Prof. Józef Lipiec: - Sport stał się doskonałym substytutem...

    Prof. Józef Lipiec: - Sport stał się doskonałym substytutem tradycyjnej zabawy ludzkości, czyli gromadnego zabijania się na wojnach

    Rozmawiał Joachim Przybył, joachim.przybyl@pomorska.pl, 56 619 99 25

    Gazeta Pomorska

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    - Najodważniejsi twierdzą nawet, że istnieje futbol i reszta sportu. Ta dyscyplina w sposób najbardziej wyrazisty daje szanse na odtworzenie wojen plemiennych

    - Najodważniejsi twierdzą nawet, że istnieje futbol i reszta sportu. Ta dyscyplina w sposób najbardziej wyrazisty daje szanse na odtworzenie wojen plemiennych o terytorium. Na zdjęciu sytuacja z meczu Polska-Grecja w Bydgoszczy 12 sierpnia 2009 roku. ©Fot. Archiwum

    Rozmowa z prof. Józefem Lipcem - filozofem, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, autorem wielu publikacji na temat wartości, historii sportu i idei olimpijskich.
    - Najodważniejsi twierdzą nawet, że istnieje futbol i reszta sportu. Ta dyscyplina w sposób najbardziej wyrazisty daje szanse na odtworzenie wojen plemiennych

    - Najodważniejsi twierdzą nawet, że istnieje futbol i reszta sportu. Ta dyscyplina w sposób najbardziej wyrazisty daje szanse na odtworzenie wojen plemiennych o terytorium. Na zdjęciu sytuacja z meczu Polska-Grecja w Bydgoszczy 12 sierpnia 2009 roku. ©Fot. Archiwum

    CYTAT

    CYTAT


    - Żaden polski biegacz nie dogoni Usaina Bolta, ale też żadna Jamajka nie dźwignie więcej od naszej Agaty Wróbel.



    - Dlaczego to właśnie sport okazał się dziedziną życia człowieka, która zawładnęła wyobraźnią całych społeczeństw?
    - Czynników jest przynajmniej kilka. To nowa część kultury, która zastąpiła inne aspekty życia i nawiązywała do czegoś, co świetnie się sprawdziło w wysoko rozwiniętych społeczeństwach antycznej Grecji.
    Ten proces bardzo ciekawie się rozwijał w czasach nowożytnych. Ewolucja ukształtowała nas na istoty twórcze i bardzo ekspansywne, a tymczasem minęły absorbujące wojny, skończył się proces wytwarzania dóbr ciężką pracą własnymi rękoma. W XIX wieku nagle stanęliśmy przed wyzwaniem: jak spożytkować zasoby niewykorzystanej energii. Szukano kolejnych form jej ujścia, a jednocześnie substytutu tradycyjnej zabawy ludzkości, czyli gromadnego zabijania. Sport w znacznym stopniu zastąpił emocje związane z wojnami, a stadiony stały się w pewnym sensie polami bitew.

    - To jednak wciąż nie wyjaśnia fenomenu jego popularności, jego znaczenia w naszym życiu.
    - Sport stworzył interesujące formy widowisk, angażował nie tylko samych aktorów, ale także widzów. To okazało się, po prostu, ciekawe i zaspokajało potrzebę wspólnej identyfikacji, chęć tworzenia więzi i dawaniu temu wyrazu. I wreszcie sport stwarzał okazję uczestnictwa masowego; nie było potrzebne wtajemniczenie, odpowiednie pochodzenie. Sport stał się chyba najważniejszym w naszej historii sposobem na ekspresję uczuć, emocji. Ostatni etap rozwoju sportu dokonał się dzięki mediom. Sport dla nich potrafił wykreować wielkie widowiska, a media z kolei zapewniły im miliardowe rzesze odbiorców.

    Piłka jako wojna plemion

    - Z całego sportu wyłonił się jednak szybko zdecydowany lider. Co zdecydowało o światowym fenomenie piłki nożnej?
    - Faktycznie, jedynie nieszczęśnicy z Ameryki Północnej nie potrafią się tym emocjonować. Najodważniejsi twierdzą nawet, że istnieje futbol i reszta sportu. Ta dyscyplina w sposób najbardziej wyrazisty daje szanse na odtworzenie wojen plemiennych o terytorium. Drugi powód to rodzaj specjalnego utrudnienia, czyli uwolnienia rąk, tego nieodłącznego elementu ewolucji człowieka. To rzecz trudna sama w sobie. Trzeci powód sięga do terminologii freudowskiej. W siatkówce czy koszykówce pada wiele punktów. To ciekawe, ale za dużo, jak na model pewnego ludzkiego zachowania. Piłkarski gol reprezentuje freudowskie libido, szczyt ekstazy, który nie zdarza się więcej niż kilka razy.

    - Ludzie zabijają dla piłki, umierają dla niej, oddają cześć symbolom, tworzą wielkie wspólnoty, nawet chcą być chowani na klubowych cmentarzach. Czy to nie jest już bliskie pogranicze religii?
    - W Argentynie niewiele brakowało do stworzenia religii Maradony. Herosi sportowi mają ten specyficzny rodzaj charyzmy, olimpizm jest zresztą sam w sobie bliski religii. Nie ma jedynie swojej eschatologii, czyli nie zapewnia fubolowego raju po śmierci. To są jednak ekstrema, które zdarzają się wszędzie i sport nie ma wcale na nie monopolu. Ludzie zabijają się z wielu dziwnych powodów, ale to są przypadki patologiczne.

    - Czy we współczesnym sporcie dostrzega Pan jeszcze choćby cień antycznych ideałów?
    - Zdecydowanie tak. Czasami bardzo krzywdzimy współczesnych sportowców, gdy odmawiamy im tego miana z powodu gigantycznych stadionów czy wielkich pieniędzy. Powiedzmy sobie szczerze: starożytni sportowcy też byli zawodowcami i nie przeszkodziło to ani idei, ani czystości reguł. Wśród wybitnych sportowców jest wiele pięknego i czystego zaangażowania. Niezależnie od oszustw, fauli, dopingu sport i tak pozostaje znacznie czystszy niż reszta naszej rzeczywistości. Chętnie włączam telewizor na kanały sportowe, bo wiem, że tam wszystko się odbywa bardziej elegancko. Z drugiej strony, wizerunek sportu często zostaje wykrzywiony przez media, które z lubością tropią skandale i afery, niewarte nawet jednej wzmianki.

    Pieniądze dały etykę



    - Przeciwnik tego poglądu powie: "sport skończył się wraz z pieniędzmi, bo wtedy zawodnicy zaczęli myśleć o zyskach, a nie o doskonaleniu ciała i umysłu“.
    - W dzisiejszych czasach te zyski to ekwiwalent za stracone inne szanse w życiu. Jeżeli sportowiec oddaje się treningowi, to musi zaniedbać inne rzeczy. Sam mam studentów-sportowców i wiem, z czym to się wiąże. Nie ma sensu zamykać oczu na rzeczywistość. To prosta zależność: jeśli chcemy mieć dobrego narciarza, to wysyłamy go latem na lodowiec i musimy za to zapłacić. W czasach pierwszych olimpiad nowożytnych na sport stać było jedynie zamożną elitę, dopiero jego masowość wymusiła zmiany i profesjonalizację. Kiedyś uważałem inaczej, ale teraz wiem, że wraz z zawodowstwem pojawiło się coś oczyszczającego - etyka zawodowa. Zauważyłem, że od tego czasu wzrósł w środowisku poziom uczciwości.

    - Zapytam więc z innej strony. Wiele miejsca w swoich książkach poświęcał Pan wartościom w sporcie, z których fundamentalną wydaje się być sprawiedliwa rywalizacja. Czy współczesna medycyna, genetyka nie podważyła tych wartości?
    - To prawda, niedoceniane wcześniej czynniki mają wpływ na rywalizację sportową. Co zatem z sensem sportu? Wbrew pozorom rozwiązanie wykształciło się samo, stąd wzięły się podziały na kategorie wagowe w wielu konkurencjach, a także mnogość dyscyplin. Żaden polski biegacz nie dogoni Usaina Bolta, ale też żadna Jamajka nie dźwignie więcej od naszej Agaty Wróbel. W tej chwili każdy może znaleźć dziedzinę, w której będzie miał szanse być najlepszym. Osiągnięcia medycyny nic tu nie zmienią, wciąż wygrywać w danych konkurencjach będą ludzie najbardziej do tego predysponowani. To samo dotyczy matematyki, sztuki czy baletu. Nie każdy może być Boltem i to trzeba sobie uświadomić.

    - Zmorą współczesnego sportu jest jednak niedozwolony doping. Czy jest w stanie podważyć zaufanie do sportu i jego popularność?
    - Moim zdaniem tak. Może pojawić się w przyszłości specjalna gałąź sportu, w której wszystko będzie dozwolone. Tam w szranki stawać będą ci, którzy zdecydują się poddać różnym samobójczym próbom. Doping to przecież krótkie wybuchy energii, które jednak niszczą człowieka na resztę życia. Ci ludzie za gigantyczne koszty będą bili kolejne rekordy.

    - Zastanawiam się, czy właśnie taka dyscyplina nie stanie się najbardziej popularna?
    - To bardzo możliwe, już dziś widzimy, jak wielkie emocje budzą sporty ekstremalne. To może zagrozić tradycyjnemu sportowi. Ludzie mają ogromną chęć dotykania granic niezwykłości czy wręcz okrucieństwa. Najbardziej efektowny skok o tyczce będzie wtedy, gdy zawodnik spadnie z 10 metrów poza materac.

    Króliki doświadczalne ludzkości

    FORUM


    A jakie są Państwa przemyślenia na temat współczesnego sportu? Podzielacie czy nie opinie profesora Lipca?



    - Widzowie przede wszystkim szukają jednak swoich bohaterów. W lekkoatletycznym sprincie wiadomo, że wygra Bolt, ale ludzi fascynuje, o ile pobije kolejny rekord świata. Sport stał się chyba pogonią za granicą ludzkich możliwości.
    - To ciekawa sprawa. Sport to ogromne laboratorium eksperymentujące na ludziach, ale za ich przyzwoleniem. W pewnym sensie sportowcy są królikami doświadczalnymi ludzkości. Myślę, że są pewne granice, których człowiek nigdy nie przekroczy, nawet przy zaawansowanym procesie hodowli czempionów. Zresztą takie same pytania towarzyszą nam przy badaniu granic przestrzeni czy fizyki. Dziś nie znamy na nie odpowiedzi, ale czy kilkadziesiąt lat wcześniej ktoś przewidział tak dynamiczny rozwój technologii? W tym czasie przekroczyliśmy bariery, o których wtedy nam się nawet nie śniło.

    - W kilku książkach zajmował się Pan pojęciem gry fair play. Ubolewał Pan, że w sporcie "widoczny jest triumf taktycznej zapobiegliwości chytrego rozumu“, ale wierzył Pan w odwrócenie tej tendencji. Czy są takie szanse, gdy każdy taki gest urasta teraz do miana symbolu?
    - Czasami czekamy tygodniami na informację, że ktoś zrobił coś dobrego, gdy codziennie jesteśmy w mediach zasypywani morderstwami, kradzieżami i innymi nieszczęściami. Brakuje nam takich pozytywnych sygnałów, dlatego tak mocno akcentujemy te nieliczne. Fair play oznacza dwie różne rzeczy. To pewna norma przyzwoitości, ale także czyny, które wykraczają ponad tę normę. Myślę, że większość sportowców znajdzie się w tej pierwszej kategorii.

    - Ale często właśnie zawodzą w momentach próby. Przykładem był Thierry Henry, który nie przyznał się do wbicia piłki do bramki ręką. Nagroda za oszustwo w postaci mundialu okazała się zbyt duża.
    - Być może dlatego, że generalnie nie ma społecznej aprobaty dla odwagi cywilnej. W sporcie pojawiło się, podchwycone niestety przez większą część mediów, pojęcie faulu taktycznego. To przecież jawne pogwałcenie zasady fair play, które w ogóle nie jest piętnowane, a czasami wręcz chwalone. W sporcie w pewnym momencie zetknęły się dwie kultury. Rycerska, która w dawnych czasach stworzyła swój etos, będący jednym z największych osiągnięć w średniowieczu oraz plebejska, która dopuszczała wiele rozwiązań, żeby osiągnąć swój cel i wykorzystująca motywy baśni ludowych, w których zawsze wygrywał ten mniejszy i sprytniejszy. Sport wciąż pod tym względem nie określił swojej tożsamości.

    Stadiony jako świątynie?

    - My w Polsce lubimy oglądać sukcesy naszych sportowców. Chwalimy się Małyszem, Kubicą, a jednocześnie jesteśmy jednym z najmniej usportowionych narodów w Europie.
    - To głęboki problem kulturowy. Podstawową przeszkodą w promocji kultury fizycznej jest anachroniczne szkolnictwo. Polska szkoła przystosowana jest tylko do siedzenia, większość placówek nie ma żadnej infrastruktury sportowej. Koncentrujemy się na bezsensownej walce o jedną czy dwie godziny wychowania fizycznego, a zapominamy o znacznie ważniejszych kwestiach. Na świecie nie do pomyślenia jest szkoła bez hali sportowej czy pływalni. Nic nie zostało nam z przykładów starożytnej Grecji, gdzie w Likejonie nawet wykłady odbywały się w czasie spacerów. Nie sposób myśleć o wszechstronnym wychowaniu bez ruchu. W Krakowie mamy dwieście tysięcy studentów, którzy do dyspozycji mają żenująco słabą ofertę sportową. Jeżeli ludzie z wyższym wykształceniem nie mają tych nawyków, to nie ma ich także całe społeczeństwo.

    - Trudno z tym obrazem pogodzić nasze ogromne ambicje, choćby w piłce nożnej.
    - Piłka nożna jest charakterystyczna pod tym względem. Do juniora wszystko nieźle wygląda, potem wszystko znika. Okazuje się, że statystyczny polski piłkarz to leń bez większych ambicji, któremu wystarcza ławka rezerwowych w średnim europejskim klubie. Dziś nie mamy ani jednego gracza, który mógłby pretendować do gry w dobrym klubie w zachodniej Europie.

    - Jak Pan sobie wyobraża sport na przykład za sto lat?
    - Takie wizje przypominają nieco przepowiednie futurologów z końca XIX, których głównym zmartwieniem było wyżywienie rosnącej liczby koni w kolejnym stuleciu. Dlatego jesteśmy w stanie snuć wizje przyszłości jedynie w oparciu o dzisiejsze realia. Kierunków jest przynajmniej kilka. Sport może pozostać ważnym czynnikiem naszego życia, ale rozbije się na wiele niszowych dyscyplin, bardzo intymnych. Boję się, że nadejdzie mroczny okres sportów ekstremalnych, o których rozmawialiśmy wcześniej. To ponury czas i mam nadzieję, że szybko odejdzie w zapomnienie. Sport może także wykształcić nowe formy etyczne, rozwijać się w kierunku widowisk bardzo wyrafinowanych. A stadiony? Niewykluczone, że staną się pewnego rodzaju świątyniami, zabytkami z przeszłości, a sport w tym czasie wykształci nowe sposoby dotarcia do świadomości odbiorców. W tym momencie wkraczamy jednak w sposób życia za sto lat, a to dziś czysta fantazja.

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo