Wiatrak we mgle

Dariusz KnapikZaktualizowano 
Burmistrz Kcyni promuje elektrownie wiatrowe oraz dyrektora Szkoły Podstawowej w Rozstrzębowie. Cierpią na tym podatnicy i oświata.

     W połowie kwietnia ubiegłego roku w gabinecie burmistrza Kcyni, Tomasza Szczepaniaka gościł właściciel firmy "Ekoenergia" z Szadkowic pod Łodzią. Nazajutrz złożył on ofertę kupna gruntu pod elektrownię wiatrową. Burmistrz obiecał mu nieba przychylić i solennie się z tej obietnicy wywiązał.
     Po wyjściu gościa ustnie polecił podzielić miejskie grunty na peryferiach Kcyni, tak, by powstała z nich malutka działka o powierzchni 0,4 hektara. Zadzwonił też do obsługującej ratusz firmy z Wągrowca, by niezwłocznie dokonała jej wyceny. Już 23 kwietnia pojawili się rzeczoznawcy dokonując wizji lokalnej, jeszcze przed podziałem gruntu, co nastąpiło 27 kwietnia.
     Operacji towarzyszyła pełna dyskrecja. 30 kwietnia na sesji przegłosowano sprzedaż trzech działek, m.in. tej pod wiatraki. Szybko, rutynowo, bez żadnej dyskusji. W uchwale i lakonicznym uzasadnieniu nie było nawet słowa o wiatrakach.
     Teatr jednego aktora
     
W lokalnej gazecie zamieszczono 17 maja lakoniczny komunikat, że na tablicy ogłoszeń w kcyńskim ratuszu wisi wykaz działek do sprzedaży. W samym wykazie podano jedynie ich powierzchnię, numery ksiąg wieczystych i cenę. Dopiero 15 czerwca, już bez żadnych prasowych anonsów na ratuszowej tablicy znalazło się ogłoszenie o przetargu na działkę. Odbył się w połowie lipca. Jedynym uczestnikiem był biznesmen spod Łodzi. Zgodnie z wymogami przebił cenę wywoławczą o jeden procent i działka była jego.
     Zastanawiające, że już 24 kwietnia, jeszcze przed podjęciem przez radnych decyzji o sprzedaży działki, biznesmen wystąpił do burmistrza o tzw. warunki zabudowy przyszłej elektrowni. Szczepaniak nie czekał nawet na przetarg. Już 15 czerwca, na miesiąc przed jego rozstrzygnięciem wydał stosowną decyzję.
     Potem poszło jak z płatka. We wrześniu przygotowano dokumentację i biznesmen wystąpił do starostwa o pozwolenie na budowę. Powiatowi urzędnicy pamiętają dobrze tę sprawę, bo szef kcyńskiej rady, Ryszard Hanioszyn bez przerwy wydzwaniał do nich prosząc m.in. o maksymalne przyspieszenie formalności. Pozwolenie wydano 2 listopada. Dziś na działce stanął już pierwszy wiatrak, właściciel chce budować kolejny.
     Działka za grosik
     
Rzeczoznawcy oszacowali wartość działki na 11 tys. zł, zaledwie po 2,8 zł za metr. Pięć lat wcześniej ta sama firma wyceniała położoną dosłownie kilkaset metrów dalej parcelę. Chociaż leżała na skarpie po dawnym wysypisku śmieci i była dziesięć razy mniejsza oszacowali ją na 8,7 tys. zł. Zarząd miasta postanowił jednak podbić tę cenę do 11 tys., czyli 28 zł za metr. Za tę sumę bez większych targów kupiła działkę Polska Telefonia Cyfrowa. Powstał na niej maszt nadawczy.
     Miejscowa firma "Kartonex" od 2002 roku pertraktowała z ratuszem w sprawie kupna gruntów przyległych do jej siedziby. Dopiero jesienią ubiegłego roku burmistrz zgodził się na sprzedaż parceli i to za cenę grubo powyżej 12 zł za metr. Także w minionym roku gmina sprzedawała kilkanaście działek na pobliskim osiedlu Libelta. Rozeszły się po 10-12 zł za metr jak bułki. Ratusz kupił też w minionym roku dwie działki pod przyszłe drogi. Choć ich położenie było znacznie mniej atrakcyjne niż parcele pod wiatraki, właściciele dostali za metr po 8,1-8,5 zł .
     Biuro rzeczoznawców z Wągrowca współpracuje z Kcynią już od wielu lat. W przeciwieństwie do wcześniejszych wycen jej autorzy zamieścili tu zastrzeżenie: zleceniobiorca przyjmuje w dobrej wierze dane dotyczące stanu prawnego działki oraz inne dane o przedmiocie wyceny dostarczone przez zleceniodawcę.
     Kto wybrał miód
     
Kcynię otaczają od północy podmokłe tereny, miasto może się rozwijać jedynie na południe, tam gdzie leży m.in. parcela z wiatrakami. Do kwietnia ub. roku stanowiła ona część miejskich gruntów zajmujących 5,7 hektara.
     Nabywca zażyczył sobie, by wydzielić z nich działkę zajmującą 0,4 hektara. Reszta terenu jest nadal własnością miasta. Jego wartość spadła jednak na łeb na szyję. Większość miejskich gruntów znalazła się bowiem w zasięgu strefy ochronnej elektrowni. Wokół niej, w promieniu 200 metrów nie można prowadzić żadnych inwestycji. Trudno sądzić, by w przyszłości znalazł się jakiś nabywca na ten teren.
     Gorzej, że w strefie ochronnej znalazły się też prywatne grunty trzech miejscowych rolników. Jeśli któryś z nich będzie chciał kiedyś postawić na nich, dajmy na to, nowy dom, może przeżyć bolesne rozczarowanie. Fachowcy, z którymi konsultowaliśmy tę sprawę twierdzą, że przed wydaniem decyzji o warunkach zabudowy burmistrz powinien uznać całą trójkę za strony postępowania i poinformować o strefie ochronnej, obejmującej ich grunty. Tak się jednak nie stało.
     Rolnicy nadal mają prawo zaskarżyć decyzję burmistrza i domagać się wznowienia postępowania. Mogą to zrobić w ciągu miesiąca od momentu, gdy dowiedzieli się o nieznanych im okolicznościach sprawy. Elektrowni nikt raczej nie każe rozbierać, ale konsekwencje spadną na gminę.
     Posady i układy
     
W Kcyni od 1998 roku rządzi burmistrz Tomasz Szczepaniak, wcześniej prezes gminnego zarządu PSL, a od 1999 roku powiatowy lider Stronnictwa. W ostatnich wyborach z listy tej partii zasiadło w 15-osobowej radzie jedynie 7 kandydatów. Szybko jednak zmontowano koalicję z udziałem niezależnych radnych. Zbigniew Prusak został wiceprzewodniczącym rady, a Józef Marosz - szefem komisji oświaty. Wkrótce dla syna radnego Jana Mantycha znalazł się etat referenta w ratuszu. Dziś burmistrzowi patrzy na ręce jedynie członek zarządu miasta II i III kadencji, radny Adam Kroll, wspierany przez dwóch pozostałych radnych "Samoobrony".
     Rozdzielając funkcje i stanowiska postanowiono też wymienić szefa miejskiej komisji. W poprzedniej kadencji był nim miejscowy biznesmen, znany z działalności społecznej, Marek Grewling. Tuż przed wyborami, kontrolujący ratusz inspektorzy RIO udzielili mu oficjalnej pochwały za wzorowe prowadzenie dokumentacji i samej komisji. Biznesmena nie poproszono nawet na sesję, by podziękować mu za dotychczasową działalność. O swojej dymisji dowiedział się... z prasy. Zastąpiła go związana z PSL, radna Maria Łyszczarz. Nowej szefowej komisji już na starcie podwyższono ryczałt.
     Na początku obecnej kadencji dokonano kontroli w Miejsko- Gminnym Zespole Oświaty, który zarządza samorządowymi szkołami. Wieść gminna niesie, że po tej kontroli dyrektor zespołu otrzymał propozycję nie do odrzucenia i sam zwolnił stanowisko. Na jego miejsce powołano związaną z PSL dyrektor szkoły Podstawowej w Rozstrzębowie, Jadwigę Winiaszewską. W Kcyni powszechnie wiadomo, że jest ona protegowaną przewodniczącego rady, Ryszarda Hanioszyna.
     Dyrektor się dwoi...
     
Szef rady ma w Kcyni prawie tyle do powiedzenia co sam burmistrz, a urzędnicy w ratuszu bez szemrania wykonują jego polecenia. Zaraz na początku kadencji zaanektował na swój gabinet pokój, który wcześniej służył wszystkim radnym. Teraz go im wypożycza, m.in. na posiedzenia komisji.
     Wkrótce po ostatnich wyborach burmistrz Szczepaniak zaczął żelazną ręką wprowadzać zakaz podwójnego zatrudnienia nauczycieli. Polityka ta jest prowadzona w wielu gminach, gdzie ogranicza się nadgodziny i zabrania nauczycielom dorabiania w innych szkołach. Wszystko po to, by przy malejącej z roku na rok liczbie uczniów, uniknąć zwolnień w oświacie. Zasady te obowiązują też w Kcyni. Poza dwoma wyjątkami. Jednym jest wiceprzewodniczący rady Zbigniew Prusak, który nie nękany przez nikogo spokojnie pracuje sobie w miejscowej szkole podstawowej oraz w Zakładzie Poprawczym.
     Większe kontrowersje budzi kazus Jadwigi Winiaszewskiej, która pracuje ciężko na dwa etaty. Jako dyrektor szkoły w Rozstrzębowie podlega szefowi zespołu oświaty, czyli samej sobie. Dobrze poinformowani twierdzą, że nawet burmistrz ma już dość pani dyrektor, za której niekompetencję musi często sam spijać piwo. Boi się jednak narazić szefowi rady.
     Burmistrz zaniemógł
     
Burmistrz Kcyni wyznaczył mi spotkanie w miniony czwartek. Po przyjeździe okazało się jednak, że rano nagle zaniemógł. W jego zastępstwie odpowiadał na moje pytania wiceburmistrz, Rafał Heftowicz. Podkreśla, że działkę pod wiatraki wyceniała specjalistyczna firma. Dlaczego tak nisko oszacowano jej wartość? Jego zdaniem sprawił to fakt, że chodziło o grunty rolnicze, bez tzw. miejscowego planu zagospodarowania, które zawsze sprzedaje się znacznie taniej niż tereny inwestycyjne.
     (Już po naszej rozmowie konsultowałem tę sprawę z fachowcami. Według art. 4, ustęp 2 ustawy o planowaniu przestrzennym, w razie braku tzw. planu miejscowego, o przeznaczeniu terenu stanowi decyzja o warunkach zabudowy. Z tej wynika zaś jasno, że działce, jeszcze przed sprzedażą, wyznaczono tzw. funkcję inwestycyjną, a nie rolniczą.)
     Wiceburmistrz przekonuje, że miasto nie może sobie pozwolić na odprawianie z kwitkiem inwestorów z zewnątrz. Wszystko odbywało się przy otwartej kurtynie. Było ogłoszenie, komunikaty w ratuszu, każdy mógł sobie przyjść i zobaczyć. A co z warunkami zabudowy, wydanymi miesiąc przed przetargiem? Zdaniem zastępcy, jego szef miał prawo wydać taką decyzję. Najwyżej stałaby się ona bezprzedmiotowa, gdyby biznesmenowi spod Łodzi nie udałoby się wygrać przetargu.
     Pytam Heftowicza, co takiego ma w sobie dyrektor szkoły w Rozstrzębowie, że burmistrz łamie dla niej ustanowione przez siebie zasady? Ale zastępca nie chce rozmawiać o decyzjach i polityce kadrowej, bo to wyłączna domena jego szefa.
     Ja się nie boję...
     
Nazajutrz okazuje się, że burmistrz już normalnie pracuje. Dopiero pod koniec dnia znalazł dla mnie trochę czasu na telefoniczną rozmowę. Potwierdza wszystkie opinie swego zastępcy. Co do łączenia przez dyrektor Winiaszewską dwóch stanowisk dyrektorskich, oświadcza, że była to jego świadoma decyzja. Kobieta ryzykowała bowiem groźbą odwołania z funkcji dyrektora zespołu oświaty, gdyby były do niej zastrzeżenia. Dał więc jej rok czasu, by przemyślała, którą z dwóch posad ostatecznie wybiera. Ale przecież minęło już blisko dwa lata.
     - Mogę zapewnić, że już niedługo ta sytuacja się wyklaruje - mówi Szczepaniak. Pytam, czy nie boi się przewodniczącego rady? Zapewnia, że jest burmistrzem już drugą kadencję i stać go męskie decyzje. Nawet te niepopularne.

polecane: FLESZ: Smartfony zamiast kas fiskalnych.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3