Przed meczem Polska – Anglia, ku pokrzepieniu serc. Górski miał Lubańskiego, który był niczym dziś Lewandowski [FELIETON]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Robert Lewandowski jest dziś dla reprezentacji Polski co najmniej również ważny jak kiedyś był Włodzimierz Lubański. A kapitan Lubański miał wpływ na kształt wyjściowej jedenastki Orłów Górskiego i potrafił poprowadzić kolegów do jedynego w historii zwycięstwa nad Anglią...
Robert Lewandowski jest dziś dla reprezentacji Polski co najmniej również ważny jak kiedyś był Włodzimierz Lubański. A kapitan Lubański miał wpływ na kształt wyjściowej jedenastki Orłów Górskiego i potrafił poprowadzić kolegów do jedynego w historii zwycięstwa nad Anglią... fot. polska press
Udostępnij:
Kiedy zbliża się mecz z Anglią, zawsze odczuwam szczególny dreszczyk emocji. Bywa, że momentami rozum się wyłącza i do głosu dochodzi wyłącznie serce, które chciałoby – zupełnie irracjonalnie – wygranej z tym niewygodnym i zawsze przed bezpośrednią konfrontacją faworyzowanym przeciwnikiem. Skoro już raz skaleczyliśmy Synów Albionu (co miało miejsce 6 czerwca 1973 roku, gdy liczyłem sobie niespełna miesiąc), to dlaczego nie miałby zdarzyć się drugi raz? Taki, którym mógłbym obejrzeć, świętować, a potem opowiadać wnukom, że byłem świadkiem historycznej wiktorii? Nawet jeśli nic na to nie wskazuje...

Oczywiście, serce dominuje tylko chwilami, a kiedy wraca rozsądek to podpowiada, że nie ma najmniejszych szans na wymarzone rozstrzygnięcie. Klasa Anglików jest przecież niepodważalna, to półfinaliści ostatniego mundialu i finaliści niedawnego Euro, mocni w każdej formacji, świetnie poukładani przez Garetha Southgate’a, gotowi do rozjechania niedokończonej i niegotowej do równorzędnej rywalizacji z przeciwnikiem z tej półki drużyny Paulo Sousy niczym walec.

W zasadzie to my nie mamy w tym momencie zespołu, nasza gra obronna od początku kadencji obecnego selekcjonera istnieje tylko teoretycznie, co potrafili wykorzystać niżej klasyfikowani Słowacy, a użytek zrobili nawet słabiutcy Sanmaryńczycy. Na logikę zatem niewiadomą stanowi nie końcowy rezultat tylko rozmiary spodziewanej porażki. Czy bowiem od meczu z Albanią, koszmarnego w wykonaniu Biało-Czerwonych, ale efektownie wygranego, można było poprawić niefunkcjonujący mechanizm? Pytanie jest oczywiście retoryczne… Już nawet nie wiem, czy Sousa z takimi oporami uczy się prowadzenia drużyny narodowej, czy może Zbigniew Boniek zakpił z nas wszystkich zatrudniając szkoleniowca – kolejnego po Jerzym Brzęczku – którego nigdy angażować nie powinien do reprezentacji…

Serce, jak to serce, nie uwzględnia jednak racjonalnych argumentów. Jest pozytywnie selektywne i kategorycznie domaga się traktowania Anglii jako szczególnego przeciwnika. Tego, który już na zawsze będzie kojarzył się z położeniem kamienia węgielnego pod najlepszą w historii reprezentację Polski prowadzoną przez Kazimierza Górskiego. Legendą obrósł październikowy mecz na Wembley, zakończony zwycięskim – jak odtrąbiły polskie media – remisem, ale akurat w Londynie Biało-Czerwoni zagrali fatalnie. I tylko fartowi Trenera Tysiąclecia zawdzięczają, że nie polegli różnicą kilku goli. Po prawdzie bowiem – powinni. Znacznie ważniejszy i bardziej spektakularny był pierwszy mecz w tamtych kwalifikacjach, czerwcowy w Chorzowie.

Dlatego, że do dziś jest to jedyna wygrana w historii z tym przeciwnikiem. I mecz, w którym Orły Górskiego podyktowały warunki Synom Albionu. A Włodzimierz Lubański perfekcyjnie zrealizował założenia taktyczne korzystając z podpowiedzi prowadzącego bank informacji Jacka Gmocha. Niestety, nasz ówczesny kapitan nie dokończył tego meczu, doznał kontuzji, która wyeliminowała go na długie lata z kadry. A był to – bez słowa przesady – gracz i lider na miarę Roberta Lewandowskiego. Kuszony za milion dolarów, a zatem kwotę wówczas niebotyczną, przez Real Madryt. I jak mawiał trener Górski, kapitan reprezentacji przez 24 godziny na dobę…

Wtedy też wszystko przemawiało za Anglikami, mieli przecież w składzie mistrzów świata z 1966 roku, mieli znacznie więcej atutów. Wydawało się, że w każdej formacji, i w bramce też. Podczas gdy my byliśmy „tylko” mistrzami krajów socjalistycznych, gdyż na zachodzie właśnie tak – nieco pogardliwie – odbierano tytuł mistrza olimpijskiego. Mieliśmy oczywiście genialnego Górskiego i fenomenalnego Lubańskiego, ale poważny piłkarski świat jeszcze traktował ich z przymrużeniem oka. Na szczęście – nie zważali na to, tylko odbyli… naradę. We dwóch. Włodek podpowiedział wówczas, żeby mający wątpliwości pan Kazimierz na prawym skrzydle wystawił Jana Banasia. Trener zastosował się do wskazówki kapitana, a skrzydłowy Górnika Zabrze był zamieszany w zdobycie gola przez Biało-Czerwonych już w 7 minucie…

Potem, gdy był już rekonwalescentem po operacji, Lubański podszepnął jeszcze Górskiemu nazwisko Jana Domarskiego przed rewanżem na Wembley. I pan Kazimierz i tym razem zaufał intuicji Włodka, a Domarski wbił gola na wagę remisu… Przypominam o tym dlatego, że zastanawiam się, ile rozmów z Lewandowskim odbył ostatnio Paulo Sousa? Bez kapitana nie ograłby bowiem nawet Albanii, gol i cudowna akcja zakończona asystą Roberta zdarzyły się przecież w kluczowych momentach. W ubiegły czwartek nasz zespół grał totalny piach, a mimo to kapitan potrafił poprowadzić kolegów do wygranej.

Z Anglią sam meczu nie wygra, to nie ten sort rywala, ale przecież życiowej formy nie stracił w niespełna tydzień. Może zatem tym razem będzie potrafił natchnąć kolegów do skutecznej – wreszcie! – gry w destrukcji, a błysk jego geniuszu będzie skutkował trafieniem? Oby! I właśnie dlatego, że jest tak ważny dla kadry, zdaniem trenera Bogusława Kaczmarka ważniejszy nawet niż giganci pokroju Ernesta Wilimowskiego, Lubańskiego, Kazimierza Deyny i Zbigniewa Bonieka, powinien mieć dużo do powiedzenia. Również w kwestiach personalnych i taktycznych. Nie można przecież wykluczyć, że widzi znacznie więcej od Sousy (po prawdzie, nie jest to wielką sztuką). I jeśli ktoś miałby znaleźć brakujące ogniwo w naszym taktycznym łańcuszku, to szybciej będzie to Robert niż Paulo…

OK., wiem, zachowuję się niepoważnie. Bez żadnych racjonalnych przesłanek, a nawet przy bardzo twardych argumentach przemawiających za Anglią, pozwalam sobie popuścić wodze fantazji. Na szczęście za marzenia nie idzie się do więzienia, do 20.45 możemy spokojnie się im oddawać (czego i wam życzę). I wspominać, że 6 czerwca 1973 także nie byliśmy faworytami i trener Górski nie miał prawoskrzydłowego w odpowiedniej formie. Miał za to Lubańskiego, który był niczym dziś Lewandowski...

Adam GODLEWSKI

Gala „France Football” fiaskiem organizacyjnym? Komentarz

Wideo

Materiał oryginalny: Przed meczem Polska – Anglia, ku pokrzepieniu serc. Górski miał Lubańskiego, który był niczym dziś Lewandowski [FELIETON] - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie