Studenckie życie

Iza Wodzińska
Dilerzy i meliny w akademikach, powszechność ściągania, sprzedawanie i kupowanie prac magisterskich, prostytucja studentek - to zjawiska opisane w raporcie o studenckim podziemiu, przygotowanym na zlecenie władz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

     Władze toruńskiego uniwersytetu postanowiły sprawdzić, jak podatni są na patologie studenci dziennych kierunków uczelni. Zleciły przeprowadzenie stosownego badania Instytutowi Socjologii UMK. Raport został już zaprezentowany senatowi uczelni, my przedstawiamy go jako pierwsi. - Te dane to wierzchołek góry. Dużo gorzej jest tam, gdzie panuje większy luz: na studiach płatnych i w prywatnych wyższych szkołach - twierdzi znany profesor, wykładowca w kilku wyższych uczelniach.
     90 procent oszukuje?
     
Z raportu wynika, że co najmniej połowa żaków ściąga i wcale się tego nie wstydzi, a przyzwolenie dla tego procederu wśród studentów jest powszechne. To ostrożne szacunki, bo niektórzy ankietowani pisali, że "takich zdolnych", co nie "zwalają" nigdy, jest u nich na roku tylko 5-10 proc.! Studenci informatyki np., po zasięgnięciu języka u starszych kolegów na temat obyczajów egzaminatorów, przygotowują sobie gotowce ("podkłady"), które oddają zamiast prac egzaminacyjnych. - Przygotowujemy definicje, albo twierdzenia z dowodami, każde na osobnej kartce. Albo przepisujemy podany przez wykładowcę skrypt. Na egzaminie czekamy na właściwy moment i wyjmujemy z teczki odpowiednią kartkę - opowiadał ankieterowi (też studentowi) jeden z nich. Bywa, że "mózgowiec" pisze dwa kolokwia - za siebie i za kolegę. A wykładowcy udają, że nie widzą, jak ktoś komuś zagląda przez ramię - prawie 60 proc. odpowiadających zeznało, że kadra naukowa bywa pod tym względem bardzo liberalna. Połowa uczciwie przyznała, że nie pamiętają takiego egzaminu, na którym chcieliby "zerżnąć", ale się nie udało. Opracowanie zawiera opis umowy grupy studenckiej z wykładowcą, że "można ściągać, ale tylko troszeczkę". Tylko 7 proc. naiwnych (nieuczciwych?) twierdzi, że ściąganie na uczelni nie istnieje.
     W raporcie znaleźliśmy też przykład bliskiej współpracy uczelni Torunia i Bydgoszczy, która na oficjalnych szczeblach rodzi się z takimi bólami. Oto kilkunastu studentów fizyki UMK pojechało na bydgoską AT-R, by za studiujących tam mniej pracowitych kolegów... zdać trudny egzamin. Dostali za to po 50 zł i zwrot kosztów przejazdu.
     Magisterki na sprzedaż
     
UMK nie jest szczególnie chłonnym rynkiem dla piszących prace (zaliczeniowe, semestralne, licencjackie, magisterskie) na zamówienie. Tylko (aż?) 14 spośród wybranych losowo 607 studentów i studentek przyznało się do kupienia takiej pracy. 92 proc. ankietowanych twierdzi natomiast, że nigdy nie zdecydowałaby się na przedstawienie kupionej pracy jako własnej. Uniwersytet może być za to "zagłębiem" płatnych "pisarzy".
     
Raport zawiera wypowiedź jednego z nich o firmie (organizacji?), w której oprócz niego pracuje jeszcze jeden "pisarz" i pośrednik - "naganiacz". W innej relacji pojawia się w roli piszącego za pieniądze doktorant jednego z wydziałów oraz osoba, która z takiego procederu utrzymywała się przez całe studia. Piszą nie tylko z dziedzin, w których łatwo podeprzeć się mało naukową "publicystyką" - pedagogiki psychologii, politologii, logistyki, marketingu, reklamy, promocji, zarządzania zasobami ludzkimi, public relations, historii - ale też np. programy na zaliczenie pracowni komputerowej.
     Meta w akademiku
     
Że studenci piją, to żadna tajemnica, ale tu aż 39 proc. uczestników sondażu przyznało, że upija się przynajmniej raz w tygodniu! Inni opisywali kolegów uprawiających "trzydniówki", a nawet popijających codziennie przez tydzień. Tylko co piąty student i co trzecia studentka deklarują, że nigdy dotąd nie stracili w piciu miary. Piją, żeby oderwać się od problemów (50 proc. wskazań, najwięcej na Wydziale Chemii), dla przyjemności (47 proc.), na chandrę (16 proc.), świętując sukcesy (16 proc.). 14 proc. uważa, że upijanie się to forma spędzania wolnego czasu. - Nie pamiętam imprezy bez alkoholu - zwierza się jeden z respondentów. Melina, w której nawet w śrdoku nocy można kupić alkohol, jest niemal w każdym akademiku, a jej prowadzenie to opłacalny interes. Jeden z informatorów pochwalił się ankieterom, że jego kolega za zarobione w ten sposób pieniądze kupił sobie mieszkanie. Meliny handlują głównie spirytusem, także tym niewiadomego pochodzenia i oczywiście bez akcyzy, który jest trzecim - po piwie i wódce - najczęściej używanym w tym środowisku trunkiem.
     Co drugi ankietowany stwierdził, że miejscem, w którym bez problemu można kupić alkohol i papierosy bez akcyzy - a więc nielegalne - są akademiki.
     Nap... amfę
     
- Kupno narkotyków to prosta sprawa, wiele osób w akademikach handluje narkotykami - uważa większość studentów. Chodzi głównie o marihuanę i haszysz oraz amfetaminę, inne są dla chłopców i dziewczyn z UMK za drogie. 80 proc. stwierdziło, że narkotyki są powszechnie stosowane, 57 przyznało, że wie, od kogo można kupić dragi i wymieniło w tym kontekście osoby z najbliższego otoczenia (prawie połowa tej grupy wskazała innego studenta). 61 proc. mieszkańców domów studenckich na pytanie, gdzie kupiłoby narkotyki, odpowiedziało "u sąsiada obok". Panuje powszechne przekonanie, że amfetamina stosowana jest podczas przygotowań do egzaminów przez studentów prawa (","dziewczyno, czy ty naprawdę nie wiesz, że wszyscy na prawie nap... speedy i amfę," "? - usłyszała ankieterka). Tylko czworo na 607 badanych jest zdania, że amfetamina przed egzaminem to nieznana w UMK egzotyka. 12 proc. przyznało się wprost do kupowania narkotyków. Tę liczbę trzeba jednak traktować ostrożnie, bo badani mogli uznać, że nie są do końca anonimowi - ich nazwiska były losowane z wydziałowych list studentów, ankieterami byli inni studenci. Tymczasem deklarowany brak akceptacji wobec narkotyków jest dość powszechny (75 proc.).
     Prostytutka z akademika?
     
Studentów zapytano też o prostytucję i "sponsoring" (seks za utrzymanie i prezenty). 13 proc. odpowiedziało, że spotkało się ze "sponsoringiem", 7 proc. słyszało o prostytucji wśród studentów.
     Na "sponsoring" natknęli się najczęściej lokatorzy mieszkań studenckich, studenci III roku, z wydziału prawa (21 proc.) oraz matematyki i informatyki (18 proc.). Opinie co do moralnej oceny tego zjawiska są podzielone - nie akceptuje go 84 proc. studentek, ale tylko 39 proc. studentów uważa go za coś złego. Aż połowa akceptujących taki handel własnym ciałem młodych ludzi mieszka w akademikach.
     "Zwykła" prostytucja wydaje się zjawiskiem naprawdę marginesowym. Jednak w badaniach ankietowych trafiła się informacja, że studentka kierunku humanistycznego świadczyła tego rodzaju "usługi" w akademiku, gdzie odwiedzali ją "mężczyźni czasem naprawdę pijani i głośni". Dziewczyna straciła lokum dopiero wtedy, gdy poskarżyła się współlokatorka, ale ze studiów nie wyleciała.
     Badania na reprezentatywnej próbie 607 studentów studiów dziennych UMK - przeprowadził Zespół Realizacji Badań IS UMK Pryzmat.

Co dziesiąty Polak kupuje podróbki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie