Nikt się z tym nie pogodził

Jolanta ZielaznaZaktualizowano 
Najpierw zapanowała ogromna, porażająca cisza, a potem wielki szloch.

     Na ten pogrzeb wszyscy chcieli jechać z Wadowicami. Ksiądz proboszcz Jakub Gil się oganiał: - Przecież nie mogę brać odpowiedzialności za tyle autokarów!
     W poniedziałek, jak skończył odprawiać południową mszę świętą, dziennikarze stali do niego w kolejce. Radio francuskie, telewizja włoska, kanadyjska, polska, prasa. Jeden chce go mieć na tle świątyni, drugi przed magistratem.
     Na placu Jana Pawła II przed bazyliką Ofiarowania Najświętszej Marii Panny gęsto od wozów transmisyjnych telewizji polskich i zagranicznych. Kable, mikrofony, statywy pod kamery, talerze satelitarne. Ksiądz prałat, siostry nazaretanki, młodzież zapalająca znicze, a przede wszystkim mieszkańcy wychodzący z kościoła - każdy w każdej chwili może być poproszony o rozmowę. Wadowiczanie całą tę krzątaninę dziennikarzy obserwują ze stoickim spokojem. Raz, że przywykli, dwa, że są jeszcze ogłuszeni tą smutną wiadomością. Od sobotniego wieczora nie mogą się pozbierać. Nie kryją łez. Jak ponad 26 lat temu, w październiku 1978 roku przyszli do kościoła cieszyć się i płakać z radości, tak teraz przychodzą i mówią, że nie mogą usiedzieć w domu z tym smutkiem.
     Prałat Jakub Gil (- W seminarium mówiło się Kuba - wspominał papież) cierpliwie odpowiada na pytania dziennikarzy. W sobotę wieczorem akurat odprawiał mszę świętą, gdy przyszła wiadomość, że Ojciec Święty zmarł. - Tak mi się zrobiło, jakby ktoś mnie mocno uderzył, jakby wielka wewnętrzna rana. Karta historii się zamknęła. W kościele najpierw zapanowała ogromna, porażająca cisza, a potem wielki szloch.
     Więc proboszcz i wikariusze są już zmęczeni, bo to dla nich dni wielkiej pracy. Od piątku rana nieustannie modlą się w kościele. - Fala ludzi zalewa świątynię, potrzebują przewodnika. Tyle komunii świętych to nie pamiętam, żebyśmy rozdali.
     Poniedziałek jest taki ciepły, słoneczny. Dobrze palą się znicze, które co rusz ktoś dostawia przed pamiątkowymi tablicami. Do księgi kondolencyjnej kolejka nieustannie liczy kilkadziesiąt osób. - Klęczeliśmy podczas apelu, jeszcze dzwony nie biły, ktoś powiedział, że papież zmarł. Później rozdzwoniły się dzwony i był wielki płacz - Elżbieta Woźniak przyszła się pomodlić, bo nie można inaczej.
     - Mój kolega, prezes GS, chodził z Karolem Wojtyłą do gimnazjum - wspomina Józef Elżbieciak. - Opowiadał, że jak tylko Karol miał wolną chwilę, brał różaniec i paciorki mówił. Podśmiewaliśmy się z niego, a teraz popatrz: ja jestem tylko prezesem, a on papieżem w Rzymie. _Józef Elżbieciak, kombatant AK ma 80 lat i pod koniec rozmowy zaczyna mu się łamać głos.
     Kogo nie spytać, każdy ma jakieś wspomnienie związane z papieżem. Wielu go pamięta, jak odwiedzał rodzinne miasto. No i oni w Watykanie też go odwiedzali.
- Zawsze będę miał przed oczami młodego - mówi ksiądz prałat GiI. - Nie widzę go schorowanego, niechodzącego, starego. Widzę, jak uśmiecha się kpiarsko, widzę tego, który pyta: A Kuba? Jak tam Kuba? Pozdrówcie mi Kubę.
     Wadowice łkały i szlochały w sobotę wieczorem przez noc, w niedzielę. W poniedziałek trzeba było wrócić do pracy, choć łzy ciągle płyną. W niemal każdym oknie wystawowym uśmiechnięty Jan Paweł II, kwiaty, flagi i czerń przecinająca biało-żółte papieskie flagi. Urząd Miasta czynny, sklepy pootwierane, w szkołach były lekcje. Ale chyba na pół gwizdka, bo w południe w mieście pełno młodzieży. Na parkingach trudno o miejsce, samochody z różnych regionów kraju. Wielu kierowców anteny przewiązało czarną wstążką.
     Rzecznik magistratu Stanisław Kotarba nie ma czasu na rozmowy z dziennikarzami. Pani burmistrz też nie, są zajęci wewnętrznymi ustaleniami. Po południu już było wiadomo: delegacja na pogrzeb zawiezie papieżowi do Rzymu ziemię z Wadowic. Czy uda się ją włożyć do krypty, zostawić, żeby była z nim? Tego nikt nie wie.
- On cały czas jakby był pośród nas. Wadowice i Ojciec Święty to jedna całość.
     
- Tłumy to tu były w niedzielę. Dziś jest jedna dziesiąta tego - mówi Barbara Leń. Na tyłach bazyliki prowadzą z mężem Maciejem rodzinny interes - sklepik z kremówkami. Nie, nie mówią, że to są papieskie. Ich są wiedeńskie. Wadowiczanie zabrali je Ojcu Świętemu na ostatnie z nim spotkanie w marcu, gdy już leżał w klinice Gemelli.
     
- Nikt się z tym nie pogodził - Barbarze Leń płyną łzy. Pamięta ostatnią pielgrzymkę, z czerwca 1999 roku. - _Biedny, był taki chory! Widziałam, jak szedł, tak nogami pociągał. Myślałam: Boże, żeby doszedł. A potem, jak schodził po tej rozmowie z nami, to jakby nowy duch w niego wstąpił.
     Kto już pomodli się w bazylice (ciągle pełna, ciągle słychać szepty i westchnienia), idzie obok, do rodzinnego domu Wojtyłów, zamienionego na muzeum. Przed tablicą z jednej strony jeszcze więcej zniczy niż przed kościołem, młodzi ludzie opierają o ścianę żółte róże. Bo żółty to kolor papieża. - Każdy wadowiczanin czuje w sercu, że go brakuje - mówi gimnazjalistka Ola Handzlik. Z koleżanką Olą Pietrzak i Sylwią Łądką przyszły się pomodlić.
     Jedni klęczą, inni stoją. Szczupły mężczyzna o pociągłej twarzy trzyma w ręku francuską flagę przewiązaną kirem. Odzywa się po francusku i zaraz przechodzi na polski. - Dla mnie Ojciec Święty zostanie ciągle uśmiechnięty, witający tysiące rodaków w każdym miejscu jego pobytu. Takim go zapamiętam. Na pewno nie będę miał przed oczami tej postaci z Sali Klementyńskiej, po śmierci. Jarosław okazuje się Polakiem. Mieszka na Śląsku, urodził się w Bydgoszczy, w latach 80. wyjechał do Francji. Wcześniej nigdy do Wadowic nie przyjeżdżał, ale teraz nie mógł zrobić inaczej.
     Przed tablicą z drugiej strony, przy wejściu, fotografują się przyjezdni. Michael Schmeja, po polsku Michał Szmeja przyjechał tu z żoną Austriaczką i jej francuskimi przyjaciółmi. 70 lat temu był Polakiem, urodził się w Bielsku. Od dawna mieszka w Austrii, po polsku już nie mówi. Chciał pokazać żonie i przyjaciołom miejsca związane z Ojcem Świętym. - Już miesiąc temu, 10 marca, zaplanowaliśmy, że 4 kwietnia będziemy w Wadowicach - pokazuje wydrukowany plan kilkudniowej podróży. Nikt się nie spodziewał, że właśnie tego dnia do miasteczka u stóp Beskidu Małego, z takiego smutnego powodu przyjedzie tyle ludzi.
     Do rodzinnego domu papieża zaglądają ludzie. Siostra nazaretanka pilnuje kierunku zwiedzania i tego, by na buty zakładać filcowe kapcie. Jest poniedziałek, muzeum powinno być zamknięte, a jeśli już jest otwarte to są właśnie godziny przerwy w zwiedzaniu, ale dziś nic tu nie jest zgodnie z porządkiem.
     W niedzielę było około 2800 odwiedzających. - A pochwaliła się siostra, że czasami bywa trzy albo i pięć tysięcy ludzi? - pyta Janusz Jędrygas, przewodnik beskidzki po Szlaku Papieskim, redaktor naczelny kwartalnika turystycznego "W górach". Jest też przewodnikiem po mieście, ale w tych dniach nikomu nie w głowie zwiedzanie. Bazylika, muzeum, kremówki w którejś cukierni (niemal wszędzie "papieskie", oczywiście) - to cała trasa. Z boku zostaje klasztor karmelitów na Górce, kościół św. Piotra. - A szkoda. To też miejsca związane z Ojcem Świętym i jest tam co oglądać.
     Annę Siłkowską w poniedziałkowe przedpołudnie przepytali już dziennikarze szwajcarscy i belgijscy. Siostra w pracy i cały ciężar opowiadania spadł na nią. To właśnie jej ojca, Zbyszka Siłkowskiego, swojego szkolnego kolegę, i ich dom, wspominał papież na wadowickim rynku. - Pytali mnie, co łączyło mojego tatusia i papieża. Nie potrafię powiedzieć inaczej, jak to, że był to dom, w którym rodzina nasza zawsze serdecznie go witała. W mieszkaniu zachowały się meble i styl sprzed lat. Dlatego Anna może dziś z dumą pokazać stół i powiedzieć: - Tu młody ksiądz Wojtyła zjadł obiad po mszy prymicyjnej. Jej wtedy, w listopadzie 1946 roku, jeszcze nie było na świecie. Później wielokrotnie jeszcze bywał w ich domu. Choćby na chwilę, jak tylko czas pozwolił.
     Ksiądz prałat Gil: - My już doświadczamy, że Ojciec Święty daje znaki, jak bardzo kocha Wadowice. 13 marca z okna kliniki _Gemelli, słyszeliśmy jego ostatnie pozdrowienie: Witam Wadowice. Myślę, że wtedy, jak mówił "Amen", to szepnął także: błogosławię Wadowice.**_

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3