Sepsa - zepsuta krew

Maja Erdmann
Co rusz słyszymy o nowych przypadkach posocznicy inaczej zwanej sepsą. Boimy się, bo jej nie znamy.
Infografika Jerzy Chamier-Gliszczyński

(fot. Infografika Jerzy Chamier-Gliszczyński)

Dziecko, żołnierz, nastolatek - dotąd zdrowi zmarli, bo ich organizm nie poradził sobie w walce z bakteriami.

- Cudem uniknęłam śmierci - opowiada Jolanta Różańska z Bydgoszczy. - Lekarz myślał, że mam grypę. Gdy gorączka nie mijała, kazał mi zadzwonić po pogotowie, by podali zastrzyk na zbicie temperatury. Poszłam jednak do przychodni, więc doktor dał skierowanie do szpitala. Dopiero, gdy temperatura zaczęła gwałtownie rosnąć, zaczęli mnie traktować poważnie. Lekarze na oddziale nie wiedzieli, co mi jest. Szukali bakterii, które mnie zaatakowały. W końcu okazało się, że jeden z zębów był otorbiony, a ropa przeniknęła do krwiobiegu. Duże dawki penicyliny załatwiły posocznicę.

Bo sepsa to zespół objawów pojawiających się w odpowiedzi na zakażenie organizmu. Układ odpornościowy reaguje na nie w sposób nadmierny. Gdy bakterie, grzyby lub wirusy dostaną się do krwi, a choremu nie poda się antybiotyków, szybko się namnażają. W piorunującym tempie dochodzi do niewydolności kolejnych narządów.

Nie oznacza to jednak, że posocznica jest zawsze śmiertelna. Można ją wyleczyć, jednak wszystko zależy od szybkiego rozpoznania, co zaatakowało organizm i podaniu odpowiednich leków.

Posocznica wiekowa
Sepsa atakowała ludzi od zawsze. Kiedyś nie potrafiono jej nazwać - mówiono, że to “zła, zepsuta krew" zabiła pacjenta. Dziś lekarze uzbrojeni w antybiotyki potrafią jej zaradzić. Najczęściej dopada pacjentów szpitali, którzy mają obniżoną odporność, wiele chorób jednocześnie, przeprowadzano im skomplikowane inwazyjne badania lub operacje. Wtedy posocznicę mogą wywołać nawet te drobnoustroje, które dla zdrowego człowieka nie są groźne.

- Teraz coraz częściej diagnozuje się sepsę meningokokową - mówi prof. Waleria Hryniewicz, epidemiolog. - I coraz częściej o tych przypadkach informują media. Jeszcze do niedawna nie robiono skrupulatnych badań zakażeń meningokokowych. W 1997 roku wykryto 50 szczepów tych bakterii, które występowały w naszym kraju. Teraz wiemy o 380 szczepach.

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych mówiono o kolejnych skupiskach zapalenia opon rdzeniowo-mózgowych. Zakazywano kąpieli w basenach czy w jeziorach, by uniknąć zakażenia. Wtedy też chodziło o meningokoki. - Dziś przed tymi drobnoustrojami możemy się ochronić szczepionką. Niestety, tylko przed pewnymi ich rodzajami. - zaznacza prof. Hryniewicz. - Szczepionki są na typ meningokoków C i A, a 50 procent przypadków zachorowań wywołują te z typu B, na który jak dotąd szczepionki nie wynaleziono.

Szybka diagnoza
W Polsce przypadki sepsy wywołanej przez meningokoki zaczęto rejestrować dopiero w 2004 roku. Zaczęło się od 11 przypadków w województwie Zachodniopomorskim. Ośmiu chorych zmarło. Potem meningokoki zaatakowały żołnierzy w jednostce w Skwierzynie. Lekarze byli już przygotowani i wiedzieli, jak sobie radzić.

- Choroba meningokokowa wywołuje panikę w otoczeniu chorych - mówi Waleria Hryniewicz. - Zazwyczaj dotyka dzieci i młodzież między 11 a 24 rokiem życia, dotąd zdrowych i nie chorujących. Postępuje w tempie piorunującym. Jeśli lekarze natychmiast nie wprowadzą odpowiedniego leczenia, śmierć może nastąpić w ciągu kilku godzin. Liczy się każda minuta.

Te drobnoustroje żyją wyłącznie w ciele człowieka. Prawie połowa z nas jest ich nosicielami - bardzo rzadko dochodzi do rozwoju choroby. Na zakażenie najczęściej narażone są dzieci i nastolatki, w przedszkolach, szkołach, a także na dyskotekach. W Tarnowskich Górach to dyskoteka stała się źródłem zakażeń meningokokami. Także żołnierze są szczególnie narażeni na atakach tych zarazków - sprzyja temu stres, osłabienie organizmu przez wysiłek fizyczny. Właśnie dlatego MON zamierza poborowych zaczepić przeciwko meningokokom.

Tylko szczepienia
- Zakażenie meningokokami wywołuje zapalenie opon rdzeniowo-mózgowych - mówi prof. Hryniewicz. - Nie wiadomo, dlaczego niektórzy przechodzą tę chorobę bez powikłań, a u innych kończy się ona sepsą, a nawet śmiercią.

Niestety, w Polsce ciągle jeszcze śmiertelność wśród pacjentów z sepsą meningokokową jest o wiele wyższa, niż w innych krajach europejskich. U nas - 30 proc. Na zachodzie - 17 proc. Być może dlatego tak często występuje panika po wykryciu kolejnych przypadków posocznicy.

- Nie trzeba zamykać szkół, przedszkoli, jednostek wojskowych, ani dyskotek. Meningokoki żyją w ludzkim ciele i to człowiek jest źródłem zakażenia, a dokładnie - wydzielina z nosogardzieli, nawet nie ślina - mówi Waleria Hryniewicz. - Po wykryciu takiego przypadku trzeba podać antybiotyk, ale tylko tym osobom, które miały bardzo bliski kontakt z chorym. To wszystko. Dlatego zalecam przede wszystkim szczepienia. Niestety, są one drogie i NFZ ich nie refunduje. Mają jednak sens w tych rejonach, gdzie pojawiła się sepsa meningokokowa. Niestety szczepionka chroni nas tylko przeciwko pewnym szczepom meningokoków.

Ważna jest też profilaktyka. Dzieci nie powinny pić z jednej butelki, jeść na przykład tej samej kanapki. Najlepiej unikać wielkich skupisk ludzi. Pomieszczenia w internatach, akademikach czy koszarach trzeba często wietrzyć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie