Udało jej się uciec z Afganistanu. Masooma Sultani opowiada swoją historię

Anna Bartosiewicz
Anna Bartosiewicz
Na zdjęciu: Masooma Sultani wraz z mężem, Alisherem Shahirem oraz synem, Kianushem
Na zdjęciu: Masooma Sultani wraz z mężem, Alisherem Shahirem oraz synem, Kianushem Dzięki uprzejmości Masoomy Sultani
Udostępnij:
Masooma Sultani jest dziennikarką, która została ewakuowana z Afganistanu wraz z mężem i kilkumiesięcznym synkiem po przejęciu kraju przez talibów. Mieszkająca obecnie w Krakowie Afganka opowiada nam, jak wyglądało jej życie, zanim talibowie doszli do władzy, jaki przebieg miała jej ucieczka oraz o doświadczeniu emigracji. – Proszę, wstawcie się za Afganistanem i wstawcie się za afgańskimi kobietami – apeluje w rozmowie ze Stroną Kobiet Masooma Sultani.

Rozmowa z Masoomą Sultani – Afganką, dziennikarką, fotografką, researcherką i tłumaczką, która była zmuszona opuścić Kabul po przejęciu władzy przez talibów

Czym zajmowała się pani, zanim talibowie doszli do władzy? W jakim jest pani wieku?

Mam 24 lata. W Afganistanie pracowałam jako reporterka dla kilku agencji prasowych oraz gazet. Ostatnio zajmowałam stanowisko dyrektorki do spraw mediów (Media Officera) w amerykańskiej firmie z siedzibą w Kabulu. Jestem także członkinią Komitetu ds. Bezpieczeństwa Afgańskich Dziennikarzy. 

Może Pani opowiedzieć coś więcej o swoich bliskich, z którymi udało się Pani uciec z Afganistanu?

Mój mąż, Alisher Shahir, ma 28 lat. Przed przejęciem Afganistanu przez talibów pracował w Subhe Kabul Daily. W 2020 r. został uznany za jednego z pięciu najlepszych afgańskich dziennikarzy. Współpracował także z wiodącą, polską gazetą, „Tygodnikiem Powszechnym”, towarzysząc dziennikarzom, Pawłowi Pieniążkowi i Agnieszce Pikulickiej-Wilczewskiej, w ich podróżach do Afganistanu. Mąż współtworzył artykuły z Pieniążkiem. Mam także małego synka, Kianusha. Skończył już 7 miesięcy.

Co zmieniło się w Pani życiu, odkąd talibowie przejęli władzę w Afganistanie?

Gdy talibowie doszli do władzy w Afganistanie, w moim życiu zaszło wiele ważnych zmian. Udzielałam licznych wywiadów, m.in. dla BBC. Wybrali mnie jako reporterkę i rozpoczęłam współpracę z BBC. Prowadziliśmy normalne życie. Mieliśmy dom, samochód, urządziliśmy już pokój Kianusha, moja rodzina była w pobliżu. Gdy jednak talibowie doszli do władzy, nie mogłam dalej pracować, mój mąż stracił pracę i musieliśmy zostać w domu. Byliśmy zmuszeni porzucić najbliższych i wyjechać. Gdy dotarliśmy do Polski, okazało się, że nie mamy już nic. Nasze konta bankowe zostały zamknięte.

Jak udało się Pani uciec z Afganistanu? Jak przebiegał proces ewakuacji?

W dniu, kiedy talibowie zdobyli Afganistan, zaczęliśmy z mężem szukać kontaktu z przyjaciółmi i organizacjami, z którymi współpracowaliśmy w przeszłości. Prosiliśmy ich o pomoc i tłumaczyliśmy, że chodzi o nasze życie. Na szczęście od 2019 r. współpracowaliśmy z reporterami z Polski, m.in. z „Tygodnika Powszechnego”. Dostaliśmy od nich odpowiedź – udało im się zorganizować nasz wyjazd. Czwartego dnia oblężenia Kabulu Ambasada RP w Nowym Delhi potwierdziła, że możemy wyjechać. Zgodnie z planem, opuściliśmy w nocy nasz dom i udaliśmy się na lotnisko. 

Warto przeczytać również:

Proces ewakuacji był wyjątkowo ciężki. Na zewnątrz wojskowego lotniska zgromadziło się bardzo dużo ludzi. Wielu z nich nie miało żadnych dokumentów – paszportu, dowodu osobistego, wizy czy zgody na wyjazd. Po prostu usiłowali wydostać się z kraju. Ta sytuacja utrudniała ewakuację osób, które chciały legalnie opuścić Afganistan i posiadały odpowiednie dokumenty. Musieliśmy spędzić na miejscu dwie doby, zanim znaleźliśmy sposób, żeby dostać się do środka.

Czy ucieczka była bardzo niebezpieczna? Bała się pani?

Zanim talibowie wkroczyli do Kabulu, w wielu wiadomościach mówiono o tym, co się dzieje. Media ostrzegały przed tym, że talibowie są w stolicy i chcą przejąć władzę. O tym, że w końcu im się udało, dowiedziałam się z mediów społecznościowych. Przebywałam wówczas poza domem. W pośpiechu do niego wróciłam. Nie widziałam tego dnia talibów na ulicy, ale wiele osób ostrzegało przed nimi i zalecało powrót do domu. 

Po kilku dniach, gdy udało się zorganizować dla nas transport i mieliśmy opuścić mieszkanie, miałam dużo wątpliwości. Wiedziałam, że na zewnątrz możemy spotkać talibów i że posiadają oni wiele punktów kontrolnych. Bałam się, że zatrzymają nasz samochód, wylegitymują nas i rozpoznają. Byłam przekonana, że mogą nas złapać i zabić. Jako dziennikarze aktywni w mediach społecznościowych i pracujący dla amerykańskiej firmy czuliśmy się zagrożeni. Mój niepokój potęgował fakt, że mąż jest reporterem śledczym i niejednokrotnie publikował reportaże na temat talibów. Nie mieliśmy jednak wyjścia. Nie mogliśmy zostać w kraju rządzonym przez talibów, którzy polowali na dziennikarzy oraz osoby współpracujące z zagranicznymi władzami i mediami.

Co działo się w drodze na lotnisko?

W nocy, kiedy opuściliśmy nasz dom, widzieliśmy wielu uzbrojonych, talibskich bojówkarzy, którzy sprawdzali samochody na ulicach. Kiedy zobaczyłam to wszystko, rozpłakałam się. Jeszcze nigdy nie widziałam taliba twarzą w twarz i to było dla mnie zbyt wiele. Bałam się, że zatrzymają także nasz samochód. Za każdym razem, kiedy mijaliśmy punkt kontrolny, byłam pełna obaw, że stanie się to właśnie wtedy. Wyobrażałam sobie, jak wyciągają nas z auta, sprawdzają nasze dokumenty i odkrywają, kim jesteśmy. Na szczęście nic złego się nie stało i udało nam się szczęśliwie dojechać na lotnisko.

Jak wyglądała sytuacja w Afganistanie, zanim opuściła Pani kraj?

Przed emigracją prowadziliśmy normalne życie. Sytuacja nie była idealna, Trudno jest nazwać Afganistan spokojnym krajem, ale kobietom przysługiwało wiele praw, np. do pracy czy edukacji. Miałyśmy zapewnione wszystkie podstawowe prawa. 

Pracowałam jako dziennikarka dla różnych mediów, mąż pisał reportaże. Mieliśmy aktywny kanał na YouTube'ie, udzielałam się także w Komitecie ds. Bezpieczeństwa Afgańskich Dziennikarzy i działałam na rzecz praw kobiet. Afganki mieszkające w Kabulu, tak jak ja, miały wiele perspektyw rozwoju zawodowego. Po dojściu talibów do władzy straciłyśmy nasze posady, możliwości, wszystko.

Czym sytuacja Afganek różniła się od sytuacji Polek, zanim talibowie doszli do władzy?

Wolność w Afganistanie jest czymś zupełnie innym niż wolność w Polsce. Tutaj mamy Europę, Afganistan jest krajem azjatyckim i muzułmańskim. Przed dojściem talibów do władzy mogłyśmy cieszyć się wolnościami obywatelskimi. Miałyśmy zapewnioną wolność słowa i były respektowane podstawowe prawa kobiet. W naszym kraju można było także spotkać przedsiębiorczynie, które prowadziły własne biznesy. Żyłyśmy jak mężczyźni i zarabiałyśmy jak mężczyźni. Oczywiście, wiele było jeszcze do zrobienia w kwestii sytuacji i równouprawnienia kobiet, ale pracowałyśmy nad tym dzień po dniu. Prowadziłyśmy normalne życie, ale gdy talibowie doszli do władzy, wszystko się zmieniło. Teraz musimy zaczynać od zera.

Czy nadal ma Pani rodzinę w Afganistanie? Martwi się Pani o najbliższych?

W kraju pozostali moi rodzice, brat i siostra. Bardzo obawiam się o ich bezpieczeństwo, ponieważ znamy wiele przypadków, gdy talibowie poszukiwali kobiet dziennikarzy, osób współpracujących z zagranicznymi mediami i władzami. Zdarzało się, że przesłuchiwali członków rodziny i karali ich, aby wydobyć od nich nich informacje. Kontaktowałam się z moją mamą, aby upewnić się, czy jest bezpieczna. Obecnie próbuję wydostać rodzinę z Afganistanu. Nie chcę, aby moi najbliżsi byli prześladowani i znajdowali się w niebezpieczeństwie tylko dlatego, że pracowaliśmy z mężem jako dziennikarze. Obawiam się o ich życie. Nie wiem, co zrobić, żeby im pomóc, ale szukam dostępnych możliwości.

Jak zmieniło się Pani życie po opuszczeniu kraju?

Gdy wsiedliśmy do wojskowego samolotu i wzbił się on wysoko w powietrze, po raz pierwszy poczułam, że teraz, gdy talibowie nie mogą mnie dosięgnąć, jestem bezpieczna. Kiedy dotarliśmy do Polski, miałam to samo poczucie, ale po tym, jak zamieszkałam w Krakowie, obawy wróciły. Gdy idę na zakupy na targ lub na ulicy mija mnie motocyklista, patrzę na niego z niepokojem, ponieważ w Afganistanie znanych jest wiele przypadków, gdy motocykliści zabijali niewinnych ludzi. Mam to poczucie, że może ktoś podąża za mną również tutaj. Obecnie czuję się jednak lepiej.

Jak wygląda Pani obecna sytuacja? Czy ma pani możliwość pozostania w Polsce na dłużej?

Wiem, że teraz jesteśmy bezpieczni i nic nam się nie stało, ale bardzo ciężko jest nam zaakceptować obecną sytuację i poradzić sobie z nią. Straciliśmy w Afganistanie wszystko: rodziny, przyjaciół, domy, pracę, możliwości, które mieliśmy. Tutaj zaczynamy od zera i nie wiemy, jak będzie wyglądała nasza przyszłość, jakie plany wobec nas ma rząd, ani co będzie z naszą pracą i edukacją. Nie wiemy, jaki los czeka naszego synka, czy może dorastać i kształcić się w Polsce. Nie mamy co do tego jasności. 

Jako imigrantom w obcym kraju jest nam bardzo ciężko. Nigdy wcześniej nie przyszło nam do głowy, że któregoś dnia będziemy musieli wszystko zostawić i wyemigrować za granicę. Nie wiemy, jaka przyszłość nas czeka i to naprawdę bardzo trudna dla nas sytuacja. Na razie niczego nie jestem pewna, czekamy.

Czy spotkała się Pani w Polsce z uprzedzeniami wobec Afganek lub szerzej – Afgańczyków?

Nie. Nie miałam w Polsce takich doświadczeń. Gdy polscy żołnierze odbierali nas z lotniska w Kabulu, byli do nas bardzo serdecznie nastawieni. Również na polskim lotnisku czekało na nas wiele bardzo przyjaźnie usposobionych osób, podobne w Krakowie. Każdego dnia spotykamy się z życzliwością.

Dlaczego wiele Afganek nosi teraz hidżab i burkę?

Czarny hidżab i burka nie mają nic wspólnego z naturalnymi strojami Afganek. To talibowie usiłują narzucić nam taki rodzaj ubioru. Tradycyjne stroje kobiet w Afganistanie są bardzo piękne i kolorowe, czarne burki mają związek z talibami.

Osoby, które noszą stroje narzucone przez talibów, nie miały wyboru. Musiały dostosować się do narzuconych im zasad. Za nieprzestrzeganie nowych reguł grozi pobicie. Rodzice i przyjaciele opowiadali mi, że gdy kobiety wychodziły na ulice bez pełnej długości hidżabu, były zatrzymywane i pytane, dlaczego tak się ubrały. Dochodziło do pobić, dlatego Afganki dostosowały się do prawa talibów w obawie przed podobnymi indydentami. W rzeczywistości jednak nie chcą nosić pełnej długości hidżabu ani burki.

Polski rząd wprowadził stan wyjątkowy i umieścił uzbrojonych funkcjonariuszy na granicy Polski z Białorusią. Na terenie niczyim ugrzęzły również osoby z Pani kraju. Co myśli Pani o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej oraz o decyzji polskiego rządu?

Myślę, że to, co się dzieje na granicy polsko-białoruskiej, nie jest dobre. Powinniśmy zaakceptować fakt, że sytuacja w Afganistanie nie jest normalna. Wszystko się zmieniło. Nasz kraj stracił wolność. W Afganistanie nie ma rządu ani prezydenta, a władzę przejęły ugrupowania terrorystyczne. Wielu Afgańczyków opuściło swoją ojczyznę, dlatego kraje europejskie, może również Polska, powinny zająć się tą kwestią. Afgańczycy nie powinni trafiać na zwykłe listy imigrantów, ale powinni zostać potraktowani priorytetowo i otrzymać pomoc.

Czy chciałaby Pani wrócić do Afganistanu?

Oczywiście. Mam nadzieję, że któregoś dnia w Afganistanie zapanuje pokój i będę mogła wrócić do domu. Bardzo lubię swój kraj. Ojczyzna jest jak matka. Chciałabym spędzić resztę swojego życia w swoim ojczystym kraju.

Ma Pani również ciekawy pomysł na pokazanie Afganistanu w innym świetle…

Tak, wspólnie z mężem planowaliśmy udać się do każdego pięknego zakątka Afganistanu. Chcieliśmy fotografować naturę, opublikować zdjęcia i podzielić się swoimi opiniami, żeby pokazać światu, ile pięknych miejsc znajduje się w naszym kraju i jak cudowną mamy przyrodę.

Jak możemy pomóc kobietom w Afganistanie?

Myślę, że to ważne pytanie. Nie wiem dlaczego, i to bardzo smutna wiadomość, ale w tej delikatnej dla nas sytuacji cały świat i wszystkie kraje zostawiły Afganistan oraz Afganki w potrzebie. Apeluję do polskiego rządu i innych europejskich państw oraz do wszystkich osób, które czytają tę rozmowę: proszę, wstawcie się za Afganistanem, proszę, wstawcie się za afgańskimi kobietami.

Staramy się nagłośnić nasze historie i chcemy, żeby świat zwrócił na nas uwagę. Nasza sytuacja nie jest codzienna i być może nie przypomina problemów, z jakimi mierzą się mieszkańcy innych krajów, ale chcemy, aby świat zrozumiał, że grupa terrorystów przejęła władzę w Afganistanie. Są to terroryści, którzy zabili nasze matki i siostry, kobiety w ciąży, braci, bliskich przyjaciół i niemowlęta. Jak możemy sobie z tym poradzić? Jak świat postrzega tę grupę ludzi? Proszę, nie pozostawiajcie Afganistanu samemu sobie. Proszę, pomóżcie nam i przyjdźcie z pomocą Afgańskim kobietom.

Straciłyśmy swoje podstawowe prawa. Talibowie nie traktują kobiet jak ludzi. Jak możemy się z tym pogodzić? Według talibów kobiety powinny zostać w domach; sprzątać, gotować i zajmować się dziećmi. Odbiera się nam prawo do wychodzenia na ulicę, pracy i edukacji. Są to nasze podstawowe prawa. Sytuacja jest bardzo zła. Problem Afganistanu nie powinien zejść na dalszy plan. Powinniśmy mówić o nim jeszcze więcej. Każdy kraj i każdy człowiek z osobna powinien podjąć wysiłek, aby talibowie ustąpili, żeby przywrócić kobietom ich podstawowe prawa.

Ile w tym roku wydamy na święta i jak zamierzamy je spędzić KOMENTARZ

Wideo

Materiał oryginalny: Udało jej się uciec z Afganistanu. Masooma Sultani opowiada swoją historię - Strona Kobiet

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gapcio
i co po tych opowieściach !!
Dodaj ogłoszenie