W Bydgoszczy jest 89 schronów, które pomieszczą 7.640 osób. Co w razie wojny z pozostałymi mieszkańcami?

Agata Kozicka agata.kozicka@pomorska.pl tel. 052 32 63 183
Schron pod budynkiem UKW przy ul. Grabowej (wejście na zdjęciu) ma w razie kryzysu służyć jako centrum dowodzenia. Taki telefon powinien się przydać.
Schron pod budynkiem UKW przy ul. Grabowej (wejście na zdjęciu) ma w razie kryzysu służyć jako centrum dowodzenia. Taki telefon powinien się przydać. Fot. Agata Kozicka
Pod Urzędem Miasta w Bydgoszczy znajduje się schron dla 50 urzędników. A magistrat zatrudnia około tysiąca osób. Kto ma pierwszeństwo? Nie ma takiej listy. Bo jak tu wybrać, kto ma przeżyć atak jądrowy, a kto nie?

https://www.youtube.com/watch?v==_s1R4D12nNU
https://www.youtube.com/watch?v==M1z66kJCan0
Wycieczka około 20 osób wysiada z autobusu na osiedlu Leśnym. Przewodnik, pułkownik Tadeusz Błażejewski, prowadzi nas między blokami wybudowanymi w latach 60. pod jedną z klatek schodowych. Wskazuje na trawniku mały budyneczek. Przypomina zabezpieczony śmietnik osiedlowy. Ale... - Tam jest wyjście awaryjne - mówi.

Wysokie jak człowiek, dwa na dwa metry otoczone zielenią. - Aby mogło spełniać swoją rolę, powinno być w odległości od zabudowań nie mniejszej niż jedna trzecia ich wysokości. Po to, by w razie bombardowania na wyjście nie runął blok - zaznacza.

Wchodzimy do klatki schodowej i od razu jest wejście do piwnicy. Pierwsze drzwi po prawej wykonane są ze stali. Zamiast klamki mają do otwierania metalowe dysze. Śluza. Kolejne drzwi.

Kompocik babuni

Pomieszczenie, w którym się znajdujemy to nie spiżarnia na kompoty. Jest puste za wyjątkiem kilkunastu kartonów w kącie. To schron dla mieszkańców tego bloku. Gdy przyjdzie zagrożenie, kartony znikną, bo pierwsze dni po wybuchu jądrowym, kiedy skażenie jest największe, przeżyć tutaj powinno kilkadziesiąt osób.

Pomieszczenie spełnia podstawowe warunki określone dla schronu. Strop betonowy o odpowiedniej wytrzymałości, czyli o grubości 1-2 metrów. Ten nie musi być aż tak gruby, bo nawet w przypadku, gdyby bomba spadła prosto na niego, cztery piętra mieszkalne zamortyzują uderzenie i wybuch. Jest wyjście awaryjne.

Są urządzenia filtro-wentylacyjne. Czerpnia powietrza wyprowadzona na zewnątrz, filtr oczyszczający powietrze, np. z ewentualnych pyłów promieniotwórczych oraz wywiewne klapy, dzięki którym w pomieszczeniu jest cyrkulacja i nie gromadzi się dwutlenek węgla. Urządzenie jest wprawdzie na prąd, ale gdyby go zabrakło... - To można powietrze z zewnątrz pompować ręcznie - zaznacza Błażejewski.

Punkt dekontaminacji

Wody nie da się napompować. Będzie tylko tyle, ile zmieści się do pojemników na jej zapas.
Trzeba będzie zatem oszczędzać, choć w schronie znajduje się nawet niewielka toaleta. Muszla, umywalka... zaraz, zaraz, a gdzie jest lustro? Nie trzeba, bo to właściwie nie jest toaleta, a... punkt zabiegów sanitarnych. Tutaj nie trzeba ładnie wyglądać. W razie ataku jądrowego pomieszczenie, poza oczywistymi potrzebami, służyć ma też jako miejsce dekontaminacji. Są jeszcze automatyczne zawory przeciwwybuchowe. Zabezpieczają konstrukcję przed falą uderzeniową, by nie rozsadziło schronu.

Bezpieczny dom

Takie schrony są głównie na osiedlu Leśnym i kilka na Kapuściskach. - Leśne to osiedle wojskowe, stąd te schrony. A poza tym w latach 60. był taki obowiązek, by budować bloki ze schronami - twierdzi Błażejewski. Podobnych schronów jest w Bydgoszczy około 60. Łącznie mogą pomieścić około 4,5 tys. osób. - Określane są jako częściowo przygotowane do użycia - wyjaśnia Adam Ferek, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego w bydgoskim Urzędzie Miasta. - W razie zagrożenia, na specjalne zarządzenie powinny w ciągu 24 godzin zostać uprzątnięte, sprawdzone, a zbiorniki powinny w nich zostać napełnione wodą.

Centrum dowodzenia?

Kolejny obiekt na planie wycieczki znajduje się zaledwie kilka przecznic dalej. Pod budynkiem Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego przy ul. Grabowej znajduje się schron, który, w razie wybuchu wojny, ma służyć władzom jako centrum dowodzenia. - Trzy lata tu studiowałam, a nigdy nawet nie słyszałam, że tu jest jakiś schron, mówi jedna z uczestniczek wycieczki.

I trudno się dziwić. Schody wyglądają jak zwykłe zejście do piwnic. Przy drzwiach wisi telefon, który na upartego mógłby pamiętać drugą wojnę światową. I znowu hermetyczne drzwi, śluza, drugie drzwi, a za nimi korytarze i kilka, może nawet kilkanaście pomieszczeń.

Diesla jest na tydzień

Ten schron ma własne ujęcie wody, własną stację jej uzdatniania, nawet własne zbiorniki na powietrze, gdyby nie udało się go zassać z zewnątrz. Jest miejsce do odpoczynku, do pracy, a nawet, tymczasowo, biblioteka.

Serce schronu to komnata jakieś 6 metrów na 3 i ogromny agregat prądotwórczy w samym środku. Z silnikiem dieslowskim. - Można tu przeżyć, przy normalnej eksploatacji, przynajmniej tydzień - twierdzi pułkownik Błażejewski.

Wie, bo jest pełnomocnikiem rektora UKW do spraw obronności. - Wraz ze studentami regularnie go sprawdzamy, co jakiś czas uruchamiamy agregat, żeby upewnić się, że wszystko działa - informuje.
Działać musi tutaj filtr powietrza, wody i centrala telefoniczna. - To miejsce ma być centrum dowodzenia w razie wojny. Bezpośrednie połączenie z Warszawą. - A kiedyś pewno i z Moskwą - ktoś dowcipnie dorzuca.
I przechodzimy dalej.

Halo, tu centrala z lat 80.!

- To jest centrala telefoniczna? I to będzie jeszcze w dzisiejszych czasach działało? - pytają zaskoczeni uczestnicy wycieczki. - Przecież w dzisiejszych czasach, w dobie telefonów komórkowych... A jednak. - Promieniowanie jądrowe niszczy wszystkie urządzenia elektroniczne. Bezużyteczne stają się komórki, komputery, wszystko co powstało przy zastosowaniu półprzewodników. To by znaczyło, że po wybuchu bomby atomowej ta centrala powinna działać. Powinna, bowiem na pierwszy rzut oka nie ma w niej ani okruszka półprzewodnika. Pozostaje nam wierzyć na słowo. - To jest nieprawdopodobne! To na to idą nasze podatki! - puentuje wizytę mężczyzna w czerwonym T-shircie.

Schron to zbytek?

Może i szły, ale teraz pan w czerwonym T-shircie nie musi się martwić. Na schrony od lat nie wydaje się prawie nic. - Nie ma do takich wydatków podstaw - twierdzi Marian Politowicz, główny specjalista ds. planowania operacyjnego na UKW. - Polska jest zobligowana do budowania schronów w ramach Konwencji Genewskiej. I na początku lat 90. powstało nawet rozporządzenie, które dawało zielone światło dla wydatków na ten cel. Jednak po wejściu w życie nowej konstytucji ustawą to prawo anulowano i do teraz nie ma podstaw, by wydawać publiczne pieniądze na schrony.

Obiektów podobnych do tego przy Grabowej, czyli w pełni przygotowanych, jest w Bydgoszczy 21 i mogą pomieścić 2.400 osób. Znajdują się głównie pod zakładami pracy. Miejsce w nich znajdą m.in. pracownicy tel-Lucenta, bydgoskiego ZEC-u, Centrum Rozliczeniowego Poczty oraz Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Skarbowego przy ul. Grunwaldzkiej. Jest też schron pod budynkiem PZU przy Wojska Polskiego. Jest też kilka schronów z cieńszymi niż wymagane stropami.

I to by było na tyle. Z grubsza na około 360-tysięczną Bydgoszcz w 89 schronach miejsce znajdzie 7.640 osób.

Nawet schron pod Urzędem Miasta w Bydgoszczy przy ul. Grudziądzkiej pomieści tylko ułamek pracowników. A dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego ani myśli o tworzeniu listy tych, którzy mieliby mieć do tego schronu pierwszeństwo.

Piwnice jak trumny

Reszta? W przypadku ataku bronią konwencjonalną jako ukrycia służyć mogą przejścia podziemne pod rondem Jagiellonów i pod Kujawskim (po rozbiciu zamurowanych wejść) oraz przestrzeń pod dworcem PKP. - Poza tym mieszkańcy mogą się ukryć w piwnicach bloków budowanych od lat 70. - tłumaczy dyrektor Ferek.

A wyjście awaryjne? - No tak, to jest dylemat: zostać na górze i zginąć od razu, czy zejść ryzykując, że zostaniemy w piwnicy zagruzowani na śmierć. Chyba lepiej dać sobie szansę i ukryć się. I dodaje optymistycznie: - A ten górnik, który wytrzymał zasypany tydzień w kopalni i przeżył?

Bydgoszcz jednak nie odbiega nie tylko od polskich standardów pod względem liczby miejsc w schronach, ale i w Europie nie jesteśmy niechlubnym wyjątkiem.

O holender!

- We Włoszech przypada mniej więcej tyle schronów na tysiąc osób, ile u nas - mówi Ferek. Ale już... - W Niemczech zachodnich za czasów zimnej wojny schronów wystarczyło, by ukryć 60 proc. ludności. Do teraz jest tam prawny obowiązek utrzymywania ich w pełnej gotowości. Co więcej, każdy, kto buduje dom i zdecyduje się wyposażyć go w schron, ma prawo do ulgi.

Podobny przywilej obowiązuje w Szwajcarii. - Tam wiele schronów jest wybudowanych na zboczach gór. W efekcie aż 90 procent obywateli ma zapewnione miejsce w schronie. I to nie jedno. Poza schronami w domach, osoby, które pracują, mają drugie miejsce w schronie w swojej firmie. - Rekordzistą jest Izrael. Tam każdy budynek użyteczności publicznej, szkoła, urząd, nawet dyskoteka, ma schron. Stąd szacuje się, że bezpieczny azyl znaleźć tam może 100 procent obywateli - wymienia dyrektor WZK.

Nie wszędzie jest tak łatwo budować schrony. W Holandii, np. jest to wyjątkowo trudne z powodu podłoża. A jednak...

- Pewnego dnia przyszedł do mnie Holender, który chciał budować dom w Bydgoszczy i zapytał, czy ma obowiązek wybudować przy nim schron. Ale to właściwie jedyny taki przypadek, jaki pamiętam - opowiada na zakończenie dyrektor Adam Ferek.

Darmowe wycieczki do schronów i po Bydgoszczy organizuje dla bydgoszczan Towarzystwo Miłośników Miasta Bydgoszczy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Aż się przykro robi jak się czyta takie głupoty. Ataku jądrowego w takim schronie nie przetrwa nikt

Dodaj ogłoszenie