Uczeń - diler czipsów na dużej przerwie [wideo]

Katarzyna Piojda

Wideo

Udostępnij:
Dzieciaki radzą sobie z brakiem słodyczy w szkolnym sklepiku. Zaopatrują się na zewnątrz i drożej sprzedają towar rówieśnikom.

Jest sobie Kuba. Ma 10 lat i chodzi do jednej z podstawówek w Fordonie. Codziennie przynosi do szkoły towar. Kilkanaście dni temu został dilerem... czipsów, coli i batonów. Chłopiec rano robi zakupy w markecie niedaleko swojej szkoły. Potem rozprowadza artykuły pomiędzy rówieśników.

Z zyskiem, oczywiście. Zarabia przynajmniej złotówkę na produkcie. 10-latek robi interesy na przerwie, choćby w toalecie. Biznes Jakubowi-dilerowi się kręci.

Nie tylko jemu. Wszystko przez zmiany, jakie dotknęły sklepiki szkolne. Pojawiły się nowe przepisy w Ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia. To dlatego, żeby dzieci jadły zdrowo i żeby nauczyły się dobrych nawyków żywieniowych.

Słodkiego towaru brak

Od września sprzedawcy w sklepikach szkolnych nie mogą oferować słodyczy. W Bydgoszczy już w zeszłym roku szkolnym było po nowemu w sklepikach - tych prowadzonych w podstawówkach. Stopniowo znikało z nich śmieciowe jedzenie. Zostało zastąpione zdrową żywnością. Wszystko w ramach Strategii Rozwoju Edukacji Miasta.

- Zachęcamy szkoły podstawowe, żeby w prowadzonych w nich sklepikach zamiast hamburgerów, słodyczy, słonych przekąsek i napojów gazowanych sprzedawano zdrową żywność - mówiła przed rokiem Iwona Waszkiewicz, ówczesna dyrektor wydziału edukacji w ratuszu, a obecnie wiceprezydent miasta.

No i podstawówki się przestawiły. Niektóre już kilka lat temu. Przykładowo - uczniowie Zespołu Szkół nr 26 na Glinkach od ośmiu lat kupują zdrową żywność w sklepiku. Bo innej nie ma. Efekt? W niektórych szkołach już na początku miesiąca uaktywnili się mali dilerzy słodkości. Tacy właśnie, jak Kuba. Słodycze i inny towar sprzedają. I zarabiają.

Szkolni dilerzy czipsów | Create infographics

Batony, wafle, hamburgery, drożdżówki, lizaki, oranżada, cola i inne napoje gazowane - ten asortyment zniknął ze sklepików. - Z naszego też - przyznaje Aleksandra Kuś, dyrektor Zespołu Szkół nr 10 przy ul. Karłowicza. - Teraz, w zamian, są m.in. bułki z ziarnami i woda mineralna.

Dzieciom taki asortyment czasem nie odpowiada. Niektórym ajentom, wynajmującym od szkół powierzchnie na prowadzenie sklepików szkolnych, też nie pasował. To dlatego woleli zwinąć interes niż dostosować się do nowych wymogów. - U nas mniej więcej tyle samo dzieci zaopatruje się w szkolnym sklepiku, co wcześniej - dodaje Aleksandra Kuś. - Widzimy jednak, że niektóre dzieci przynoszą słodki prowiant z domu, od rodziców.

Wyskok między lekcjami

Są i tacy, którzy wyskakują na długiej przerwie do pobliskiego sklepu i wracają z gazowanymi napojami, czekoladami i batonami. Prowiant niosą i dla siebie, i dla koleżanek i kolegów z klasy.

W Wydziale Edukacji i Sportu urzędu miasta o procederze nie słyszeli. Aż do wczoraj.

Uczniowie nie przyznają się też w domach, że handel słodyczami w szkole między lekcjami kwitnie. Rodzice i tak się orientują.

Mama sprawdza zawartość tornistra córki. Znajduje kilka opakowań po czipsach i papierki po batonikach. Mała załatwiła towar od Kuby. Chłopiec kupił chrupki po złotówce, a sprzedał po dwa.

Materiał oryginalny: Uczeń - diler czipsów na dużej przerwie [wideo] - Gazeta Pomorska

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Niko

Prawda jest taka, że zakazy tego typu nigdy nie wychodzą na dobre.

I nie jest to wina rodziców, czy wychowania. Zakazane kusi bardziej i nawet jesli np. mała Ania jadła wcześniej 1 batonika na tydzień to zakaz i samonakręcająca się psychoza spowoduje, że Ania będzie kupowała u "dilera" Kuby batonik codziennie lub co drugi dzień...

Historia ma uczyć, ale niestety nie robi tego. Pal licho co dała choćby prohibicja... Zróbmy to ponownie i ponownie.. Powtarzajmy historię. 

Przykro patrzeć, jak ci który powinni mądrze reformować kraj popełniają debilne błędy. Drzewo choruje ? Odetnijmy gałąź <3 Genialne... 

Lepiej pomyśleć o edukacji żywieniowej, a nie bawić się w tak durne zakazy. Przykro patrzeć. 

a
access denied
W dniu 22.09.2015 o 16:24, Ringo napisał:

Nawyki złego jedzenia wynosi się z domu w którym to często preferuje się przysłowiowe zapełniacze żołądka zamiast owoców i warzyw stąd dzisiejsze pokolenie młodzieży bazuje na tym co kiedyś ich rodzice sami uwielbiali.Edukację zdrowego żywienia należy rozpocząć od rodziców którzy zamiast kanapki z sałatą, rzodkiewką, pomidorem czy też jabłka wolą dać 5 zł i mają problem z głowy.

Idź precz głupi człowieku.

n
nerega

Teraz nawet w szkole można zarabiać.

T
Ten co chipsów nie jadł
Każdy jadł chipsy, batony, pił napoje gazowane i żyje. Teraz zaczeli robić z tym problem. Otyłość dzieci nie leży po stronie słodyczy tylko braku ruchu....
h
hukio

a głupi rodzice pozwalaja i smieją się z możliwości obejścia przepisów....dopiero jak dziecko będzie miało nadwagę, problemy z ciśnieniem itd, itp. za ładnych pare lat to...może podziękować rodzicom...

ale to takie polskie - móc łamać przepisy.... B)  dorośli w samochodzie albo w urzędzie skarbowym, a dzieci już uczą w szkołach....

i jedzcie dzieci te sztuczne dodatki, utwardzone tłuszcze, dużo soli itp....będzie mniej do brania emerytury, a renta nie wystarczy na życie :D

Dodaj ogłoszenie