że sklepikarz był pewny siebie: - Zawsze mówił, że ma pieniądze, znajomości i nikt mu nie podskoczy. Twierdzą, że właściciel został już ukarany, bo siedzi w areszcie. - A dodatkową karą będzie to, że już nigdy żadnej dziewczyny nie zatrudni.
     - Podałam go do sądu, żeby innym dziewczynom tego nie zrobił - podkreśla Iwona.
     Siostry twierdzą, że małżeństwo Ż. przyjeżdżało do nich i prosiło, by Iwona nie wnosiła sprawy przeciwko właścicielowi. - Pani obiecywała, że wszystko będzie załatwione i zapłacone. Jak wniosłam sprawę, to zostałam zwolniona, ponieważ samowolnie opuściłam miejsce pracy.
     Pedagog jest kobietą
     
W Zespole Szkół Zawodowych w Strzelnie cała sprawa budzi zdumienie. Waldemara Ż. określają tu mianem jednego z niewielu handlowców tak sumienie interesujących się praktykantami. - Przyjeżdżał do szkoły, sprawdzał, jak się dziewczyny uczą - przypomina Michał Piotrowicz, były wychowawca Iwony i Kaśki. Nie da też powiedzieć złego słowa na byłe uczennice.
     - Nie rozumiem tylko, dlaczego przez dwa lata dziewczyny nie powiedziały mi ani słowa o tym, że coś się dzieje na praktykach? - nauczyciel ma o to żal do byłych uczennic. - Jeśli nie chciały rozmawiać na ten temat z mężczyznami - dyrektorem, ze mną czy opiekunem praktyk, to przecież pedagog szkolny jest kobietą! No i dlaczego wszystko wychodzi na jaw dopiero po zakończeniu szkoły?
     Pytam, czy uczennice nie zachowywały się prowokująco. - Absolutnie. Ubrane skromnie, ale schludnie.
     Zemsta dziewczyn?
     
Teraz sklep prowadzi żona Waldemara Ż. - Jak się jest z kimś przez dwadzieścia pięć lat, to można go poznać, prawda? - stwierdza raczej niż pyta żona. Nie wierzy w winę męża. - Przecież to ja byłam z dziewczynami codziennie - mówi. - Gdyby wspomniały choć jednym słowem o czymkolwiek, to zareagowałabym. _Pyta, czy to nie dziwne, że starsza siostra, niby molestowana, nie ostrzegła młodszej przed praktyką w tym samym sklepie? Sugeruje, że sprawa z dziewczynami ma drugie dno. Gdy pytam, czy wie, za co praktykantki mogłyby się mścić na jej mężu - sugeruje, że może miały powód. - Dlaczego jedna z nich został zwolniona przed rokiem? - pyta. Dodaje: - Dzień po tym niby gwałcie Iwonę widziano na meczu piłkarskim. Roześmianą. Tak zachowuje się zgwałcona dziewczyna?
     Bezpieczna szkoła
     
Piotr Cieślik, dyrektor szkoły zapewnia, że żadna dziewczyna nie została zwolniona. Owszem, jedna się przeniosła. - _To bezpieczna szkoła
- podkreśla. Wyjaśnia, że od handlowców, u których młodzież odbywa praktyki, wymaga się tylko przygotowania pedagogicznego i papierów mistrza. A pracodawcom opłaca się zatrudnianie praktykantów, bo urzędy skarbowe zwracają im później koszty szkolenia praktycznego. - Przedsiębiorcy pytają, czy nie mamy wolnych uczniów, to chyba musi im się opłacać, prawda? - śmieje się dyrektor. Poważnieje, gdy pytam, czy zmywanie, sprzątanie, mycie samochodu i kopanie ogródka właściciela należą do obowiązków praktykantek? - Zakres obowiązków podany jest w umowie o pracę.
     Na terenie szkoły ktoś mi jeszcze szepnie, że o pracodawcach wykorzystujących młodzież podczas praktyk wiedzą wszyscy. Na przykład uczniów nie wolno zatrudniać na nocki, a pracują nocami, bo komu się poskarżą? Kierownikowi praktyk guzik do tego. Dzieciaki mogą ewentualnie odwoływać się do inspekcji pracy. Tylko ona może skontrolować i ukarać pracodawcę.
     Dobry człowiek
     
Ta sama wieś. Monika praktykowała w sklepie pana Ż. przez trzy lata - To bardzo dobry człowiek - wspomina sklepikarza. - Bywało, że łapał dziewczyny, gdzie nie trzeba, ale może to robił przypadkiem? I za każdym razem przepraszał. A jak coś zrobiłyśmy źle, to krzyczał - przyznaje.
     Kilka domów dalej mieszka Kasia, która praktykowała tam przez rok, a później przeniosła się do innego sklepu. - Chciał się na mnie zemścić za to, że odeszłam do innego sklepu. Nabawiłam się tam nerwicy. Dziewczyny płakały, z nerwów obgryzały paznokcie do krwi.
     Ja bym go zabiła
     
Opowiada, że Iwona jest typem dziewczyny, która nie potrafi się bronić. W sytuacji zagrożenia - drętwieje. - Stałam z nią kiedyś pod sklepem. Zobaczyłam, że jedzie w naszą stronę rozpędzona ciężarówka. A ona nic. Stoi blada i zdrętwiała. Złapałam ją i odciągnęłam. Przed tym wszystkim była taka jak ja, a teraz schudła ze dwadzieścia kilogramów. A jeszcze powiem, że ja na jej miejscu, to bym go zabiła, gdyby próbował mi to zrobić. Jestem straszny nerwus, na lekach jestem przez niego - Kasia ma zacięty wyraz twarzy. - Sama słyszałam, jak proponował dziewczynom, że da wolne lub sto złotych, jak któraś rozbierze się i zatańczy na sklepowej ladzie.
     Katarzyna stała akurat na krześle i zawieszała coś u góry. Ubrana w czarną spódnicę, buty i rajstopy, bo żałobę miała po babci. - On leciał z podwórka po gwoździe i włożył mi rękę pod spódnicę. Porządnie, to nie był przypadek. Nie mogłam zareagować, bo właśnie wszedł klient i musiałam go obsłużyć, a on po prostu uciekł ze sklepu.
     Kaśka twierdzi, że w podobnej sytuacji sklepikarz złapał za piersi inną dziewczynę - Dominikę. - Zawieszała ozdoby, a on ją od tyłu złapał i zaczął się głupio śmiać. "Co pan robi!" - zawołała. "A co, na żartach się nie znasz?" - odpowiedział.
     Mszczą się na nim
     
Dominika, którą rzekomo sklepikarz miał również molestować zupełnie tego nie pamięta. - Wobec mnie był w porządku, jak wuj. Nigdy bym mu się nie dała dotknąć. Raz, jak się pomyliłam, to mnie uderzył, ale to nie było nic takiego, takie tam - macha lekceważąco ręką. Dominika nie wierzy w winę właściciela. Uważa, że dziewczyny skończyły szkołę i mszczą się. - Może Iwona poszła z nim za coś? Zapłacił jej, a teraz chce go wsypać? Ona dziwna taka, raz mówiła, że po tym gwałcie dziewictwo straciła, a innym razem, że wcześniej kochała się już z chłopakami.
     Po chwili przyznaje jednak, że i ją właściciel obmacywał. Powiedziała o tym mamie, a mama panu Ż. przy żonie o tym wygarnęła i przestał. - Widziałam też, jak uszczypnął Iwonę, a ona, głupia, śmiała się z tego. I niby co on w niej widział? Piękniejszych wcześniej nie było? Były. A Iwona to ani do szkoły, ani na praktyki nie lubiła chodzić. Kombinowała tylko. A panu zależało na tym, żeby Iwona zawodówkę skończyła, żeby jej ze szkoły nie wyrzucali.
     Waldemar Ż. został aresztowany na dwa miesiące. Odwołał się od tej decyzji. Nie przyznaje się do winy.
     roman.laudanski@gazetapomorska.pl

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3