Tak to się robi (drukuje) w Chicago

Renata Kudeł
Od lewej: Milena, autorka artykułu oraz Didi, inicjatorka wyprawy.
Od lewej: Milena, autorka artykułu oraz Didi, inicjatorka wyprawy. Nelson Gonzales
Takiego finału mojego pobytu w Chicago się nie spodziewałam. W dniu wylotu do Polski Didi zorganizowała wyprawę do drukarni "Chicago Tribune". Przewodnikiem był Nelson z Portoryko.

Stołówka pracownicza dla zatrudnionych w drukarni robi wrażenie - przede wszystkim dlatego, że zdobi ją imponujący mural. A widok przez przeszklony dach na Dowtown dosłownie zapiera dech.
Setki samochodów na pobliskim parkingu, również z charakterystycznym napisem "Chicago Tribune" - to nimi rozwożone są gazety do punktów sprzedaży. Codziennie rano, także w niedzielę, gazeta trafia do tysięcy Czytelników.

Budynek drukarni "Chicago Tribune" na pewno nie jest tak bardzo znany, jak piękna siedziba redakcji przy Michigan Avenue, Tribune Tower. Ale ten budynek z czerwonej cegły, z charakterystycznym napisem, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w Chicago.

Dorota Descorbeth, czyli Didi, Polka z pochodzenia, chicagowianka od dziesięciu lat, mój tutejszy cicerone, wiedząc, że jestem dziennikarką, zaprasza mnie i Milenę, zaprzyjaźnioną stewardesę z Warszawy (będę z nią wracać dreamlinerem do Polski, za kilka godzin) do zwiedzania drukarni, w której powstaje największa w tym mieście gazeta. Naszym przewodnikiem jest Nelson Gonzalez, Portorykańczyk, jej dobry znajomy, związany z "Chicago Tribune" od ponad trzydziestu lat. - Polska? Poland? Tutaj pracowało ze mną i pracuje wielu Polaków - mówi Nelson. Nic w tym dziwnego, podczas trwającego prawie miesiąc pobytu w Chicago ślady polskości widziałam na każdym kroku. Wraz z Nelsonem w miejscu, gdzie drukuje się ta codzienna, poczytna gazeta, o nakładzie ponad 700 tys. egzemplarzy, pracowali po trzydzieści i więcej lat na przykład Wiesław Lewandowski czy Ronald Szykowny.

"Chicago Tribune", amerykański dziennik poranny wydawany od 1847, to jedna z najbardziej wpływowych i prestiżowych gazet w USA. W początkach powstania wyrażał głównie konserwatywne poglądy Środkowego Zachodu, obecnie jest nieco bardziej liberalny. Wydaje go Tribune Company. Drukarnia to moloch, do którego nie każdy może wejść. My korzystamy z tego, że co jakiś czas oprowadzane są tu wycieczki, głównie uczniów. To, co dla Didi czy Mileny jest nowością, mnie przypomina pracę - choć z drukowaniem nie mam wiele wspólnego, technologia wydaje się bardzo podobna.

Przeczytaj także: Dlaczego emigranci nie chcą wracać do Polski? "W kraju nie dzieje się nic, z czym chciałbym być związany."

Bele papieru na wysokość trzech pięter

Wielkie wrażenie - nawet dla osoby, która bywała w drukarni (ta nasza, dawna, gazetowa, przy ul. Dworcowej w Bydgoszczy była jednak nieduża w porównaniu z tym kolosem) - robią wielkogabarytowe hale. Z kolejowej rampy, też na terenie drukarni, trafiają bele papieru. Ustawione jedne na drugich tworzą wysoką na trzy piętra ścianę. Potem bele trafiają - wagonikami na małych, wąskich szynach - tam, gdzie toczy się sam proces druku. O tej porze dnia maszyny w większości już nie pracują - wszystko, tak jak przystało na poranne wydanie, toczy się w nocy.

Nowoczesność? Owszem, proces jest skomputeryzowany. Oglądamy hale, na przykład te, gdzie gazeta jest naświetlana, które wyglądają, w zielonym świetle, jak z filmu science fiction. Tam, gdzie przebiega insertacja, czyli dodawanie do gazet dodatków, pracują dziesiątki meleksów, dziesiątki ludzi, jest kilkanaście pracujących taśm. Z daleka i z wysokości - jesteśmy już na trzecim piętrze budynku - wygląda to jak miasteczko, wykonane z klocków Lego.

Najwięksi też się mylą. Nawet w sprawach najważniejszych

A przed nami to, co dla "Chicago Tribune" równie ważne, jak teraźniejszość - minimuzeum. Są tu pierwsze strony pisma - począwszy od tej, gdy gazeta nazywała się jeszcze "World's Greatest Newspaper".
Nelson słusznie zwraca uwagę, że zapisano na nich nie tylko historię Ameryki, ale i świata. Jest pierwsza kolumna, bardzo już historyczna, opisująca wielki pożar Chicago w 1871 r., i inne, np. donoszące, że w Europie władzę zdobywa Hitler.

W 1948 roku gazeta stała się znana z powodu wpadki, popełnionej w trakcie odbywających się w tym samym roku wyborów prezydenckich. Na pierwszej stronie nagłówek głosił: "Dewey pokonał Trumana". Tymczasem wybory wygrał Harry Truman. Najwięksi też się mylą!

Wśród pamiątkowych gazet rzuca się w oczy ta opisująca aferę Watergate. Wzrok przyciąga "Chicago Tribune" z uśmiechniętym Barackiem Obamą, wybranym na prezydenta Stanów Zjednoczonych. A sam Obama to przecież jeden z najsłynniejszych ludzi, pochodzących z Chicago.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie