Opowiem zapomnianą historię sportu

Andrzej Bartniak
Henryk Sarnecki ma w swoim archiwum wiele unikalnych zdjęć
Henryk Sarnecki ma w swoim archiwum wiele unikalnych zdjęć
"115 lat sportu w Świeciu" - tak brzmi roboczy tytuł książki, nad którą Henryk Sarnecki pracuje już od kilkunastu lat. Publikacja jest o tyle niezwykła, że nikt wcześniej nie odważył się tak skrupulatnie opisać dziejów miejscowych klubów i związanych z nimi ludźmi.

Jeśli wszystko pójdzie dobrze, publikacja ukaże się w przyszłym roku. Wiele zależy od tego czy uda się znaleźć pieniądze na jej druk. Potrzeba minimum 20 tys. zł. Marzeniem byłby dodatek w postaci płyty DVD z archiwalnymi filmami od lat 60. do 90.
Pomysł zrodził się w 1996 roku podczas obchodów stulecia sportu w Świeciu. - Odnowiłem wtedy kontakty ze znaczącymi sportowcami lat 50. i 60., których nazwiska dziś mało kto zna - mówi Sarnecki, mający na swoim koncie sporo osiągnięć w lekkiej atletyce. Jego wyniki w biegu na 100 i 300 metrów wciąż robią wrażenie. - Pomyślałem, że takich jak oni, zapomnianych idoli, jest więcej.
To było impulsem do rozpoczęcia zbierania informacji o życiu sportowym od lat 50. do współczesności. Część materiałów była gotowa. Wymagała tylko usystematyzowania. Sarnecki jako fotograf od połowy lat 60. dokumentował życie miasta i jego mieszkańców. Później dał się poznać także jako piszący. Większość wycinków swoich tekstów na szczęście zachował. Pomocne okazały się także Biblioteka Publiczna, Izba Regionalna oraz archiwa w Toruniu i Bydgoszczy. Jednak sednem będą relacje trenerów, działaczy, prezesów. - To są setki rozmów podczas, których starałem się znaleźć odpowiedzi na wiele pytań - tłumaczy autor. - Na przykład dlaczego na otwarciu stadionu Wdy w lipcu 1971 nie było prezesa klubu?

Jest tego więcej

W trakcie kronikarskich dociekań Sarnecki natrafiał na coraz to nowe informacje. Znaczna ich część dotyczyła okresu przedwojennego. To skłoniło go do tego, aby poszerzyć okres swoich zainteresować do roku 1895. - Działały wtedy trzy klubu stawiające sobie za cel krzewienie kultury fizycznej, z których najważniejszy był "Sokół" - wyjaśnia autor. - W tamtym czasie sport dawał Polakom jedną z niewielu szans na organizowanie się, co z kolei sprzyjało budowaniu postaw patriotycznych.
Nie tylko sportowcy tacy jak: Henryk Wolski, Henryk Lewandowski, Leon Radtke czy Franciszek Wesołowski, idole lat 50 i 60. znajdą się na kartach książki. Sarnecki poświęca sporo uwagi także działaczom i sympatykom takim jak chociażby Kazimierz Eckstein i Ludwik Stindtman, twórcy niezwykłego projektu kompleksu sportowego, jaki miał powstać w sąsiedztwie zamku. - Obok boisk do piłki nożnej, siatkówki i koszykówki widzieli tam także pływalnię a nawet niewielkie lotnisko - wyjaśnia historyk-amator. - To były śmiałe i ambitne plany, które pokrzyżowała biurokracja i wojna. Jedyne co udało się zrobić to boisko, które przetrwało do dziś.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie