Toruński hokeista poznał co to dno i beznadzieja. Teraz prowadzi przytulisko dla mężczyzn

Adam Willma [email protected]
Dąbrowski: - Spotkałem starego kumpla, dawną gwiazdę naszej ligi. Chciał poczęstować mnie denaturatem z butelki. Kilku kumpli nie ma domu...
Dąbrowski: - Spotkałem starego kumpla, dawną gwiazdę naszej ligi. Chciał poczęstować mnie denaturatem z butelki. Kilku kumpli nie ma domu... Adam Willma
Popularność i pieniądze to imitacja szczęścia. Waldemar Dąbrowski, znany toruński sportowiec miał okazję przekonać się o tym na własnej skórze.

Przy wejściu Waldek Dąbrowski przywiesił plakietę ze słońcem. Świeci dokładnie pośrodku między punktem skupu złomu, składowiskiem węgla oraz wielką budową Centrum Nowoczesności.

Honor Bydgoskiego Przedmieścia

Od miasta dostali na połatanie dachu dziurawego jak sito. Od przyjaciół - kilka palet styropianu i używane okna, więc wreszcie jest ciepło. Znalazło się trochę kafli z różnych serii, więc wyremontowali łazienkę w stylu mocno mieszanym. Ale przynajmniej zrobiło się schludnie.

Przeczytaj także:Pogrzeb po pijanemu, czyli wyznania księży alkoholików

W kuchni Karol Krawiec pichci mielone kotlety. Ma facet dar do gotowania. Prawie jak do hokeja. A w hokeju uchodził za jednego z najlepszych strzelców. Gdyby kto nie wierzył, w kuchni wisi fotografia drużyny "Pomorzanina". Przystojny chłopak, trzeci z prawej w pierwszym rzędzie to Karol. Mimo łysiny i siwizny błysk w oku ten sam.

Dla Waldka dziewięć lat starszy Karol był idolem, pierwszym hokeistą, który strzelił bramkę w nowo otwartej hali Olivia. Meczami na Tor-Torze żyło zresztą całe miasto, zwłaszcza gdy chłopaki z Torunia szły po wicemistrzostwo Polski.

Kiedy Karol zbierał największe laury, Waldek wojował z chłopakami z innych dzielnic na Bydoskim Przedmieściu.

- Bydgoskie to była prawdziwa szkoła życia - wspomina Dąbrowski. - Nigdzie indziej nie było tak egzotycznej mieszanki starej inteligencji i robociarskich rodzin. Wszyscy upchnięci w starych kamienicach z zaniedbanymi podwórzami.

Wiadomości z Torunia

Bydgoskie miało swój kodeks honorowy, który kazał kłaniać się nawet po pięć razy sąsiadce, ale i walczyć do upadłego o honor ulicy. Życie towarzyskie toczyło się w lasku przy Słowackiego. Tu chłopaki opróżniały pierwsze butelki taniego wina.

Życie jest łatwe

Ale nie Waldek. Nie smakowało mu, papierosy również.

Zaczął dopiero w klubie. Był młodym żonkosiem, ledwie wyrwał się z domu, gdzie matka egzekwowała twarde reguły gry.

Dostał etat w Merinoteksie papierowy, jak wszystkie chłopaki z klubu hokejowego.

- Zacząłem pić dopiero w klubie. Alkohol dawał człowiekowi luz, otwierał nowe znajomości. A było z kim je zawierać. Mijaliśmy się na treningach i zgrupowaniach z największymi gwiazdami lokalnego sportu. Przeszedłem na "ty" z żużlowcami, bokserami, piłkarzami. Nagle miałem mnóstwo przyjaciół.

Najwięcej wśród kibiców.

- To jest spirala, która sama się napędza - zastanawia się Waldek. - Kibic przynosi wódkę do szatni, bo imponuje mu, że może się napić ze swoimi ulubieńcami. Wychodzisz na lód, a facet w przejściu nalewa do kieliszka "Waldek, machnij lufę, będzie ci się lepiej grało". Później pojawiasz się w mieście, a ludzie porywają cię do knajpy. Każdy chce się z tobą napić. Jesz, pijesz, za nic nie płacisz. Dziewczyny lecą na ciebie. Pamiętam, że któregoś dnia pomyślałem sobie: "Ja p...ę, jakie to życie jest łatwe".
Życie nie jest takie łatwe

Z pierwszą żoną szybko się rozstał. Przy drugiej popłynął całkowicie: - Wyjechałem grać na Zachód. Hamburg, Wiedeń - życie za inne pieniądze. Byłem zupełnie poza kontrolą, więc nie musiałem się pilnować, tylko robić wyniki. Usypiał mnie alkohol, budził haszysz.

Wracając do domu, nie musiał się kryć z piciem. Że niby w Hamburgu mu nie wolno, bo treningi i mecze, więc przynajmniej w Toruniu może się wyszaleć.

Tak było aż skończył się zawodowy kontrakt. W tym czasie trafił z depresją do psychiatryka, przez chwilę zamieszkał w Azerbejdżanie z poznaną w Niemczech kobietą. Gdy zapukał do domu w Toruniu, nie mógł spodziewać się niczego dobrego. Małżeństwo leżało w gruzach. Żona zablokowała konto wymieniła zamki w drzwiach: - Ty już nie masz domu.

Waldek: - Przesiedziałem tę noc w kucki w zatęchłej piwnicy. W ręku miałem ćwierć butelki taniego wina. Następnego dnia snułem się po mieście bez sensu. Zobaczyła mnie koleżanka - trener jazdy figurowej na lodzie: "Waldek. Taki fajny z ciebie chłopak, a co z sobą zrobiłeś?".

Byłem bezradny. Nie miałem pojęcia, co ze sobą zrobić. Nagle okazało się, że życie nie jest wcale tak łatwe, jak mi się wydawało.

Podanie ręki

Tygodniami grzał miejsce na ławce w parku. Przechodzili dawni kumple, zatrzymywali się kibice. Ktoś wspominał dawne mecze, kto inny - jak udało mu się podać Waldkowi rękę i ile to dla niego znaczyło. Litowali się, wkładali do ręki dwie dychy, czasem pięć. Wystarczało na solidne picie. A później - trzeźwienie, podczas którego wracała myśl, żeby zacząć od nowa.

Odnalazł ośrodek MONAR-u, stamtąd skierowali go na terapię do Rożnowic. - To było niesamowite doświadczenie - mówi Waldek. - Poznałem profesora uniwersyteckiego, pilota, lekarza-orzecznika, kapitana Straży Pożarnej. Wszyscy byli alkoholikami - brakowało im zębów, na głowie mieli szramy po bójkach. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo myśli - wszystkie zaległe sprawy, których nie zdążyłem dotąd przemyśleć, wróciły do głowy. Dosłownie - czym jest dobro i zło, dlaczego moi rodzice zachowywali się tak a nie inaczej, jaki jest sens tego życia. Wszystkie te zaległości w swojej głowie musiałem odrobić na nowo.

Mateusz

Postanowił, że resztę życia poświęci pomagając innym. Zaangażował się w działalność fundacji pomagającej byłym więźniom, ale ta rozpadła się pozostawiając podopiecznych na lodzie. Wtedy skrzyknął kilkanaście osób i założył swoje stowarzyszenie.

- Nazwałem je "Mateusz", na część syna mojej drugiej żony, który urodził się głuchoniemy i upośledzony w znacznym stopniu.

Dąbrowski skupił się na pomocy bezdomnym mężczyznom. - Nie mogłem patrzeć, jak ci ludzie znowu zaczynają tonąć. Sam przeżyłem bezdomność, więc dokładnie wiem, jak się czuje człowiek bezpański, pozbawiony sensu życia.

Dawny budynek warsztatów pośrodku przemysłowej dzielnicy zaczął przypominać miejsce do życia. Cudem, a właściwie łańcuszkiem cudów. - Nie bardzo wiem, jak to się udaje, ale jakoś udaje nam się wiązać koniec z końcem i jest co włożyć do garnka, a czasem nawet kupić chłopakom coś do ubrania.

Od Janiny Mirończuk z hospicjum Światło dostali meble. Od księdza Adamowicza z Caritas - lodówkę. - Na szczęście są jeszcze ludzie, dla których kiedyś w życiu ważny był sport i po tej sportowej linii zainteresowali się naszym losem. Niektórzy z hokeistów zainwestowali w życie lepiej niż ja i dziś nie są obojętni. Nikt nie może mieć pewności, czy kiedyś nie trafi do nas jako potrzebujący - Dąbrowski zapala papierosa (tego nałogu się nie pozbył). - Ale zgroza mnie ogarnia na myśl o tych sportowcach, którzy nie trafili do nas, bo zdążyli zapić się na śmierć.

Zwłaszcza jedno z tych spotkań było dla Waldka wstrząsem: - Spotkałem starego kumpla, dawną gwiazdę naszej ligi. Chciał poczęstować mnie denaturatem z butelki. Kilku chłopaków nie ma domu.

Sens

Karol Krawiec po zakończeniu kariery żył jak pączek w maśle. Prowadził małą firmę, ale zbankrutował i władował się w kilka procesów. W końcu stracił wszystko, z rodziną włącznie. Krawiec myśli, że w "Mateuszu" zostanie już do końca. Rodziny pewnie nie odzyska, ale wrócił do hokeja - ćwiczy z dzieciakami, żeby nie zgubiły sensu w życiu.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
franek

Karol  i zespół pomorzanina-  cały Toruń słyszał doping kibiców na TOR-TORZE,łezka się kręci:WIśniewski,Stefaniak, Czachowski, K Krawiec panie Dąbrowski trzymam kciuki.

T
Tadeusz

Jestem wstrząśnięty,tym co przeczytałem.Znam tych hokeistów,do niedawna Skulski,jeszcze Kowalski..widzę co się dzieje z ówczesnymi idolami.Karola Krawca znałem osobiście,mieszkał po sąsiedzku...jaka szkoda,że nikt nie potrafił w odpowiednim momencie im pomóc.Dobrze,że Waldek o nich i innych zawalczył.Chylę czoło i trzymam kciuki,aby się powiodło.Pozdrawiam.

y
yoka

Smutny los idoli....Pana Krawca pamietam z ligi -niewysoki ale za to waleczny,zadziorny i ambitny.DObrze ,że jeszcze potrafił się podnieść.Powodzenia !

a
aga

to zdjęcie to jakaś masakra. Pomorskiej nie stać na fotografów!

Dodaj ogłoszenie