Portugalczycy nie zarobią na "Średnicówce"

Tekst i fot. Maryla Rzeszut
Smutną minę ma Jose Alexio z portugalskiej  MSF, bo na budowie w Grudziądzu jego firma nie  zarobi. Obok - tłumaczka Agata Adamska
Smutną minę ma Jose Alexio z portugalskiej MSF, bo na budowie w Grudziądzu jego firma nie zarobi. Obok - tłumaczka Agata Adamska
Nie dotarł wczoraj nikt z poznańskiej "Jedynki", by podpisać aneks do kontraktu na budowę "Trasy Średnicowej".

Inwestycję prowadzą sami Portugalczycy z MSF-DGA. Rondo przy ul. Paderewskiego obiecali skończyć w grudniu.

Musi być podpisany aneks do kontraktu, że "Trasę Średnicową" w Grudziądzu dokończą dwie firmy portugalskie, gdyż "Jedynka"... opuściła plac budowy.

Rondo przed "gwiazdką"

- Mimo że poznaniacy potwierdzali zgodę na aneks i go podpiszą, nikt nie przyjechał - martwił się wczoraj wiceprezydent Marek Sikora - niemniej budowa jest kontynuowana przez MSF-DGA i mamy obietnicę, że do końca maja 2008 r na pewno będzie skończona. Do końca czerwca musimy tę inwestycje rozliczyć. Uzgodniliśmy, że jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia gotowe będzie rondo przy ul. Paderewskiego i Kwidzyńskiej oraz połączenie Drogi Łąkowej z Lotniczą.

Odejście "Jedynki", jednego z członków konsorcjum to sprawa poważna i niesie finansowe skutki. Miasto nie chce w wyniku opóźnień stracić unijnego dofinansowania, a Portugalczycy dobrej marki. Jeśli bowiem nie wykonają trasy, przez trzy lata nie mają co liczyć w Polsce na otrzymanie kontraktu w ramach zamówień publicznych. Już wiadomo, że Portugalczycy na tej budowie nie zarobią. Władze miejskie ostrzegają, że jeśli budowa się załamie, sądownie dochodzić będą odszkodowania za stracone pieniądze z UE.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Opisywana sprawa budynku przy ul Rejtana to stek bzdur. ponieważ miasto już na początku lat dziewięćdziesiątych
wiedziało że będzie przebiegać przez tereny trasa obwodowa co wynikało brakiem zgody na rozbudowę warsztatów
a konkretnie spawalni. Fakt drugi w trakcie sprzedaży głównego budynku przy ul Rejtana została obniżona cena
nieruchomości ponieważ kupujący dostarczył planowany przebieg obwodnicy z Urzedu Miasta. Trzecia sprawa to nieuregulowany
sprawy formalno-prawne uniemożliwiały w trakcie likwidacji sprzedaż opisanej nieruchomości. Miasto mogło powyższą nieruchomość
przejąć nieodpłatnie gdyby było tym zainteresowane, już sam fakt niepłaconego przez tak długi okres żle świadczy o służbach
odpowiedzialnych za wnoszenie opłat od nieruchomości i gruntu.

z poważaniem obserwator
G
Gość
jednak ktoś zarobił

Drugi cud nad Wisłą (w Grudziądzu)
Były doradca prezydenta Grudziądza kupił bez przetargu komunalną parcelę. Już po paru miesiącach sprzedał ją 6 razy drożej.

Na dawnej parceli biznesmena biegnie dziś trasa w centrum Grudziądza. Otwarto ją w miniony poniedziałek. (Fot. Autor)

Mimowolnym sprawcą tego ekonomicznego cudu stał się były wicewojewoda toruński Zbigniew Muchliński, który w 1991 roku zlikwidował Wojewódzki Zakład Usług Wodnych. Tonąca w długach firma obsługiwała gminne wodociągi. Miał ją zastąpić utworzony z inicjatywy Muchlińskiego Związek Komunalny Gmin Województwa Toruńskiego. Do 1992 roku przystąpiło do niego 20 samorządów. Szefem związku i zarządu został ówczesny wójt Książek - Jerzy Polcyn. Jako wiano gminy otrzymały od wojewody cały majątek byłego zakładu.

Pomysł okazał się niewypałem. Związek powołał własny zakład z siedzibą w Grudziądzu. Działał jednak tak nieudolnie, że już po dwóch latach trzeba było podjąć decyzję o jego likwidacji. Majątek wyprzedano, a pieniądze poszły na spłatę długów. Po 1995 roku związek istniał jedynie na papierze, ale nie wiadomo dlaczego ta fikcja ciągnie się aż do dziś.

Przychodzi biznesmen do wójta
W 1996 roku z posiadłości podarowanych związkowi przez wojewodę ostała się tylko nieruchomość przy ul. Rejtana 6 w Grudziądzu. Gdy działał jeszcze prowadzony przez związek zakład, mieściło się tam biuro księgowego, magazyn BHP i garaż. Do tego dochodziła działka, ponad 15 arów, w centrum miasta. Budynek był jednak zdewastowany, a na parceli ciążył dług za niezapłacone miastu podatki. Wójt Polcyn nie kryje, że miał z tą nieruchomością duży kłopot.

Nic dziwnego, że gdy zgłosił się grudziądzki biznesmen Zbigniew Fiałkowski i zaoferował dzierżawę posesji, wójt Polcyn powitał go z otwartymi ramionami. Najemca zobowiązał się spłacić dług i wyremontować budynek, gdzie chciał przenieść część swojej firmy. Uszczęśliwiony Polcyn oddał mu wszystko za bezcen. Biznesmen musiał tylko płacić miastu podatek od nieruchomości.

Zbigniew Fiałkowski jest w Grudziądzu dość znaną postacią. Od lat prezesuje Grudziądzkiemu Towarzystwu Żużlowemu. Łączą go też serdeczne kontakty z obecnym prezydentem miasta Robertem Malinowskim. Gdy jesienią ubiegłego roku przejął on władzę w ratuszu, mianował Fiałkowskiego swoim doradcą ds. bezpieczeństwa. Jego kontrakt trwał do sierpnia tego roku.

Sprzedał samemu sobie
Gdyby Polcyn oraz inni zasiadający w zarządzie związku burmistrzowie i wójtowie bardziej interesowali się powierzonym im mieniem publicznym, już w 2001 roku mieliby powody do niepokoju. Właśnie wtedy Fiałkowski prawem kaduka wpisał do księgi wieczystej, że przysługuje mu prawo pierwokupu. Cztery lata później zgłosił się do Polcyna z ofertą nabycia nieruchomości. W tym czasie wójt rządził już w innej gminie - Dębowa Łąka.

Dziś Polcyn nie potrafi on odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przystał na kuriozalną propozycję biznesmena, by ten - bądź co bądź kupujący - wziął na swoje barki wszystkie formalności związane z transakcją. Co więcej, bez drżenia ręki podpisał dokumenty, na mocy których Fiałkowski został oficjalnym pełnomocnikiem zarządu zwiazku ds. sprzedaży posesji. Komu? Samemu sobie! O żadnym przetargu nie było nawet mowy.

Na zlecenie biznesmena rzeczoznawca wycenił posesję na 91 tysięcy złotych. Fiałkowski odliczył sobie jednak poniesione nakłady i obniżył cenę do 57 tysięcy. W umowie dzierżawy zapisano, że najemca może to zrobić jedynie w przypadku zerwania umowy przez Związek Komunalny. Nic takiego nie nastąpiło, bowiem to sam Fiałkowski chciał kupić nieruchomość. Tę, którą, pomijając podatek, dzierżawił przez 9 lat nie płacąc za to ani grosza. Polcyn znów nie protestował.

Czego nie doczytał notariusz
W imieniu zarządu akt notarialny podpisał przewodniczący Polcyn oraz jeden z siedmiu członków, były wójt gminy Grudziądz Józef Rumocki. Gdyby grudziądzki notariusz Andrzej Sokalski przeczytał uważnie ustawę o samorządzie gminnym i statut związku, być może by się zawahał, czy aby wszystko odbywa się zgodnie z literą prawa.

Sęk w tym, że kadencja zarządu związku trwa tylko 4 lata, potem zgromadzenie wójtów i burmistrzów musi powołać nowe władze. A od 1995 roku nie zwołano żadnego posiedzenia. Polcyn i Rumocki nie mieli więc żadnego prawa, by w 2005 roku reprezentować związek. Tym bardziej że na sprzedaż działki musieli mieć zgodę zarządu. Ale też nie mieli.

Po opuszczeniu kancelarii notariusza Polcyn i Rumocki nie interesowali się już dalszym losem parceli. A szkoda! Już w maju 2006 roku, pięć miesięcy po jej nabyciu, Fiałkowski sprzedał nieruchomość grudziądzkiemu ratuszowi za 340 tysięcy, czyli 6-krotnie większą cenę. Parcela leżała bowiem w newralgicznym punkcie przyszłej, śródmiejskiej trasy. Były prezydent Andrzej Wiśniewski nie kryje, że Fiałkowski żądał znacznie więcej, ustąpił dopiero po długich targach.

- Nie miałem wyjścia, ta sprawa mogła zablokować całą inwestycję, musieliśmy przepłacić - przyznaje Wiśniewski. Potwierdza to jego następca Robert Malinowski. Rzeczoznawca, który na zlecenie ratusza wyceniał jej wartość, określił ją na blisko 160 tysięcy.

Kupując posesję od związku Fiałkowski oświadczył w akcie notarialnym, że cena 57 tysięcy złotych odpowiada jej wartości rynkowej. Takie samo oświadczenie złożył w pięć miesięcy później, gdy sprzedawał działkę za... 340 tysięcy.

A gdzie są pieniądze
Dokładne informacje o przebiegu trasy znane były w ratuszu dopiero w 2005 roku, gdy dobiegły końca prace projektantów. Już kilka miesięcy przed kupnem nieruchomości Fiałkowski dysponował pełnomocnictwem Polcyna do reprezentowania zarządu związku. Zaczął więc negocjować z ratuszem sprzedaż działki. Zapomnial tylko powiedzieć, kto będzie sprzedawcą. Dziś wójt Książek ze wstydem przyznaje, że nie miał o tym bladego pojęcia. Kiedy więc biznesmen nabywał posesję od związku, miał pewność, że już wkrótce inwestycja ta zwróci mu się wielokrotnie.

Dopiero niedawno wyszło na jaw, że Fiałkowski nie dotrzymał nawet postanowień aktu notarialnego zawartego ze związkiem. Ustalono w nim, że uzyskane za parcelę 57 tysięcy zostaną podzielone między 14 gmin, które wcześniej łożyły na wodociągi. Do 30 grudnia 2005 roku każda z nich miała otrzymać ponad 4 tysiące. Pieniądze dostała jednak tylko Dębowa Łąka, w której Polcyn był wówczas wójtem oraz Książki, gdzie ponownie rządzi od ostatnich wyborów. Fiałkowski uregulował długi dopiero w ostatnich miesiącach, gdy wieść o transakcji rozeszła się wśród wójtów i kategorycznie zaczęli się od niego domagać zwrotu pieniędzy.

Ale to nie koniec jego grzechów! Wiosną tego roku wyszło na jaw, że poczynając od 1996 roku Fiałkowski w swoich deklaracjach podatkowych radykalnie zaniżył powierzchnię budynku przy ul. Rejtana 6. Faktycznie wynosi ona blisko 220 metrów, biznesmen napisał jednak, że tylko 93. Dzięki temu "zaoszczędził” 17,5 tysiąca złotych. Blisko połowa zobowiązań uległa już przedawnieniu.

Zamknięte oczy RIO
Jak to możliwe, że przez tyle lat władze związku mogły łamać prawo, trwonić publiczne pieniądze i wszystko uchodziło im bezkarnie. Na mocy ustawy o samorządzie gminnym jej przepisy obowiązują również związki komunalne. Tak jak miasta i gminy muszą one m.in. przesyłać co roku Regionalnej Izbie Obrachunkowej uchwały budżetowe, absolutoryjne itp.

Tymczasem od 1992 roku, gdy założono związek, do bydgoskiej RIOnie wpłynął żaden dokument. Gdyby jakaś gmina odważyłaby się zignorować ten obowiązek, już po kilku miesiącach rozpętałaby się afera. Ale choć Izba wiedziała o istnieniu związku, nikt nie próbował nawet wyjaśnić, co się tam dzieje.

Podobny grzech zaniechania popełnili kolejni toruńscy, a potem kujawsko-pomorscy wojewodowie, na których ciążył obowiązek prawnego nadzoru nad uchwałami związku. Jego zarząd, choć był do tego zobowiązany, nigdy nie przesłał żadnej z nich do urzędu.

Łamano dziesiątki innych przepisów. Wbrew statutowi związku nigdy nie powołano komisji rewizyjnej. Co najmniej od 1998 roku zarząd związku działał nielegalnie, bo nie wybrano nowego składu na kolejną kadencję. Nie sposób stwierdzić, czy to bezprawie nie trwało już od 1994 roku, bo dokumenty z lat 1994-1998 gdzieś zaginęły.

Ani grosza...
- Dziś żałuję, że podjąłem się tej funkcji - mówi wójt Polcyn. - Pracowałem społecznie, nie wziąłem za to ani grosza. Po likwidacji WZUW próbowaliśmy zapewnić gminom obsługę wodociągów. Nie udało się. A przecież każdy z wójtów zasiadających w zarządzie musiał zajmować się też swoją gminą. Stanowiliśmy jedynie coś w rodzaju rady nadzorczej.

Wójt nie ukrywa, że jest zszokowany sumą, którą uzyskał były dzierżawca po sprzedaży posesji. Podkreśla, że gdyby zarząd wiedział o budowie drogi, nigdy by się nie zgodził, by pozbyć się działki na takich warunkach. Dlaczego więc nie interesował się grudziądzkim rynkiem nieruchomości ani działaniami Fiałkowskiego i dał się okpić w tak dziecinny sposób? Wójt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie.

Józef Rumocki, który też sygnował akt notarialny, oświadcza, że skoro rozmawiałem z Polcynem, jego wyjaśnienia powinny wystarczyć. W czasie zbierania materiału do tego artykułu Zbigniew Fiałkowski przebywał za granicą.

- Rola sprzedającego zawsze polega na uzyskaniu jak najwyższej ceny. Nie ma w tym nic dziwnego. To jest tylko kwestia pewnej granicy - komentuje działania swego byłego pełnomocnika prezydent Grudziądza Robert Malinowski.
Działalność związku w latach 1992-2007 bada obecnie NIK. Dopiero po zakończeniu kontroli dowiemy się, czy w tej sprawie złożone zostanie doniesienie karne.

Niedawno zarząd związku odwołał wójta Polcyna z funkcji przewodniczącego. Zastąpił go burmistrz Radzynia Krzysztof Chodubski.

Współpraca Alicja Kalinowska
reklama

Dariusz Knapik
Napisz do autora.
Zobacz wizytówkę autora.
r
r
ZAGADKA dla GRUDZIĄDZANINA
Inżynier wice Sikora w garniturku, Portugalczyk budujący ŚREDNICÓWKĘ w sweterku.....Dojrzały mieszkańcu Grudziądza wskaż, z czego mogą tu wyjśc nici?
Dodaj ogłoszenie