Tomasz Siwek od siedmiu lat mieszka w przyczepie kempingowej...

    Tomasz Siwek od siedmiu lat mieszka w przyczepie kempingowej [16.01.2019]

    Zdjęcie autora materiału
    Agnieszka Domka-Rybka

    Gazeta Pomorska

    Pan Tomasz ma na razie tylko taki dom. Na plaży przy jeziorze w Tucznie. Marzy o prawdziwym, gdzie będzie mu ciepło, zapali światło i wreszcie umyje
    1/8
    przejdź do galerii

    Pan Tomasz ma na razie tylko taki dom. Na plaży przy jeziorze w Tucznie. Marzy o prawdziwym, gdzie będzie mu ciepło, zapali światło i wreszcie umyje się jak człowiek. Tyle potrzebuje do szczęścia. ©Agnieszka Domka-Rybka

    XXI wiek, środek Europy, kujawsko-pomorska część Polski, wieś Tuczno w powiecie inowrocławskim. Tutaj mieszka - w starej i dziurawej przyczepie kempingowej - Tomasz Siwek. Od siedmiu lat! Żali się, że koty, psy, a nawet karpie mają lepsze życie od niego.
    Gdy spotykam się z panem Tomaszem, temperatury w nocy spadają do minus 15 stopni Celsjusza.

    - Codziennie rano, jak otwieram oczy - cieszę się, że jeszcze żyję. Oddycham. Nie zamarzłem. I tak daję radę nawet bez lekarzy. Od lat żadnego na oczy nie widziałem, ale nie choruję i nic mnie nie boli. Nic, a nic! Słowo honoru! - pan Tomasz stara się być optymistą. - Latem mam tu, proszę pani, jak na wczasach - żartuje, choć to raczej jest czarny rodzaj humoru.

    Tuczno kiedyś tętniło życiem, ale dziś...


    Jego „dom na kółkach” (musiały kiedyś być, w każdym razie zostały po nich ślady) stoi zaledwie kilka metrów od jeziora. Wygląda to tak, jakby 58-letni bohater mojego artykułu mieszkał na plaży. Latem jezioro kusi wędkarzy, bo jest w nim sporo ryb: leszczy, linów, karpi, płotek, karasi. Pięknie prezentuje się również teraz - w zimowej scenerii.

    Tuczno kiedyś, gdy była tutaj cukrownia, wprost tętniło życiem. Nawet piłkarze grali na boisku należącym do zakładu. W 2014 roku Krajowa Spółka Cukrowa podjęła decyzję o jego likwidacji. Do dziś pozostał po cukrowni tylko stary komin, który widać z daleka, gdy dojeżdża się do wsi.

    Cukrowania dawała ludziom pracę, a gdy jej zabrakło, 160 mieszkańców, tylu było zatrudnionych tuż przed zamknięciem, zostało na przysłowiowym lodzie. Utrzymywali się z niej także mieszkańcy sąsiednich miejscowości. Dlatego dla takiej gminy, jak Złotniki Kujawskie, do której należy Tuczno, likwidacja największego zakładu była prawdziwym dramatem. I, jak to w życiu bywa, niektórzy potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale dużą część, niestety, zmiany przerosły. Poddali się losowi. Niektórzy do dziś żyją z zasiłków.

    - Ci co mieli wysokie stołki w cukrowni, to sobie szybko połapali inne ciepłe krzesełka, a reszta robaczków to... sama pani wie, jak to się w Polsce odbywa. Najbardziej zawsze w d... dostają ci na samym dole - uważa pan Tomasz.

    Też pracował w cukrowni - przez 23 lata. Wcześniej przez kilka jeździł w PKS-ie w Inowrocławiu. Jednak przyszedł taki moment, że życie pana Tomasza kompletnie się rozsypało.

    Został sam jak palec


    Pochodzi z Koła. Do Tuczna przyjechał za miłością. Jednak w tej miłości jemu nie wyszło. Zaczęło się płomiennym uczuciem, skończyło rozwodem i załamaniem nerwowym.

    Pan Tomasz został sam. Sam jak palec. Dobrze wie, że aniołem ze skrzydłami nie był. Smutki zapijał alkoholem. Ale zmienił się, pracuje dorywczo. Jest kierowcą z C i E. Pragnie żyć jak normalny człowiek.

    Pojechałam...


    Stara, popękana przyczepa kempingowa. Szyby w oknach powybijane, od zewnątrz zabite deskami, a od środka powypychane starymi kołdrami, i kapami. Nie ma prądu, wody oraz jak i czym ogrzać kilkumetrowego lokum. Latem duchota nie do wytrzymania, a zimą strach przed zamarznięciem - tak od siedmiu lat wygląda „dom” dziś 58-letniego Tomasza Siwka z Tuczna.

    Zobacz galerię

    Siedem lat w przyczeie, ale wcześniejsze trzy w innej budzie. Błąkam się, jak pies wyrzucony za drzwi. Tylko to mnie jeszcze trzyma przy życiu, że wyjdę na prostą, bo inaczej już dawno bym się poddał - opowiada pan Tomasz.

    Żeby dojechać do Tuczna, trzeba skręcić w Złotnikach Kujawskich w prawo (kierunek z Bydgoszczy), a potem w lewo. Droga lokalna jest bardzo śliska, bo akurat sypie śnieg. Gdy widzę stary komin po cukrowni - to znak, że jestem blisko do celu.

    Pan Tomasz czeka na mnie wraz z dwójką znajomych, na początku wsi. Razem idziemy w stronę jeziora. Jest bardzo zimno. Może być kilka stopni na minusie.

    Jakimś cudem wciąż jestem na tym świecie


    Z drogi polnej z daleka rzuca się w oczy przyczepa kempingowa, kolorystycznie wkomponowana w padający śnieg.

    - O, tutaj właśnie jest mój dom - pokazuje mężczyzna. Nie ma rękawiczek. Ręce czerwone.

    Przede mną przerażający widok, choć sporo już w swoim dziennikarskim życiu widziałam. Coś, co kiedyś służyło za kemping, dziś nie ma kół i szyb w oknach. Dziur więcej niż w szwajcarskim serze, są połatane deskami.

    To by, oczywiście, nie straszyło aż tak bardzo, gdyby nie świadomość, że służy człowiekowi za mieszkanie.

    Wchodzę do środka. Stare kołdry w oknach. Wisi wiklinowy abażur, ale szybko zauważam, że bez żarówki. Bo tutaj nie ma prądu. Kiedyś pewnie był, ale to musiało być bardzo dawno temu.

    Nie ma również na czym ugotować ciepłej herbaty, choć za oknem zima. Nie mówiąc już o ciepłym posiłku. Przy suficie zwisają dwie foliowe torby, pan Tomasz przechowuje w nich jedzenie. Nie popsuje się, bo tutaj lodówka jest przecież wszędzie...

    Zimno!!!


    Na drewnianej skrzyni, co ma przypominać stolik (na pewno nim nie jest), gdzie za obrus służy jasna pościel - stoją: słoik, pasztet, świeczka, radio na baterie, leżą okulary.

    A łóżko? Nie, to nie może być łóżko, ale tutaj pan Tomasz śpi: - Teraz, gdy jest tak zimno w nocy przykrywam się dwiema kołdrami i kocem. No, jakoś muszę się przecież wyspać. W nocy w przyczepie są jakieś dwa stopnie na plusie.

    - Pani się rozejrzy, czy można tak mieszkać w XXI wieku, w cywilizowanym świecie, w środku Europy? No przecież każdy widzi, że nie można! I nie można też zostawić człowieka bez pomocy do jasnej ch...! A jak zamarznie? Wtedy wszyscy zaczną pytać: gdzie byli sąsiedzi, co robiła pomoc społeczna? Że też ludzie nic nie widzieli, że też ludzie nic nie słyszeli? - podnosi głos Edmund Czerwiński, emeryt z Tuczna, znajomy lokatora przyczepy.

    Gmina przyznała Siwkowi bon na jedzenie w wysokości 200 złotych miesięcznie. Tyle.

    Czytaj również: Wypowiedział wojnę energetykom, rolnik wyorał kabel 360V. Energa: niech płaci za szkodę

    Tomasz Siwek wystąpił do gminy o przydział lokalu. W listopadzie gmina mu odmówiła tłumacząc, że na razie nie ma takich mieszkań w swoich zasobach.

    Zobacz galerię

    Witold Cybulski, wójt Złotnik Kujawskich twierdzi, że sprawę Tomasza Siwka zna dopiero od listopada i natychmiast zajął się nią osobiście.

    - Na pewno zasługuje na naszą pomoc. Zrobię wszystko, żeby pan Siwek dostał mieszkanie, ale może nie uda się to od razu. 14 stycznia zbiera się w gminie specjalna komisja i ona zdecyduje czy już teraz czy trochę później. Proszę mi wierzyć, los tego człowieka nie jest mi obojętny. Rokuje, że chce zmienić swoje życie. Pracuje. Mam to na piśmie. Pomożemy mu - obiecuje wójt.




    WZMOŻONE KONTROLE ESCAPE ROOMÓW W CAŁYM KRAJU, KILKADZIESIĄT JEST JUŻ ZAMKNIĘTYCH



    Czytaj treści premium w Gazecie Pomorskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej
    12 Tenorów i wielkie przeboje tysiąclecia w Bydgoszczy!

    12 Tenorów i wielkie przeboje tysiąclecia w Bydgoszczy!

    100. rocznica wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego

    100. rocznica wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego