Uwięziony we śnie

Jolanta ZielaznaZaktualizowano 
Piotruś śpi już pięć miesięcy. - Niech on już się obudzi - prosi najmłodsza siostra.

     Nie chce jeździć do szpitala. Czeka, aż któregoś dnia brat otworzy oczy, wstanie i znowu będą w domu razem.
     Przyczepa, pogotowie, śmigłowiec
     
Jakoś tak cicho i przygnębiająco się w domu zrobiło od tego wrześniowego sobotniego popołudnia. Piotr był żywiołowy, radosny. U sąsiadów czuł się jak u siebie w domu. Chętnie im pomagał. - Sąsiadka jak własne dziecko go traktowała - mówi Bernadetta Mucha, mama Piotra.
     Wtedy też był na podwórku u sąsiadów. Z domu wołali go, że czas do kościoła się szykować, akurat obraz pielgrzymował w parafii. Zaraz miał przyjść.
     Nie przyszedł, za to przybiegła Dominika z krzykiem, że Piotrusiowi coś się stało!
     Przygniotła go przyczepa!
     Pogotowie z Tucholi, śmigłowiec, intensywna terapia w "Bizielu" w Bydgoszczy. Po kilku tygodniach trafił na oddział paraplegii pourazowej w wojskowej poliklinice. Stamtąd, tuż przed świętami Bożego Narodzenia przewieziono go do Torunia. Przy hospicujm "Światło" jest zakład opiekuńczo-leczniczy dla "stanów apalicznych", jak mówi się o ludziach w śpiączce.
     Obie rodziny dotknęła tragedia, obu teraz przydałaby się pomoc psychologa.
     14-letni Piotr, uczeń II klasy gimnazjum w Żalnie, powinien uczyć się do sprawdzianów i klasówek, powinien biegać z kolegami, z daleka do sąsiadów wołać "dzień dobry!", powinien chodzić mamie po zakupy. A on leży, oczy ma zamknięte. Rusza ustami tak, jakby bardzo chciał coś powiedzieć.... i nie może. Nie może się obudzić.
     Syn śpi, matka nie może
     
Bernadetta Mucha chwilami nie potrafi powstrzymać łez. - To już za długo trwa - nie może sobie poradzić z tym, co się wydarzyło. - Spać nie mogę, za dużo się myśli.
     _Chudziutka, niewysoka, przynosi szkolną legitymację syna, zdjęcia. Ładnie wyszedł na tym z wycieczki do Torunia. Teraz też jest w Toruniu, ale nawet o tym nie wie.
     Póki leżał w Bydgoszczy, odwiedzali go częściej. Lepsze połączenia, bilet tańszy i wiadomo, jak z pekaesu do szpitala się dostać. Do Torunia jadą raz w miesiącu, sąsiad zawozi swoim samochodem, bo oni nie mają. Autobusem się nie wybierają, bo nie mają za co. A matka chciałaby syna widzieć częściej.
     Bezwzględne stawki
     
Jeszcze w ubiegłym roku pobyt na hospicyjnym oddziale był bezpłatny. W grudniu dyrektor Janina Mirończuk w te pędy przekształcała oddział w zakład opiekuńczo-leczniczy (w "zol", jak się mówi potocznie). Bo ktoś zdecydował, że hospicjum nie może opiekować się pacjentami w śpiączce. I nikt by jej za opiekę nad chorymi nie zapłacił. W zol-u NFZ pokrywa koszty zabiegów medycznych, a "śpiący" pacjent musi płacić 70 proc. swoich dochodów. Na pokrycie kosztów żywienia i hotelu. Za dziecko rodzina musi oddać 70 proc. dochodu "na głowę".
     Dyrektor Mirończuk na razie się pieniędzy nie domaga, bo zna sytuację w domu. Muchom ledwie na życie starcza, a raczej nie starcza. Przez przyhospicyjną Fundację "Światło" pani dyrektor szuka sponsora dla Piotra. Przecież nie wystawi go za drzwi tylko dlatego, że nikt za niego nie płaci.
     Z przepisów znika
     
Chore dziecko, jeśli trafia do zakładu czy placówki, dającej całodzienne utrzymanie (jak dziwnie w tej sytuacji to brzmi), jakby znikało w czarnej dziurze. Nic na nie się nie należy!
     Z Piotrem jest to samo. Na rentę socjalną za młody, wypłaca się ją osobom pełnoletnim.
     Zasiłek pielęgnacyjny nie przysługuje, bo w zakładzie ma opiekę całą dobę. A przecież można by tę kwotę przekazywać bezpośrednio do zol-a na pokrycie kosztów.
     Mało tego, zasiłek rodzinny też już się na Piotra nie należy! Bo nie ma go w domu. Dla świadczeń rodzinnych takie dziecko przestaje istnieć. Nawet pomija się je jako członka rodziny do obliczania dochodu.
     Dziecko znika. Z przepisów, z życia - nie. A tu nie tylko tragedia, ale i wydatki. Dojazdy, bo wskazany jak najczęstszy kontakt. W zol-u mile widziane są pampersy, woda mineralna, soki, środki do pielęgnacji. Przepisy u nas - to już nic nowego - często mocno rozmijają się z życiem.
     Jeśli piszą, dostają
     
Muchowie mieszkają na wsi, ale gospodarstwa nie mają. Ani kur, ani świń. Mówią, że za droga pasza, by chować coś nawet dla siebie. On kiedyś pracował w RSP, ale potem spółdzielnia zwalniała i od lat jest bezrobotny. Ma tylko dorywcze zajęcia, bo stara się i szuka. Żona zresztą też.
     Jak tylko stracili pracę, korzystają z pomocy społecznej. Mają dwoje dzieci młodszych od Piotra i dwie starsze córki. Spodziewali się, że w tej tragedii dostaną większe wsparcie. A tu raz było na pampersy do szpitala.
- Jak piszą wniosek o zasiłek celowy, to dostają - mówi Joanna Szmaglińska, pełniąca obowiązki kierownika Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kęsowie. - Piszą rzadko, dopiero niedawno drugi raz. Jeszcze nie rozpatrzyliśmy. Dodaje, że mają na to miesiąc. Ale chyba nie będą tak długo czekać.
     Pomoc się nie uchyla, ale działa schematycznie: jak złożą wniosek - rozpatrzymy, jak pojadą - rozliczymy bilety. Zgodnie z przepisami, kropka. A tu chciałoby się, żeby w takiej tragicznej sytuacji ktoś podpowiedział, doradził.
     Ciągle czegoś słucha
     
Maria Szweda, nauczycielka i radna, przewodnicząca komisji polityki społecznej w Radzie Gminy obiecuje, że w najbliższym czasie zwoła komisję z udziałem wójta i pracowników pomocy. Żeby wyjaśnić, jak można Muchom pomoc.
- Spróbujemy, żeby częściej mogli jeździć do syna - mówi.
     Szkoła też przejęła się wypadkiem Piotra. Jego koledzy nagrywają kasetę, żeby mógł słyszeć ich głosy, nauczycieli. Dorośli i dzieci wrzucają drobne do puszek. Niedługo je otworzą, zobaczą, ile uzbierali i zdecydują, co kupią Piotrowi. Dawno go nie widzieli.
     Piotr leży na łóżku, na uszach słuchawki, żeby ciągle czegoś słuchał. -
Zegnij palce - namawiają rehabilitantki. Nie chce. - _Wyprostuj nogę w kolanie, no, wyprostuj. Chłopak powoli prostuje nogę.
     Niedawno miał pierwsze zajęcia z psem. Terapeuta prosił: - Posuń się, pies chce do ciebie wejść. Chłopak przesunął nogę, a potem nieco podniósł kolano.
     - Lekarze mówią, że powinien się obudzić. Ale kiedy? Tego nie mówią - Bernadetta Mucha ociera łzy.
     
     ***
     Kto chciałby pomóc w opiece nad Piotrem może to zrobić przekazując 1 proc. podatku dochodowego (PIT) na Fundację "Światło" (ul. Grunwaldzka 64, Toruń), która jest organizacją pożytku publicznego, PKO SA I oddział Toruń, nr konta: 34 1240 4009 1111 0000 4490 9943 ze wskazaniem "Dla Piotra Muchy".
     Młodszym dzieciom (8-letnia dziewczynka i 9-letni chłopiec) przydałaby się odzież. Kto chciałby pomóc rodzinie może skontaktować się z redakcją w Bydgoszczy: 32-63-139.

polecane: FLESZ: Smartfony zamiast kas fiskalnych.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3