Torunian czeka jedenaście dni przerwy w rozgrywkach

Paweł Kumiszcze
Wysokie i pewne zwycięstwo nad Janowem przy licznie zgromadzonej publiczności - lepszego scenariusza nie mógł sobie wymarzyć toruński klub.

Jest szansa na awans do "szóstki", jest szansa na pełne trybuny.

Postawieni pod ścianą podopieczni Mariana Pysza i Andrzeja Masewicza podejmowali w piątek bezpośredniego rywala w walce o zajęcie szóstego miejsca gwarantującego udział w play off i rywalizację z najlepszymi drużynami kraju w ostatnich dwóch rundach sezonu zasadniczego.

Piękne bramki
Stawka spotkania była duża, co można było również zaobserwować po większej, niż zwykle liczbie kibiców na trybunach. - Mocno promowaliśmy to spotkanie - mówi prezes klubu Ryszard Szymański. - Dodatkowo utrzymaliśmy niższe ceny biletów i zaprosiliśmy młodzież ze szkół. Myślę, że jeżeli zawodnicy wygrają w Sanoku, to na Podhale 21 grudnia przyjdzie jeszcze więcej osób.

Kibice, którzy pojawili się w piątek na Tor-Torze, nie mogli czuć się zawiedzeni. TKH po kilku słabszych minutach na początku meczu przejął inicjatywę, punktując rywala do samego końca meczu. - Nie mam pojęcia, co się stało, że wypadliśmy tak mizernie - mówi Tomasz Jóźwik, napastnik janowian. - Ta potyczka przypominała nasz mecz z poprzedniej rundy, tylko ktoś zamienił role. Nie byliśmy zmęczeni, a mimo to większość pojedynków jeden na jeden została przegrana. Gospodarze byli od nas szybsi, bardziej dynamiczni.

W nieco ponad minutę torunianie dwukrotnie pokonali Petra Jeża, wychodząc szybko na dwubramkowe prowadzenie. - Nasz bramkarz nie miał także zbyt dużo do powiedzenia przy trzecim trafieniu - wyjaśnia Jóźwik. - Przy obu strzałach Rafała Cychowskiego był zasłonięty i nie zdążył zareagować w porę.

- To były piękne bramki - przyznaje Andrzej Masewicz, drugi trener TKH. - Wreszcie nie zawiodła precyzja. Nie daliśmy zbyt wiele miejsca rywalom, skracając im pole gry. Może nie zawsze wyglądało to tak jak powinno, ale najważniejsze, że udało się wygrać. Jeżeli obie drużyny wykorzystałyby swoje sytuacje było 12:5.

Urazy Dołęgi i Kubata
Jedyny poważny błąd, jaki popełnił TKH miał miejsce w pięćdziesiątej czwartej minucie, w której drużyna Jaroslava Lehockyego zdobyła honorowego gola. - Nikt nie krzyknął Vladimirowi Burilowi, że zawodnik Naprzodu wychodzi z ławki kar - mówi Masewicz. - Z tego stworzyła się sytuacja dwa na jeden i Zat' ko pokonał Plaskiewicza. Wcześniej Jarosław Dołęga złapał kontuzję kręgosłupa, a Zoltan Kubat kostki, więc w trzeciej tercji nie chcieliśmy ich nadwerężać.

Torunian czeka teraz przerwa do dziewiętnastego grudnia związana z występami reprezentacji Polski na turnieju EIHC na Węgrzech.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie