Ohydztwa, które kazali nam jeść w dzieciństwie. Pamiętacie?

red.Zaktualizowano 
Każdy z nas czuł ulgę, kiedy mama mówiła: "mięsko zjedz, ziemniaczki zostaw". Problem zaczynał się jednak wtedy, kiedy tym "mięskiem" były... smażona mortadela albo wątróbka z cebulką. Takich żywieniowych koszmarów w naszym dzieciństwie było znacznie więcej. Zapraszamy was w podróż do przeszłości, dzięki której na pewno docenicie to, co obecnie macie w lodówce!

Zupa owocowa, rozpaćkany szpinak, rozgotowana marchew z groszkiem albo... gorzka brukselka. To nasze typy do kandydatów najgorszych ohydztw, jakie kazano nam jeść w dzieciństwie. Jednak na tym lista się nie kończy.

Koniecznie kliknijcie w "zobacz galerię" i przekonajcie się, które potrawy i napoje zasłużyły na ten niechlubny tytuł:

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura

Zobacz także:

Instagram kontra rzeczywistość. Tak oszukują nas internetowe...

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Ohydztwa, które kazali nam jeść w dzieciństwie. Pamiętacie? - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 75

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
antyjewrokolchoznik
6 września, 9:48, Dyziek:

Do dziś jem te rzeczy a mam 66 lat, ale jak się nie ma pojęcia o gotowaniu to i wodę się przypali, autor tego artykułu jest chyba smakoszem chińskich zupek żarcia z typu fast-food- smacznego.

Ten kochanek fast-foodow, konoser chinskich zupek jest globalizatorem, oczernia Polske i wypowiada sie za wszystkich Polakow.

60 LATEK

"AŁTOR" !!!

Pogięło Cię...?

"Zapraszamy was w podróż do przeszłości, dzięki której na pewno docenicie to, co obecnie macie w lodówce!"

Zapomniałeś na końcu dodać:

MATERIAŁ SPONSOROWANY

G
Gość
10 września, 18:59, wroclauer:

Ohydztwem jakie pamiętam z tamtego okresu był tran. Ale wtedy na wspomaganie walki z krzywicą, to raczej był jedyny środek.

Co reszty, to "ałtora" poniosło. Każda z wymienionych potraw jest bardzo dobra, jeżeli umie się ją przyrządzić. Jestem pewny, że np.: dzisiejsza mortadela nie umywa się do tej z PRL-u. Dzisiaj pewnie , jak to mówiła moja babcia, jest zmielony pies z budą ;-)))

To nie mówiła Twoja babcia tylko Twój dziadek Franc Maurer (Boguś Linda) w filmie Psy...

w
wroclauer

Ohydztwem jakie pamiętam z tamtego okresu był tran. Ale wtedy na wspomaganie walki z krzywicą, to raczej był jedyny środek.

Co reszty, to "ałtora" poniosło. Każda z wymienionych potraw jest bardzo dobra, jeżeli umie się ją przyrządzić. Jestem pewny, że np.: dzisiejsza mortadela nie umywa się do tej z PRL-u. Dzisiaj pewnie , jak to mówiła moja babcia, jest zmielony pies z budą ;-)))

g
grzeg

... smażona mortadela albo wątróbka z cebulką

Lubiłem i lubię! Ac swoją drogą, marniutki ten dziennikarski materiał.

h
henrk

Mam 63 lata i mam całkowicie odmienne zdanie od autora który nie wiem dlaczego wypowiada się w imieniu innych a nie swoim. Pochodzę z Pomorza Zachodniego więc nasz jadłospis w domu był jeszcze urozmaicony morskimi rybami za którymi wtedy nie przepadałem. To co było obrzydliwe w PRL-u to śmierzący olej rzepakowy i śledzie z beczki.

Jednak kto z młodych zna smak ikry, mleczu czy rybiej wątróbki ?

Chleb,nabiał, mieso, wędliny /tylko w naturalnych osłonkach/. Były jeszcze wyroby garmażeryjne, pasztetowa,wątrobianka, metka, pasztety, tatary, śledź po japońsku, cynaderki, płucka. Nie było wtedy w domach lodówek , wiec wszysto musiało być świeże. Do smażenia i duszenia używano tylko smalcu i słoniny. Nikomu nie przeszkadała pajda świeżego chleba z masłem posypanym cukrem,szczypiorkiem, obłożona pomidorem czy posmarowaną domowym smalczykiem z cebulką.

Czytając post 'dziecka PRL-u' , byłem przerażony, ale to wspomnienia z lat 4o,50 u.w. Mogę wypowiadać się o latach 60u.w.. Czytając te powojenne wspomnienia ,strach pomyśleć, co jadły dzieci robotników w II RP i okupacji. Nie zgodzę sie też z tym ,że w tamtym okresie lepiej się żyło na wsi. Tam było dopiero ubóstwo i to do lat 70. Wokół mojego miasteczka mieszkali biedacy z wielodzietnych rodzin z kieleckiego, krakowskiego,, lubelskiego, przesiedleńcy z Białorusi , Ukrainy i ci z akcji ' Wisła' ta przybyła ze wschodu szlachta polska była bardzo,bardzo zacofana. Przybywali pod przewodnictwem swoich proboszczów i cywilizacja i kultura zachodnia była im wymysłem szatana. Biedni ludzie.

To jak w domu się jadło, bardzo zależało od zaradności i zdolnościach kulinarnych rodziców. Zawsze chleb w moim domu był świętością, wyrzucenie go do śmieci było nie do pomyślenia.

Marzy mi się bułka z masłem i pyszną mortadelą z PRL-u, nie zamieniłbym jej nigdy na kanapkę z Mac-Donada .

D
Dyziek

Do dziś jem te rzeczy a mam 66 lat, ale jak się nie ma pojęcia o gotowaniu to i wodę się przypali, autor tego artykułu jest chyba smakoszem chińskich zupek żarcia z typu fast-food- smacznego.

G
Gość

Przepraszam bardzo ale Syrop z cebuli jest dobry na przeziębienie i moja babcia robiła mi owy syrop gdy byłam przeziębiona , a teraz ja sama go robie.

Kogiel mogiel jest przepysznym rozwiązaniem gdy nie ma nie słodkiego w domu.

Szpinak ? Marchewka z groszkiem serio ? To nie ohyda ale pyszny dodatek do obiadu.

P.S - Pan redaktor chyba ma coś z głową że wypisuje takie brednie albo mu jeść nie dawali w domu

G
Gość
31 sierpnia, 08:56, Gość:

Drogi redaktorze...NIE lane ciasto, ale lane kluski...i były i są PYSZNE. TERAZ ja robię je dla mojej 7 letniej córci, która iwielbia zypkę mleczną lub pomidorową właśnie z kluskami lanymi lub kładzionymi a nie makaronem. Wątrubka robiona przez moją Mamę była wspaniała, warzywa NIGDY NIE BYŁY ROZGOTOWANE w naszym domu, a kogel mogel uwielbiałam, ale dodawaliśmy kakao do niego. Myślę, że zależy, jak kto gotował we własnym domu. U mnie było pysznie 😜. Pan/i redaktor pewnie ma złe doświadczenia 😉

W Krakowie lane ciasto :)

G
Gość
31 sierpnia, 8:56, Gość:

Drogi redaktorze...NIE lane ciasto, ale lane kluski...i były i są PYSZNE. TERAZ ja robię je dla mojej 7 letniej córci, która iwielbia zypkę mleczną lub pomidorową właśnie z kluskami lanymi lub kładzionymi a nie makaronem. Wątrubka robiona przez moją Mamę była wspaniała, warzywa NIGDY NIE BYŁY ROZGOTOWANE w naszym domu, a kogel mogel uwielbiałam, ale dodawaliśmy kakao do niego. Myślę, że zależy, jak kto gotował we własnym domu. U mnie było pysznie 😜. Pan/i redaktor pewnie ma złe doświadczenia 😉

Wątróbka zupkę uwielbia przepraszam za błędy i autokorektę

G
Gość

Drogi redaktorze...NIE lane ciasto, ale lane kluski...i były i są PYSZNE. TERAZ ja robię je dla mojej 7 letniej córci, która iwielbia zypkę mleczną lub pomidorową właśnie z kluskami lanymi lub kładzionymi a nie makaronem. Wątrubka robiona przez moją Mamę była wspaniała, warzywa NIGDY NIE BYŁY ROZGOTOWANE w naszym domu, a kogel mogel uwielbiałam, ale dodawaliśmy kakao do niego. Myślę, że zależy, jak kto gotował we własnym domu. U mnie było pysznie 😜. Pan/i redaktor pewnie ma złe doświadczenia 😉

K
Kuchoż
2019-08-22T07:01:18 02:00, dziecko z PRL-u:

ROBOTNIK zarabial za komuny marnie i musial placic za mieszkanie komunalne w pozydowskiej kamienicy z kranem na klatce schodowej i wychodkiem w oficynie na balkonie. Za mieszkanie nie placil chlop na wsi bo mial swoj dom.

U nas w miescie to tak dobrze bylo z wyzywieniem ; Na sniadanie kawa zbozowa z cukrem bez mleka (kawa uzywana do 3-ciego parzenia) chleb z margaryna mleczna albo z marmolada z bloku, NIGDY RAZEM !!. Drugiego sniadania do szkoly - nie bylo. Wracaj zaraz ze szkoly jak jestes glodny. O tak sie slyszalo. Na obiad w pierwszym dniu zupa ziemniaczana, w drugim dniu byla kartoflanka, a na trzeci dzien kompot ze ziemniakow. W czwartym dniu byla juz zupa ziemniaczana z powrotem bo juz jej dawno nie bylo. Na drugie danie bywalo :grysik z cynamonem, kukurydzianka, ziemniaki i mizeria, kopytka, kluski z chudym twarogiem, nalesniki z marmolada, lazanki z kapusta i tak co dzien na zmiane, a raz w tygodniu wyzerka !! KOTLET MIELONY. Na kolacje kawa zbozowa (do 3 parzen) z mlekiem , a wiec bez cukru i chleb jak my to nazywalismy z kielbasa. Pieklo sie kromke chleba na blasze i jak juz byla szorstka bralo sie zabek czosnku i pocieralo na wierzchu tak zeby pachnialo i posypywalo sola. Brat stal obok i pilnowal zeby i jemu tez ten zabek czosnku wystarczyl. TYLKO JEDNA KROMKA, bo bochenek chleba musi starczyc dla wszystkich i jeszcze musi byc na sniadanie.O takie bylo moje zycie w KOMUNIZMIE !!!! Ja smaku masla to wcale nie znalem !! Jakas pomoc z Unry? Puste pudelka po paczkach z napisem "Dar narodu Amerykanskiego dla narodu Polskiego" - NIE DLA HANDLU LUB WYMIANY to widzialem tylko na smietniku za Kasynem Milicyjnym na Kraszewskiego !!

Chlop na wsi mial gospodarstwo z ktorego zbieral plony i dzieci chlopskie jadly RARYTASY jak mleko, sery, jajka, kury, kielbasy swojskie, owoce ze swoich sadow i plody z pol, ktorych zadne dziecko w miescie nawet nie widzialo. Cebula czy jablka nie rosna na betonie, a z kranu w miescie to najwyzej mozna sie bylo napic chlorowanej wody, a nie mleka. We wtorek i piatek okolo poludnia szlo sie na rynek i z kupy odpadow w rogu na rynku gdzie baby wyrzucaly stare i niesprzedane produkty wybieralo sie jeszcze zdatne do jedzenia nadgnite jablka, marchewki i inne owoce i jarzyny. Okroilo sie to co zepsute a reszte sie jadlo ze smakiem. O takie bylo nasze dziecinstwo za czasow Bierutowo-Gomulkowskich w miescie.

Dobrze pamietam swoje dziecinstwo i bede jeszcze dlugo to pamietal.

Cos takiego jak alkohol u nas w domu NIE ISTNIALO !

Cos tu sie niektorym w glowach pomieszalo.

22 sierpnia, 9:15, Gość:

Na wsi jadano rarytasy? Jesteś skończonym... szkoda na ciebie strzępić palców. Już sposób w jaki piszesz pokazuje, z kim mamy do czynienia.

W porównaniu do tego co było w mieście jakieś 30 lat temu to na wsi były rarytasy bo każdy miał swoją hodowlę, o to chodzi autorowi komentarza, a jeżeli tego nie rozumiesz to widocznie milionkrotnie przetworzone żarcie to Twój świat a smak prawdziwego produktu bez wzmacniacza smaku jest Ci obcy.

j
jaju

Oczywiście lepszy hamburger, frytki ociekające tłuszczem, żelki lub inne fastfoody-paskudy!!! Większość z tych dań jem do dzisiaj, a moje dzieci nie tolerowały tylko wątróbki, marchewki z groszkiem i czosnku z mlekiem, a i to też w różnym stopniu. Mleko prosto od krowy piłem (razem z młodszą córcią) jeszcze parę lat temu na wyjeździe wakacyjnym!

G
Gość
21 sierpnia, 10:28, Gość:

Podejrzewam, że autor jest neofitą-weganem.

podejrzewawam że autor wkręca czytelników

E
Elka
26 sierpnia, 13:04, Łasuch:

Mleko od krowy, zupa mleczna i salceson w ohydztwach? Zbrodnia!

Nie ma nic lepszego, niż mleko, po które szło się o 6 rano z metalowym kubkiem, bo babcia akurat doiła krowy.

Zupa mleczna? Bajkowa, zwłaszcza z ryżem, makaronem, czy wszelkiego typu płatkami. Jedynie mleko lepiej prosto z kartonu, albo swieżo cedzone od krowy, żeby się korzuch nie zrobił.

A salceson, to kwestia gustu, ale taki ciemny na ozorkach na pewno nie jest na mięsie niskiej jakości.

Super powiedziane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3