Nuty ożywione

Rozmawiali Alicja Polewska i Marek K. Jankowiak
"Gram, to co chcę i nie gram tego, czego nie chcę."
"Gram, to co chcę i nie gram tego, czego nie chcę." Fot. Wojciech Wieszok
Rozmowa VIP-a z prof. Jerzym Godziszewskim - pianistą, pierwszym doktorem honoris causa Bydgoskiej Akademii Muzycznej.

- Czym można sprawić panu przyjemność?
- Oj, bardzo lubię, gdy jest ciepło. I lato. No, oczywiście informacją o tym, że dostaję tytuł doktora honoris causa - też. To wielka satysfakcja.

- Wysłuchał pan laudacji, teraz już wiadomo za co ten pierwszy w swojej historii tytuł Akademia Muzyczna panu przyznała. A pan - jak zwykle - miał wątpliwości, czy to co robi na co dzień od lat, to dużo czy mało?
- Miałem. Bo takie wątpliwości ma chyba każdy artysta. Poza tym - takie zaszczyty przez wiele lat dosięgały zazwyczaj twórców, kompozytorów. My, wykonawcy - zawsze jesteśmy tylko wykwalifikowanymi służącymi, którzy potrzebni są do ożywienia nut i dzieła twórcy. I zawsze towarzyszy nam dylemat - jak to odtworzyć? W nutach mamy jakiś zapis - wysokość dźwięku, zarys frazy, dynamika. Dziś można to wszystko "wrzucić" do komputera i on ten zapis odtworzy. Ale czy tylko o to chodzi? Jest przecież jeszcze wyobraźnia. Ale ona uzależniona jest też od wielu rzeczy. Czy mamy pewność, że instrument dziś zrobiony "na stary" zagra tak samo, jak prawdziwy instrument z określonej epoki? Chopin gdy tworzył, nie mógł sobie wyobrazić tego, jak zabrzmi dziś fortepian marki Steinway. Czy ja mogę być pewien, że gram dobrze Chopina czy Szymanowskie go? Nie. Bo przecież przedstawiam tylko własne wyobrażenie tego, co oni stworzyli. A teraz - jest jeszcze pytanie czy publiczność chce słuchać tego, co ja gram? Same wątpliwości.

- Co pan wygrał w tym swoim muzycznym życiu?
- No, na pewno... dość spory repertuar. Bo jeśli idzie o nagrody, to konkursów raczej nie lubiłem. Właściwie wziąłem udział tylko w Konkursie Chopinowskim i tam nawet udało mi się znaleźć w grupie laureatów. Dostałem wyróżnienie i nagrodę specjalną, ufundowaną przez Witolda Małcużyńskiego. I to właściwie wszystko. Bo czas był taki, że zaproszenia na koncerty, które mogłyby być pokłosiem udziału w renomowanym konkursie, i tak trafiały, zamiast do artystów, do szuflad urzędników. I z wyjazdów nic nie było. Trzeba było samemu sobie radzić. Chodzić własnymi drogami. Potem jeszcze raz chyba pojechałem na jakiś konkurs do Włoch, ale sam zrezygnowałem z gry w kolejnym etapie.

- W środowisku artystycznym mówi się tak: Godziszewski? Skromny, rzetelny. Jest zawsze trochę jakby pod prąd. Ale to naprawdę jest ktoś!
- Cieszy mnie taka opinia i mam nadzieję, że po tym honorowym tytule wrogów mi nie przybędzie... A z tym prądem, to chyba jest tak, że każdy artysta poszukuje i wybiera to, co dla niego najlepsze. Ja stosuję w życiu taką zasadę - jeśli nie możesz się z jakąś muzyką zaprzyjaźnić czy zżyć, to zostaw ją innym. Ale, oczywiście charakter muzyki można określić tylko wtedy, gdy się ją poznało. A więc artysta powinien potrafić zagrać wszystko. A wybierać to, co go inspiruje. Chopina grają wszyscy. I ja naprawdę wolę posłuchać, jak robią to młodzi. Na przykład Rafał Blechacz. Moje zamiłowania muzyczne skierowałem w stronę Karola Szymanowskiego, bo bardzo mi odpowiada klimat tej twórczości. No i jestem tu zaledwie jednym z paru, którzy go grają i jedynym, który może się pochwalić takim dorobkiem, jak nagrania wszystkich jego dzieł fortepianowych na czterech płytach CD. Martwię się tylko wtedy, gdy mnie ktoś pyta, gdzie te nagrania można znaleźć? Bo szczerze mówiąc... nie wiem.

- A jest pan muzykiem spełnionym?
- Jednoznacznie trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Powiem tak: gram, to co chcę i nie gram tego, czego nie chcę. Mam więc komfort wyboru, a to dla artysty jest rzecz ważna. Może nawet najważniejsza?

- W takim razie czyje utwory gra pan najchętniej?
- O Szymanowskim już mówiliśmy. Jako jeden z paru też gram chętnie utwory Messianea. Za rok przypada jego setna rocznica urodzin, może też uda mi się zostawić po sobie jakiś ślad w jego muzyce. Dalej - na pewno jest Ravel, Debussy, potem Prokofiew, Bartok.

- A muzyka współczesna?
- To zależy, co nazwiemy muzyką współczesną. Niestety, fortepian był w tej muzyce przez kompozytorów pomijany. Poza tym, taka muzyka, to często uporządkowane hasła. Można zapisać jeden wzór na cały utwór. A my chyba nie jesteśmy jeszcze przygotowani do odbioru takiego porządku? Poza tym - gramy dla ludzi, a oni lubią słuchać utworów, które znają.

- Ma pan jeszcze jakąś wymarzoną salę koncertową w Europie, w której dotąd nie zagrał?
- W tych największych i najwspanialszych, nie grywałem. I teraz już o żądnej nie marzę, bo nawet gdyby takie propozycje się posypały, to i tak wszędzie już bym nie zdążył...

- Co pana wkurza na co dzień?
- Sporo rzeczy. No, na przykład sytuacja, w której student przychodzi nieprzygotowany na lekcję i jest przekonany, że z tego powodu właściwie nic się nie stało...

- ... i jak pan wówczas reaguje? Wali pan pięścią w stół czy biurko?
- Nie lubię robić awantur. Naprawdę, rzadko się do tego zmuszam. Raczej reaguję spokojnie i rzeczowo, ale stanowczo. Mówię na przykład: idź i poćwicz solidnie, nie zabieraj mojego czasu.

- Gama, to podstawa dla każdego muzyka. Uporządkujmy więc podstawowe dźwięki na pana prywatnej pięciolinii. Bardzo lubię...
- ... Ciepło. W każdej postaci. I spacer po lesie lub po górach. Ale wyłącznie tam, gdzie jest pusto. Gdzie nie ma ludzi.

- Nie cierpię...
- ... zimy i mrozu.

- Boję się...
- ... na pewno starości. Nie lubię też nadmiernego hałasu. Może dlatego nigdy nie zabiegałem o samochód?

- Chciałbym mieć...
- ... pierwsze skojarzenie, które mi przychodzi do głowy, to święty spokój.

- Chciałbym pojechać...
- ... do Brazylii i Nowej Zelandii. Może też do południowej Afryki? Ale nie tylko wielkie miasta chciałbym tam zobaczyć.

- Chętnie wracam myślami do...
- ... Włoch. I to nie tylko myślami. Trochę tam bywałem. Duże wrażenie zrobił na mnie Neapol. I Capri, które zobaczyłem dzięki temu, że zrezygnowałem z gry w kolejnym etapie jednego z konkursów. Na pewno też duże wrażenie robi Vancouver , w Kanadzie. Niesamowite widoki, jedno z piękniejszych miejsc na świecie.

- Choćby nie wiem co, zawsze znajdę czas na...
- ... na to, na co wbrew najróżniejszym przeciwnościom, ten czas chcę mieć.

- Zarobione pieniądze najchętniej wydaję na ...
- ... najchętniej na płyty.

- Ma pan ich dużo w domowej kolekcji?
- Nie wiem ile. To na pewno liczba trzycyfrowa. I przyznam, że wciąż trudno jest mi znaleźć czas na to, żeby tego wszystkiego ze spokojem posłuchać.

- Jak najlepiej odreagowuje pan stres?
- Na pewno nie szukam towarzystwa. Skupiam myśli.

- Jak pan się czuje w kuchni?
- Potrafię gotować. I niech to wystarczy.

- Co pana drażni w Bydgoszczy?
- Czasem - nieskładne projekty i pomysły, które się w mieście realizuje. Na przykład - ten mostek z rur, za Operą Nova. Wszędzie, ale nie tam. To nieporozumienie. Drażnią mnie też niektóre pomysły w Myślęcinku. Jarmark się tam zrobił.

- A za co pan to miasto lubi?
- Za architekturę. Także - za niektóre dzielnice. Bielawki bardzo lubię, centrum muzyczne w śródmieściu - ono naprawdę jest unikalne w skali kraju. Tu ukłon w stronę Andrzeja Szwalbego, który naprawdę potrafił sporo wycisnąć od urzędników.

- Postawiłby pan w życiu wszystko na jedną kartę?
- Jeśli nawet, to dlaczego wszystko?

- Które cechy u kobiety ceni pan najbardziej?
- Nie lubię osób roztrzepanych. I to niezależnie od płci. Lubię kobiety myślące.

- A gdyby tylko oczy miały wybierać?
- Chyba w zależności od sytuacji - zwracam uwagę na ogólną sylwetkę, często także na wyraz twarzy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie