4/10 Zamknij

Antoni PiechniczekNie dość, że dwa razy wprowadził Polskę do mistrzostw świata, to jeszcze dwukrotnie wyszedł z nią z grupy, a raz sięgnął po medal.

Lucyna Nenow / Polska Press

Poprzednie Następne
Przeglądaj również za pomocą strzałek na klawiaturze Poprzednie Następne

Antoni Piechniczek

Nie dość, że dwa razy wprowadził Polskę do mistrzostw świata, to jeszcze dwukrotnie wyszedł z nią z grupy, a raz sięgnął po medal. Jego następcy o takim bilansie mogą tylko pomarzyć. W dodatku dokonał tego w mrocznych dla kraju czasach - latach 80. poprzedniego stulecia. W Hiszpanii przeżywał trudne chwile po 0:0 z Włochami i Kamerunem. Krytyka (czyli ówczesny hejt) już buzowała, ale Biało--Czerwoni skontrowali ją, wygrywając 5:1 z Peru. A potem były epickie mecze z Belgią (3:0, po hat-tricku Zbigniewa Bońka), 0:0 z ZSRR (taniec Włodzimierza Smolarka w narożniku), 0:2 z Włochami oraz 3:2 o trzecie miejsce z Francją.

Cztery lata później po 0:0 z Maroko, 1:0 z Portugalią i 0:3 z Anglią (ach ten Lineker...) w 1/8 wpadliśmy na Brazylią. 0:4 nie oddaje tamtych emocji i drżenia poprzeczki po strzale Jana Karasia.

Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Wróć do artykułu

Najnowsze wiadomości

reklama

Polecamy