Tylko popatrz, on stoi!

Roman Laudański roman.laudanski@pomorska.pl
Sylwia Godek z Gracjanem podczas letniego spotkania integracyjnego. Dziś chłopiec stoi już pewniej na nogach.
Sylwia Godek z Gracjanem podczas letniego spotkania integracyjnego. Dziś chłopiec stoi już pewniej na nogach. Fot. Autor
Kiedy Gracjan miał dwa lata, lekarze powiedzieli, że nigdy nie będzie chodził. Był leżącą "roślinką".

Gracjanowi można pomóc

Gracjanowi można pomóc

przekazując pieniądze na konto Fundacji Dzieciom "Zdążyć z pomocą", PKO BP XV/0 Warszawa 50102011560000790200077248 z dopiskiem darowizna na leczenie i rehabilitację GRACJAN GODEK. Jednoprocentowy odpis od podatku: Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą", ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa. GRACJAN GODEK, nr 3129 (w rubryce inne informacje). Numer KRS: 0000037904.

Dziś ma pięć lat, a po intensywnej rehabilitacji chodzi. - To jest choroba na całe życie, ale chciałabym, żeby Gracjan nauczył się jak najwięcej, stał się w miarę samodzielny - mówi Sylwia Godek, mama chłopca.

Wieś Bruki pod Unisławiem (powiat chełmiński). Do domu Godków trzeba wjechać w las, ale uczynni sąsiedzi podpowiedzą, którędy trafić. Stąd Sylwia wozi Gracjana na rehabilitację do Bydgoszczy, Chełmna i Unisławia. Czasem więcej godzin spędzają w samochodzie, niż na terapii, ale nie można odpuszczać, bo serce i wysiłek włożony w rozwój dziecka procentują.

- Urodziłam Gracjana w szpitalu w Chełmnie - opowiada Sylwia. - Poród trwał długo. Pewnie powinni zrobić mi "cesarkę", to może wtedy urodziłabym zdrowe dziecko. W wypisie nie było ani słowa, że z dzieckiem jest coś nie tak. Dopiero kiedy miał cztery miesiące, to zauważyłam, że nie rozwija się tak jak inne dzieci. Główka leciała mu we wszystkie strony. Ale nie chcę oskarżać lekarzy, bo zamiast wydawać pieniądze na proces - wolę przeznaczyć je na rehabilitację synka. To jest ważniejsze.
Lekarze stwierdzili encefalopatię niedotleniowo - niedokrwienno - okołoporodową. To taki "worek chorobowy", do którego wrzucane są dzieci z przypadłościami podobnymi do Gracjana.

Powolne poznawanie świata
Sylwia Godek wspomina dwa pierwsze lata synka, jako nieustające pobyty w kolejnych szpitalach. Gdy zdrowym dzieciom na "roczek" wróży się przyszłość z różańca czy pieniążka ukrytego pod naczyniem, Gracjan badany był w tomografie komputerowym Centrum Zdrowia Dziecka. Kiedy jego rówieśnicy odkrywali otaczający świat raczkując po dywanie, on leżał jak roślina. Gaworzył podobnie jak inne dzieci w jego wieku, ale - na razie - nie udała mu się sztuka układania słów. Inne dzieciaki stawały na nogi i robiły pierwsze kroczki, a o nim lekarze mówili, że nigdy w życiu nie będzie chodził.
No cóż, przynajmniej w tym nie mieli racji.

Zaczął raczkować w złotowskiej "Zabajce", ośrodku rehabilitacyjnym dla dzieci. Szczelnie wypełniony program dnia, mnóstwo ćwiczeń. Raczkował powoli, z trudem, ale wreszcie ruszył poznawać świat.

- Po jednym z turnusów rehabilitacyjnych w "Zabajce" dostał takiego "kopa z dopalaczem", że zaczął wstawać w łóżeczku - wspomina Sylwia Godek. - Budzę się rano, widzę stojącego Gracjana i po cichu mówię do męża: tylko popatrz, on stoi!

Znaczący postęp. Z dzidziusia z głową bujająca się na boki, stał się chłopcem stojącym coraz pewniej na własnych nogach. Później było już "z górki". Kolejne rehabilitacje i po roku zobaczyli pierwsze, samodzielne kroczki synka. I choć zaburzenia koordynacji ruchowej uniemożliwiają mu płynne wykonywanie wszystkich czynności, to rodzice cieszą się każdym, drobnym sukcesem dziecka. Prawda jest i taka, że po ustabilizowaniu napadów padaczkowych ruszył rozwój ruchowy i emocjonalny chłopca.

Popatrzcie, jak się starają
Jan Michałowski z Unisławia stworzył "Iskierkę" - miejsce dla niepełnosprawnych. Tu przychodzą na zajęcia, wspólnie spędzają czas, organizują świąteczne spotkania. Do unisławskiej "Iskierki" trafiła także pani Sylwia z synkiem. - Wszyscy pamiętamy, jakie trudności z poruszaniem miał jeszcze niedawno Gracjan, a dziś? Widać, jak bardzo rodzicom zależy na rozwoju dziecka - pan Janek nie kryje satysfakcji.

- Gracjan nie wie, co to dzień bez rehabilitacji - opowiada mama. - Terminarz zajęć jest pełny. Ale każda rehabilitacja wymaga pieniędzy. Dwutygodniowy turnus w "Zabajce" - to prawie cztery tysiące złotych. Ja kiedyś pracowałam, ale teraz muszę zajmować się synkiem, mąż jest kierowcą. Gdyby nie ludzie dobrej woli i fundacje, które nas wspomagają - nie mielibyśmy pieniędzy na opłacenie turnusów rehabilitacyjnych i wizyt u specjalistów.

Sylwia bardzo chciałaby wyjechać z synem na Ukrainę do ośrodka z delfinami, których wiązki ultradźwięków pozytywnie oddziałują na chore dzieci. Zabawa z nimi wyzwala też u dzieci dodatkowe wydzielanie endorfin. Na terapię powinny trafiać dzieci w wieku od czterech do sześciu lat. - Koszt turnusu - trzy tysiące euro plus koszty dojazdu - wzdycha Sylwia. Bez czyjejś pomocy wyjazd nigdy nie dojdzie do skutku.

Sylwia Godek wie już, że próśb o dofinansowanie nie powinna wysyłać do firm e-mailem, bo traktowane są jak spam i kasowane. Codziennie siada i pisze listy. - Nie jest ważne, ile wyślę miesięcznie, 50 czy 100. Najważniejszy jest odzew, bo jak go nie ma, to człowiek się załamuje - mówi mama Gracjana. - To jest choroba na całe życie. Nie mogę wziąć kredytu i spłacić go wtedy, kiedy Gracjan wyzdrowieje. Chcę zrobić wszystko, by zdobył jak największą samodzielność. Przecież nikt nie wie, jak będzie za dwa czy cztery lata! Nie chcę użalać się nad nim czy nad sobą, lepiej wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie