Sezon na jatki już się skończył

Redakcja
- Zmęczyła mnie już polityka ciągłego dokopywania, szukania konfliktów, prowokowania. Sezon na jatki trwał dwa lata i już się skończył - mówi Tomasz Lis.
- Zmęczyła mnie już polityka ciągłego dokopywania, szukania konfliktów, prowokowania. Sezon na jatki trwał dwa lata i już się skończył - mówi Tomasz Lis. Fot. Tytus Żmijewski
Rozmowa z Tomaszem Lisem po emisji autorskiego programu "Tomasz Lis na żywo" w TVP 2.

- Żona złożyła panu gratulacje?

- Tak. Wczoraj mnie ucałowała, a dziś rano pogratulowała.

- I co powiedziała?

- A, to już niech zostanie między nami.

- A panu program się podobał?

- Uważam, że był dobry, solidny, przyzwoity. Czy był nadzwyczajny? Nie. Czy może być lepszy? Może. To jest pojedynek z sobą, z materią... Nie należy ulegać euforii ani histeryzować. Wiem, że nie wszystko było dokładnie tak, jak powinno być. Ale to kwestia docierania się każdego programu. W każdym razie obejrzało go cztery i pół miliona widzów. Od dziesięciu lat żaden program publicystyczny w żadnej polskiej telewizji nie miał takiej oglądalności.

- Mnie też się podobał, ale pan. I to głównie jako mężczyzna.

- (śmiech) Dobre i to...

- Bo jak na dziennikarza był pan trochę za grzeczny, mało uszczypliwy. Jakby zgubił pan swój pazur.

- Zmęczyła mnie już polityka ciągłego dokopywania, szukania konfliktów, prowokowania. Sezon na jatki trwał dwa lata i już się skończył.

- Pan się zestarzał, panie Tomku?!

- Dojrzałem. Trzeba być ślepcem, żeby nie zauważyć, że polska polityka wygląda dziś trochę inaczej. A ja już nie mam ochoty za każdym razem rozkręcać jatki. Można zawsze zaprosić panią Senyszyn i jakiegoś prawicowego oszołoma, napuścić ich na siebie i będzie wesoło i wtedy jest z pazurem. Nie! Z takim pazurem już więcej nie będę się pojawiał. Mnie chodzi o to, żeby ten program dawał do myślenia. Przynajmniej będę się o to starał.

- To telewizja publiczna aż tak bardzo pana zmieniła?

- Telewizja publiczna zobowiązuje. Dlatego nie będę odstawiał na ekranie publicystycznego Flipa i Flapa. To ma być poważny program. Od rozrywki są inni.

- Poważne programy są albo ciekawe, albo nudne, albo nijakie. Profesor Jarosław Macała, politolog z Uniwersytetu Zielonogórskiego, gdy go spytałam o ocenę programu, postawił panu piątkę. Ale w dziesięciopunktowej skali.

- Każdy ma prawo do swojej opinii. Zdanie profesora znaczy dokładnie tyle, ile zdanie każdego z czterech i pół miliona widzów. Ani mniej ani więcej.

- Ponad cztery miliony to rzeczywiście liczba imponująca. Ludzi ściągnęła przed telewizor przede wszystkim ciekawość, bo program był anonsowany...

- ... nikt nikomu nie każe 50 minut siedzieć przed telewizorem. Jak jest nudno, to się telewizor wyłącza.

- A pan uważa, że nudno nie było?

- Tak uznali widzowie. Krzywa oglądalności nie kłamie. Włączyli i oglądali.

- Dlaczego pan się denerwuje?

- Ja się nie denerwuję, tylko śmieszy mnie to polskie dziennikarstwo pod hasłem: "z góry teza, a potem dowodzimy".

- Ja nie znam takiego dziennikarstwa.

- Nie? Ale takie ono jest!

- Może za bardzo wierzy pan w swoją wielkość?

- Ja chętnie słucham krytyki. Ale znudzony jestem pohukiwaniami zakompleksionych, ujadających zawistników. Tanie złośliwości, niegodziwe insynuacje, oczywiste kłamstwa, szczucie. To jest u nas norma.

- Rozumiem, że pan się opiniami nie przejmuje.

- Droga pani, nic takiego nie powiedziałem! Opinia każdego z widzów jest dla mnie istotna. Ale ja mam też swoją miarę. Od prawie 20 lat haruję jak wół, uczę się, czytam, staram, spalam. I nie dam się wepchnąć do narożnika tylko dlatego, że grupka frustratów nie może znieść, że ktoś sobie radzi, że komuś się udało, że ktoś zrobił wywiady z ludźmi, których nawet nie zobaczą. Pracuję jak wół i dlatego funkcjonuję. Krytykujcie mnie, proszę, ale nie szarpcie za nogawki, bo patrząc na to czasem wstydzę się, że wykonuję zawód dziennikarza.

- A propos lat: ponoć na starość ma pan zamiar osiąść w Zielonej Górze.

- Myślę, że jak będę miał pięćdziesiąt parę lat, to za starca jeszcze nie będę się uznawał. Ale rzeczywiście jest taki poważny plan, żeby albo w samej Zielonej Górze, albo gdzieś w okolicach zamieszkać. Jak się jeździ wokół miasta, to w zasadzie każdy teren jest piękny, atrakcyjny, zalesiony. Czy to w stronę Jędrzychowa, czy Wilkanowa...

- I bez telewizji będzie pan potrafił żyć?

- Ja już dziś byłbym w stanie żyć bez telewizji! I czułbym się z tym komfortowo.

- To dlaczego pan do niej wrócił?

- Bo nie jestem gotów na emeryturę, choć wielu by mnie w roli emeryta chętnie dziś zobaczyło. Na razie nie mam innego pomysłu. Ależ jakie to życie byłoby wspaniałe, gdybym nie musiał czytać tysiąca głupot na swój temat.

- Pan jako telewizyjna gwiazda...

- Nie jestem gwiazdą! Jestem telewizyjnym rzemieślnikiem, który poważnie traktuje swoją pracę, nie robi fiku miku na ekranie, nie chce być sezonową gwiazdką... Nienawidzę tego słowa.

- Ale oprawa pańskiego programu była bardzo gwiazdorska.

- Nie. Była normalna. To tylko w Polsacie była taka dość parciana. Przez trzy lata obok siebie i za plecami miałem jedynie tekturki.

- Pan lubi siebie?

- Tak. Lubię siebie.

- A co w sobie ceni pan najbardziej?

- Siłę, żeby dawać odpór głupocie. I zawiści.

- Z tą zawiścią to jakaś mania prześladowcza w panu siedzi.

- Nie. Czytam gazety, więc to chyba nie jest mania prześladowcza. I jeśli w "Wyborczej" na dziewiątej stronie czytam, że popełniłem dramatyczny błąd uznając za bohatera dnia Andrzeja Wajdę, a na stronie pierwszej jest z nim wielki wywiad - to się pytam, czy są granice głupoty i zawiści, czy jednak ich nie ma. I odpowiadam sobie: nie ma takich granic. Po 20 latach funkcjonowania w tym środowisku wiem, kto jest kim, kto jest z kim, kto z kim trzyma i dlaczego, kto mnie kopnie, jak mocno i dlaczego. Jak ruszyły "Fakty", to przeczytałem, że to była parodia programu informacyjnego. Jak wyjeżdżałem do Ameryki, to pisali, że jestem idiotą, bo nie będę miał do czego wracać. Jak szedłem do Polsatu, to czytałem, że przechodzę do najbardziej szmacianej telewizji w Polsce. A jak teraz przechodziłem do TVP, to pisano, że będę służył PIS-owi. Nie ma takiej głupoty, której nie zdążyłbym o sobie przeczytać! W tytule programu nie przez przypadek jest "na żywo". To żart z tych, którzy chcieliby, żebym funkcjonował "na martwo".

- Aż tylu ma pan wrogów?! Nie wierzę.

- Konfucjusz powiedział, że człowiek nie potyka się o góry, tylko o kretowiska. Urządzono na mnie całkiem solidną nagonkę, próbowano mnie w typowo polskim stylu zaszczuć. Ale z tych uwag złośliwców i zawistników urządziłem sobie dobrą trampolinę psychiczną.

- I staje pan rano przed lustrem, spogląda sobie w twarz i mówi: mam was wszystkich w d... i tak jestem najlepszy.

- Pani znów ze swoimi tezami... Nigdy nie zaczynam dnia od przyglądania się sobie w lustrze, tylko od kawy i nakarmienia psa. A jak już stoję przed lustrem, to w ogóle sobie nic nie mówię, tylko pilnuję, żeby się nie zaciąć, kiedy się golę.

Rozmawiała Danuta Kuleszyńska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie