Nie zgaszę światła

Rozmawiała JOLANTA ZIELAZNAZaktualizowano 
Kierowana przez prof. Jerzego Sułka (na zdjęciu) Fundacja  Polsko-Niemieckie Pojednanie została powołana 16  października 1991 r. w wyniku umowy między rządem RP i  RFN. Na mocy tej umowy rząd niemiecki przekazał 500 mln  marek na pomoc szczególnie poszkodowanym polskim  ofiarom prześladowań nazistowskich.  Obecnie FPNP zatrudnia 165 osób. W szczytowym okresie  (2001 r.) zatrudniała ponad 350 osób i kilkadziesiąt na  zlecenie. W tym roku zatrudnienie ma się zmniejszyć o 25  proc.
Kierowana przez prof. Jerzego Sułka (na zdjęciu) Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie została powołana 16 października 1991 r. w wyniku umowy między rządem RP i RFN. Na mocy tej umowy rząd niemiecki przekazał 500 mln marek na pomoc szczególnie poszkodowanym polskim ofiarom prześladowań nazistowskich. Obecnie FPNP zatrudnia 165 osób. W szczytowym okresie (2001 r.) zatrudniała ponad 350 osób i kilkadziesiąt na zlecenie. W tym roku zatrudnienie ma się zmniejszyć o 25 proc.
Rozmowa z prof. JERZYM SUŁKIEM, prezesem zarządu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie

     - Niebawem Fundacja wypłaci ostatnie odszkodowania, przez jakiś czas pewnie będą trwały rozliczenia, a potem co? Ktoś zgasi światło i przekręci klucz w drzwiach?
     
- Takie ryzyko było jeszcze rok temu. Część polityków uważała, że jak Fundacja wypełni misję pod tytułem "wypłata świadczeń dla byłych robotników niewolniczych i przymusowych" to powinna się rozwiązać.
     Ale środowisko ofiar nazizmu myślało inaczej. Rada Fundacji, Rada Konsultacyjna, Polska Unia Ofiar Nazizmu ustawicznie sygnalizowały, że nie wolno nam się rozwiązać, że powinniśmy podjąć się innego zadania. Chodzi o pomoc humanitarno-socjalną i medyczną dla ofiar nazizmu w Polsce, nie tylko dla beneficjentów Fundacji. Środowisku, dla którego pracujemy, jest to bardzo potrzebne. To są ludzie w podeszłym wieku (komputer wyliczył na 1 stycznia średnią 78 lat), schorowani, w dużej mierze w trudnej sytuacji materialnej i życiowej. Część osób jest już samotna. Borykają się na co dzień z trudnymi problemami. A opieka socjalno-medyczna dla nich jest na zaledwie średnim poziomie.
     Fundacja zna to środowisko i, co najważniejsze, mamy pewne środki finansowe, wygospodarowane w poprzednich latach. Nie zgasimy więc światła, a zajmiemy się inną działalnością.
     - Co to znaczy "wygospodarowane"? Niemiecki fundusz przeznaczony jest na wypłaty odszkodowań dla robotników przymusowych. A i on niebawem się wyczerpie.
     
- Po pierwsze, mamy środki własne. I powiedzmy od razu, że nie są to dotacje z budżetu państwa, bo nigdy, od żadnego rządu nie dostaliśmy wsparcia.
     Od początku lat 90., jak istnieje Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie, mamy tylko środki własne, odsetki od odsetek z funduszy, jakie wypłacaliśmy w poprzednich latach. Przypomnę krótko, że był to pierwszy fundusz 500 mln marek, fundusz austriacki, szwajcarski, tzw. Londyńskiego Złota, z którego płaciliśmy dzieciom zatrudnionym w miejscu zamieszkania.
     Jakieś kwoty zostają, bo nie wszyscy pieniądze odebrali, poza tym od przekazanych funduszy urosły odsetki. Zanim je wypłaciliśmy poszkodowanym, urosły już odsetki od odsetek.
     Jakiś czas temu zaś okazało się, że Austriackiemu Funduszowi Pojednania zostanie około 100 mln euro. Podpowiadaliśmy im wtedy i naciskaliśmy, by pieniądze te przeznaczyli na pomoc humanitarno-socjalno-medyczną dla byłych robotników przymusowych w Austrii. Polskiej fundacji przydzielono 6,6 0mln euro i wnioski już można składać.
     - Z niemieckiego funduszu też zostaną niewykorzystane pieniądze?
     
- My akurat swój plafon z fundacji federalnej wydamy najprawdopodobniej w 100 procentach. Ale jakieś pieniądze zostaną, bo nie wszystkie są odbierane. 3 do 4 procent osób się nie zgłasza. Wysyłamy zawiadomienia raz, drugi i trzeci, szukamy przez organizację, do której należał, a tam też o człowieku dziś nic nie wiadomo, albo organizacji już nie ma.
     - Upomną się o to spadkobiercy.
     
- Różnie to bywa. Jak ktoś nie zdążył odebrać drugiej raty, wynoszącej tylko 25 proc. kwoty, a jest kilku spadkobierców, to często wypada na jednego po kilkadziesiąt złotych. Czasem rezygnują z tych pieniędzy, bo trzeba trochę zachodu, zanim je otrzymają.
     I właśnie pieniądze pozbierane z tych wszystkich źródeł, o których mówiłem, chcielibyśmy przeznaczyć na pomoc humanitarną dla ofiar niemieckich prześladowań. Będzie to możliwe prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie roku, bo do połowy będziemy wypłacać ostatnią, resztkową transzę.
     - Jaka kwota na pomoc humanitarną z niemieckiego funduszu może wchodzić w grę?
     
- Trudno w tej chwili powiedzieć. Pewnie w połowie roku będziemy wiedzieli, czy to jest kilkanaście, czy może nawet kilkadziesiąt milionów złotych.
     - A nie można tych pieniędzy przeznaczyć albo dla osób, które złożyły wnioski po terminie, albo dla poszkodowanych nie objętych niemiecką ustawą? Przecież jest ich niemało.
     
- No właśnie, 19 stycznia Kuratorium fundacji federalnej zdecydowało: środki wolne i niepobrane przechodzą na pomoc humanitarną socjalno-medyczną. Właśnie w ten sposób chcielibyśmy uregulować pewne zaszłości.
     Jedne to właśnie spóźnione wnioski. Ustawowy termin był do 31 grudnia 2001 roku. Dziś mogę powiedzieć, że w praktyce dzięki przychylności strony niemieckiej rozpatrzyliśmy także wnioski z 2002 roku.
     - Późniejsze też były?
     
- Nawet w tym roku jeszcze wpływają! Od 2003 roku jest to 4-5 tysięcy wniosków. Osobiście uważam, że powinniśmy zrobić wszystko, żeby również te spóźnione wnioski móc załatwić. Już nie tak, jak przewiduje ustawa, bo nie ma tylu pieniędzy, ale wykonać choćby jakiś gest. Pod koniec marca w Warszawie spotkają się wszystkie organizacje partnerskie i chcemy porozmawiać z Niemcami o wypłacie symbolicznych świadczeń dla spóźnionych wnioskodawców.
     - A inne grupy poszkodowanych?
     
- Bolesną dla nas sprawą są spóźnione odpowiedzi z Arolsen, z Międzynarodowego Centrum Poszukiwań. Wielu zainteresowanych zgłosiło się tam późno, już po terminie złożenia wniosku, teraz dostają odpowiedzi, zgłaszają się z dokumentami potwierdzającymi represje i co mamy zrobić?
     Trzecia ważna dla nas sprawa to "inne miejsca uwięzienia". Kolejne organizacje partnerskie odkrywają takie miejsca, one trafiają na listę zaakceptowana przez Fundację Federalną. Nasi wnioskodawcy też tam byli, siedzieli w więzieniu, pracowali przymusowo. Powinniśmy uznać ich wnioski, które wcześniej musieliśmy załatwić odmownie. A od listopada 2003 roku nie wolno nam otwierać żadnych nowych spraw.
     To są najważniejsze, ale nie wszystkie problemy.
     - Rozumiem, że pomoc socjalna miałaby objąć poszkodowanych, których pominęła niemiecka ustawa odszkodowawcza?
     
- Uznaliśmy, że z tego rodzaju pomocą musimy dotrzeć do naszych beneficjentów, ale również do tych ofiar nazizmu, które z różnych przyczyn nie są beneficjentami Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.
     Trudność jest tylko taka, że za każdym razem zarząd musi mieć zgodę Rady Fundacji, Rady Konsultacyjnej, a tam interesy bardzo różnie się rozkładają. Każda organizacja broni swoich członków. W grudniu 2003, na przykład, chcieliśmy wypłacić po tysiąc złotych osobom pracującym w Baudienstach. Tak samo, jak dzieciom zatrudnionym w miejscu zamieszkania. Wtedy nasz pomysł nie zyskał akceptacji. Ale spróbujemy jeszcze raz.
     - Czy Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie rozliczy się z wypłat świadczeń robotnikom przymusowym i opublikuje to?
     
- Jak najbardziej. W lutym zaczęło się rozliczenie plafonu polskiego z Niemcami. To jest porównywanie bazy danych, zapisów księgowych, załatwianie różnego rodzaju formalności najpierw między fundacjami: polską a federalną, później między rządami. Ostatecznie to rząd polski rozliczy plafon z rządem niemieckim. Stwierdzi, czy dostaliśmy pieniądze, które nam się należały oraz, czy fundacja wypłaciła tym, którym powinna. To będzie prawdopodobnie nota dyplomatyczna, może jakieś wspólne oświadczenie oficjalne.
     Rozliczenie będzie opublikowane, ale nie z listą nazwisk, bo jest ich prawie pół miliona plus ponad dwieście tysięcy spadkobierców.
     

polecane: FLESZ: Smartfon zamiast kas fiskalnych.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3