SPORTY WALKI. Michał Grabarek po kontuzji wrócił w wielkim...

    SPORTY WALKI. Michał Grabarek po kontuzji wrócił w wielkim stylu

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Gazeta Pomorska

    Michał Grabarek (z prawej w efektownej akcji) do momentu kontuzji nie dawał Danielowi Adamczykowi zbyt wielu szans

    Michał Grabarek (z prawej w efektownej akcji) do momentu kontuzji nie dawał Danielowi Adamczykowi zbyt wielu szans ©Fot. Archiwum

    Półtora roku temu Michał Grabarek został mistrzem Polski w muay thai, kończąc finałową walkę z zerwanymi więzadłami w kolanie.
    Michał Grabarek (z prawej w efektownej akcji) do momentu kontuzji nie dawał Danielowi Adamczykowi zbyt wielu szans

    Michał Grabarek (z prawej w efektownej akcji) do momentu kontuzji nie dawał Danielowi Adamczykowi zbyt wielu szans ©Fot. Archiwum

    Dziewięć miesięcy wracał do zdrowia i formy. Teraz znów święci triumfy. Tym razem w boksie i K-1.

    Grabarek to zawodnik Fight Club Krakowiak Bydgoszcz, podopieczny Artura Krakowiaka. 2006 i 2007 rok należały bez wątpienia to tego niewysokiego, ale niesamowicie szybkiego, walecznego i silnego zawodnika. Mistrz Polski w karate shotokan, gdy tylko zajął się boksem tajskim, stał się numerem 1 w swojej kategorii wagowej (63,5 kg).
    Nie tylko w Polsce, gdzie już w 2006 roku został mistrzem, ale także na Starym Kontynencie. W maju 2007 w niemieckim Singen pewnie wywalczył Puchar Europy, zaś kilka dni później w Kaliszu, już po raz drugi, świętował złoty medal w krajowym czempionacie. Warto dodać, że w czerwcu 2006 r. wystartował w tajlandzkim Bangkoku w MŚ w muay thai, gdzie zajął w debiucie czwarte miejsce.

    "Strzeliły" więzadła
    - Niestety, w Kaliszu podczas majowych mistrzostw Polski opuściło mnie szczęście - tłumaczy Michał Grabarek. - W finałowej walce odniosłem poważną kontuzję prawego kolana. Sklinczowałem się z rywalem, noga ugrzęzła w zagłębieniu ringu i przy upadku "strzeliły" więzadła krzyżowe. Skacząc na jednej nodze, klinczując i parując ciosy, wytrwałem ostatnią minutę walki, a że miałem sporą przewagę, zdobyłem złoto. Zniesiono mnie jednak z ringu, a wkrótce trafiłem na stół operacyjny jednego z bydgoskich ortopedów. Rekonstrukacja więzadeł, na szczęście, powiodła się, lecz ze sportem musiałem wziąć kilkumiesięczny rozbrat.
    Grabarek to jednak twarda sztuka. Sześć miesięcy poruszał się o kulach, później rehabilitował kolejne trzy. Już w lutym pojechał na klubowy obóz do Murzasichla. - Szybko wracałem do formy. Organizm, nawykły do wysiłku od siódmego roku życia, nie zawiódł mnie. Kolano również, więc zacząłem myśleć o powrocie na ring. Na początek wybrałem boks, aby oszczędzać jakiś czas nogę - mówi bydgoszczanin.

    Godziuk razy dwa
    Polski Związek Bokserski nie ułatwiał mu jednak sprawy, piętrząc trudności. - A to nie miałem badań, a to nie mogłem wziąć udziału w mistrzostwach Polski, gdyż wcześniej nie startowałem w cyklu Grand Prix. Myślę, że środowisko obawia się po prostu zawodników z innych odmian sztuk walki - tłumaczy Michał.

    W maju wziął udział w walce pokazowej w Toruniu. Mocno nadwerężył zawodnika miejscowego Ringu Wolnego Arkadiusza Godziuka, który jest seniorem i ma na koncie ponad 60 walk. Ale - ku zaskoczeniu bydgoskiej ekipy - sędziowie skrócili walkę o jedną rundę i nie ogłosili werdyktu, zaś organizatorzy podali później, że wygrał... Godziuk. - Najbardziej wkurzył się... trener Krakowiak - śmieje się Michał.

    W lecie pojechał na zgrupowanie z FCK do Cetniewa, a później do francuskiego Strasbourga z zaprzyjaźnionym klubem ze Szczecina. W październiku, znów w Toruniu, doszło do rewanżowej walki z Godziukiem podczas międzynarodowego turnieju. - Rywal był liczony w 1. i 2. rundzie, a w 3. zaliczył nokaut. Myślę, że w ten sposób zamknąłem usta niedowiarkom - dodaje Grabarek.

    Poznański pech
    Również w październiku wystartował w dwóch imprezach w formule K-1. Najpierw w Kaliszu w Pucharze Europy federacji ISKA, gdzie w kategorii 63,5 kg wywalczył 1. miejsce. W finale pokonał pewnie na punkty (w 2. rundzie był nawet liczony) Przemysława Szynkielewicza z Ustki. - Trochę na początku byłem spięty, bo rywalizowałem dokładnie w tym samym ringu, w którym ponad rok wcześniej odniosłem kontuzję. Szybko jednak pozbyłem się obaw i biłem się po swojemu. Po walce rywal nawet zemdlał w szatni i został odwieziony do szpitala. Musiał więc poczuć moje ciosy, choć - na szczęście - nie odniósł poważniejszego urazu - opowiada zawodnik FCK.

    Kilka dni później, na dwa dni przed imprezą, dostał telefon od organizatorów gali X Fight Series w Poznaniu. - Ktoś doznał kontuzji i potrzebowali zawodnika do walki z Danielem Adamczykiem, tegorocznym wicemistrzem świata ISKA w K-1. Walczyliśmy trzy rundy po trzy minuty. W dwóch pierwszych wyraźnie prowadziłem. Niestety, w trzeciej zderzyliśmy się głowami i pękł mi łuk brwiowy. Lekarz nie dopuścił mnie do dalszej walki, a sędziowie ogłosili techniczny nokaut. Straszny pech - mówi Michał, prezentując efektowną bliznę nad lewym okiem.

    Sponsor potrzebny
    Te walki pokazują jednak, że forma Grabarka idzie w górę. Niestety, Polskie Zrzeszenie Muay Thai nie potrafi "zagospodarować" takiego zawodnika. Dlatego trzy najlepsze polskie kluby: FCK Krakowiak, Arkadia Kalisz i Camel Olsztyn wystąpiły z federacji. FCK startuje teraz w różnych turniejach jako klub niezrzeszony. - Coraz gorzej się dzieje. Nie ma gal, walk i pieniędzy. Zresztą w klubie też się nie przelewa. Tylko na letnie przygotowania wydałem na siebie z prywatnych pieniędzy pięć tysięcy złotych. Łączę pracę i sport, a to nie sprzyja przygotowaniom. Być może za pośrednictwem "Pomorskiej" znajdę kogoś, kto chciałby mnie wesprzeć - apeluje zawodnik.

    A warto, bo Michał Grabarek ma ambitne plany. Mistrz Polski i Europy w karate shotokan oraz boksie tajskim chce dołożyć dwa kolejne tytuły mistrzowskie: w boksie i kick boxingu.

    - Cztery tytuły w czterech różnych odmianach sztuk walki to byłoby duże wydarzenie. Na razie spokojnie trenuję przed kolejną poznańską galą X Fight Series, która odbędzie się 7 lutego. Trzymajcie za mnie kciuki...

    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo